Dwa wywiady (1)

Dwa wywiady (1)

W przedostatnim „Tygodniku Powszechnym” rozmowa Artura Sporniaka i Marcina Żyły z Dominiką Kozłowską, redaktor naczelną miesięcznika „Znak” i prezes wydawnictwa Znak. „Czujesz się bardziej chrześcijanką niż katoliczką?”, pada pytanie, a odpowiedź brzmi: „Tak”.

Na łamach pisma katolickiego takie wyznanie liderki środowiska może brzmieć obrazoburczo. Lecz przecież dawny „Tygodnik”, redagowany przez Jerzego Turowicza, oraz dawny „Znak”, redagowany przez Stanisława Stommę, Hannę Malewską czy Stefana Wilkanowicza, były zawsze szeroko otwarte na otaczający świat. Wacław Hryniewicz rozwijał tu refleksje ekumeniczne, Józef Tischner przedstawiał poglądy oburzające „prawdziwych katolików”. Józefa Hennelowa, wprawdzie już po odejściu z „Tygodnika”, opublikowała (we współpracy z Anną Mateją) przejmującą książkę „Otwarty, bo powszechny. O Kościele, który może boleć”. Kozłowska idzie więc tropami poprzedników, tyle że w nowej sytuacji posuwa się krok dalej. Przecież już w październiku 2019 r., po słowach abp. Marka Jędraszewskiego o „tęczowej zarazie”, pisała w „Znaku”: „Polski katolicyzm stał się oficjalnie katolicyzmem walki, wykluczenia, przymierza z rządzącą partią i jej agendą, katolicyzmem, któremu zasadnie zarzucać można cynizm i wyrachowanie”.

Czy po takich słowach można pozostawać w Kościele katolickim? Kozłowska tak mówi obecnie: „Jestem ochrzczona w Kościele rzymskokatolickim, ale moje córki są ewangeliczkami. Ich tata też jest ochrzczony w Kościele ewangelickim. (…) Znam ten Kościół, szczególnie krakowski zbór, właściwie tak, jak Kościół rzymskokatolicki”. To wyznanie nie jest dla mnie nowe – usłyszałem je przed laty z ust samej Kozłowskiej – ale dopiero teraz poznaję jego dodatkową motywację: chęć kultywowania chrześcijaństwa „we wspólnocie mniejszej, która z przywilejów nie korzysta, w której nie uczysz się, że opłaca się być katolikiem, bo coś z tego masz”. Z takiej postawy wynikają zaś kolejne: przyjaźń ze środowiskiem Wiary i Tęczy, solidarność z tymi, „którzy z Kościoła są wyrzucani”, obecność w inicjatywie „Zranieni w Kościele”… „Rozpłakałam się z bezsilności i wyszłam”, opowiada Kozłowska o rozmowie z zakonnikiem, u którego odkryła antysemityzm. To pewnie z tego płaczu zrodził się jej dzisiejszy bunt.

„Niedawno – wspomina – wraz z Adamem Michnikiem brałam udział w debacie (…). Ja krytykowałam instytucję Kościoła, a redaktor Michnik jej bronił. W pewnym momencie powiedział, że Jacek Woźniakowski czy Tadeusz Mazowiecki nawet w rozmowach prywatnych nie byli tak radykalni w krytyce instytucji. Ale przecież oni działali w innych warunkach, w innym czasie”. Otóż to – nie przypadkiem Stanisław Stomma mówił o „mądrości etapu”. Tamta sytuacja się zmieniła i już oświadczenie piętnujące postawę Jędraszewskiego zakończyła Kozłowska słowami: „Tego mnie uczy Ewangelia”. Będzie nieprzyzwoitą przesadą skojarzenie tych słów z wystąpieniem Marcina Lutra „Tu stoję! Nie mogę inaczej!”, ale krytyka biskupa z Ewangelią w ręku czymże jest jak nie stanięciem poza Kościołem? Ba! ale czy też poza katolicyzmem? I czy poza chrześcijaństwem? A czy polski Kościół jest jeszcze chrześcijański?

W polskim katolicyzmie wzbiera fala buntu – spójrzmy choćby, co dziś mówi Tomasz Terlikowski. Ale środowisko Znaku jest pod tym względem wyjątkowo autentyczne. „Czy mój Kościół musi być aż tak po świecku zapobiegliwy?”, pytała Hennelowa, obserwując pogoń księży za dobrami materialnymi. „Przeczekamy i prosimy o przeczekanie” – tak Zbigniew Nosowski i Wojciech Bonowicz szydzą dziś z zamiatania skandali pedofilskich pod dywan. Bunt Kozłowskiej nie jest więc odosobniony, znajduje sojuszników w jej środowisku, ale też naprawdę wyrasta ze znakowego dziedzictwa. Do jej niedawnego wywiadu z Henrykiem Woźniakowskim („Rzeczy ważne, a czasem błahe”, Kraków 2021) miałbym zapewne różne komentarze, pytajniki, może nawet głosy sprzeciwu, ale nie mogą one zmienić zasadniczego przesłania tej książki: harmonijnego, pełnego zrozumienia i zaufania przekazania pałeczki w sztafecie pokoleń.

Tadeusz Mazowiecki, pierwszy redaktor katolickiej „Więzi”, wzywał przed laty do przekraczania „kredowych kół” dawnych ideowych podziałów. Dzisiejszy bunt jest tym właśnie: wołaniem o dialog, o rozmowę, o niewykluczanie nikogo. Nie ma wątpliwości, że w polskim Kościele idzie nowe. Oraz że nośnikami nowego są – co oczywiste – młodzi. Czy naprawdę stoimy w obliczu kolejnej odnowy, kolejnej Reformy? „Tu stoję! Nie mogę inaczej! Niech Bóg mi pomoże! Amen!”.

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 8/2022

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy