Dwanaście milionów mormonów

Dwanaście milionów mormonów

Najdynamiczniej rozwijający się Kościół na świecie nie jest sektą i nie toleruje wielożeństwa – jak się o nim potocznie sądzi

Korespondencja z Nowego Jorku

Marcin Kulinicz, dyrektor ds. publicznych Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich w Polsce

– Jaki jest stosunek waszego Kościoła do Warrena Jeffsa? Dlaczego nie można nazywać go mormonem?
– Z bardzo prostego powodu – Warren Jeffs nigdy nie był członkiem naszego Kościoła. Niektóre media opisują go jako „lidera sekty poligamistów”, co uważamy za prawidłowe. Niestety, niektórzy piszą, że jest mormonem lub „ortodoksyjnym mormonem”. Nie zgadzamy się z takim przedstawieniem sprawy. Jakkolwiek można się spierać o definicję tego, kto to jest mormon, termin ten jest powszechnie używany do określania członków naszego Kościoła i jego instytucji; np. Mormon Tabernacle Choir, słynny w całym świecie chór naszego Kościoła. Również polska Wikipedia, masowe dziś źródło informacji, trafnie zaczyna hasło „Mormoni” od: „Mormoni są to wyznawcy religii, której pełna i właściwa nazwa brzmi Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich”.

– Wobec mormonów używa się czasami określenia sekta. Dlaczego nazywanie waszego Kościoła sektą jest nieuprawnione, budzi sprzeciw?
– Kiedyś nazwą sekta określano każdą grupę religijną. Obecnie słowo to nabrało negatywnej konotacji i dlatego członkowie naszego Kościoła czują się dotknięci, gdy określa się ich mianem członków sekty. We współczesnym rozumieniu sekta jest grupą, która działa nielegalnie lub na pograniczu prawa, która w sposób systemowy i doktrynalny odcina się od społeczeństwa, dokonuje fizycznego lub psychicznego zniewolenia swoich członków. Nic takiego nie ma miejsca w Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.
Liczne strony internetowe lub ośrodki walki z sektami umieszczają inne grupy religijne w kategorii „sekty”. Rozumiem, że z punktu widzenia wiary osób redagujących takie serwisy czy prowadzących ośrodki, należących do innego wyznania, różnimy się doktrynalnie. W odczuciu i według wiary niektórych jest to powód, by nas potępiać. Respektuję to podejście jako wyraz wiary innych ludzi, jednak uważam za niestosowne i krzywdzące w stosunku do wiernych Kościoła określanie go mianem sekty, z uwagi na pejoratywne znaczenie tego słowa.

– Czy jesteście Kościołem chrześcijańskim? Często wam się tego odmawia.
– Uważamy się za Kościół chrześcijański. Wierzymy w Boga Ojca, Jezusa Chrystusa – naszego Zbawiciela i Odkupiciela i Ducha Świętego. Niektórzy mają co do tego wątpliwości – zaliczenie nas do chrześcijan zależy od ich definicji, czym jest chrześcijaństwo. Jeżeli chcą przy tym używać terminu chrześcijański jako etykietki i synonimu słowa akceptowalny, uważam to za nadużywanie słowa chrześcijaństwo. Przy stosowanym czasami podziale rodziny wyznań chrześcijańskich na prawosławne, katolickie i protestanckie jesteśmy istotnie poza głównym podziałem. Współcześnie coraz częściej religioznawcy wskazują jednak na kolejną rodzinę wyznań chrześcijańskich, określając ją jako restoracjonizm – od słowa przywrócenie – do której należy nasz Kościół, z uwagi na naszą wiarę w to, że jest on przywróconym na Ziemię Kościołem takim, jakim go założył Chrystus. A to jest fundamentem naszej wiary.

– Ilu jest mormonów na świecie? Gdzie jest was najwięcej? Jak liczny jest wasz Kościół w Europie i w Polsce?
– Na świecie w ostatnim dniu 2005 r. było nas 12 mln 560 tys. Najwięcej w USA – 5 mln 691 tys. Jednak, co znamienne i godne zauważenia, od kilku lat więcej mormonów żyje poza USA niż w samych Stanach. W Meksyku np. 1,044 mln, w Kanadzie – 173 tys., na Karaibach – 143,5 tys., w Centralnej Ameryce – 541,5 tys. W Ameryce Południowej mormonów jest 2,99 mln, w Europie – 450 tys., w Azji – 893 tys., w Afryce – 238 tys., w krajach Południowego Pacyfiku – 404 tys. W Polsce mamy około 1,2 tys. wiernych. Generalnie jesteśmy Kościołem rozwijającym się bardzo dynamicznie, wielu uważa, że najszybciej na świecie.

– Standardowo mormonów kojarzy się z wielożeństwem…
– Nie uprawiamy go. W Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich było ono praktykowane przez pewien okres XIX w. i zostało zakończone w roku 1890. Od tej pory osoba, która wstąpiłaby w taki związek, ryzykuje wykluczenie z Kościoła (ekskomunikę). Prezydent naszego Kościoła, Gordon B. Hinckley, kategorycznie stwierdził, że Kościół nie ma nic wspólnego z osobami praktykującymi poligamię.

– W Salt Lake City, siedzibie Kościoła, gromadzone są dane genealogiczne z całego świata, co budzi kontrowersje. Po co?
– Wierzymy, że więzy rodzinne mogą trwać wieczność. W tym celu odpowiednie obrzędy – np. ślub – muszą być dokonane w świątyni, która jest szczególnym budynkiem sakralnym (innym niż kaplice, w których odbywają się zwykłe nabożeństwa). Małżeństwo tam zawarte może – jak wierzymy – trwać nie tylko „dopóki śmierć was nie rozłączy”, lecz również w życiu wiecznym. Podobnie sprawa ma się z relacjami rodzicielskimi. W przypadku osób żyjących mogą one dokonać tych obrzędów osobiście.
Jak wierzymy, Bóg chce umożliwić nam także bycie w tej wiecznej rodzinie z naszymi zmarłymi. W tym celu otrzymaliśmy przykazanie (jest to nakaz, jak wierzymy, o charakterze religijnym), aby odprawić obrzędy w imieniu tych osób. Aby tego dokonać, należy odnaleźć ich dane i stąd szczególne zainteresowanie członków Kościoła badaniami genealogicznymi. Odnalazłszy dane swoich przodków, członkowie Kościoła mogą dokonać za nich obrzędów (np. chrztu czy też tzw. zapieczętowania małżeństwa), które umożliwią trwanie więzów rodzinnych na tamtym świecie. Na ślady takiej praktyki w czasach biblijnych naprowadza nas 1. List do Koryntian (1 Kor 15,29).

– Czy poprzez te obrzędy powiększacie rzeszę mormonów po śmierci, aby zapełnić nimi niebo?
– Kontrowersje rodzi niezrozumienie idei tych obrzędów przez niektórych ludzi. Nie oznaczają one, że ktokolwiek staje się automatycznie mormonem po śmierci. Są one wypełnieniem przykazania danego nam, żyjącym, natomiast – jak wierzymy – dla zmarłych mają one jedynie charakter potencjalny, tj. mogą oni w pewnym sensie skorzystać z tego, co my, żyjący, robimy tu na Ziemi. Wierzymy, że ci zmarli zachowują swoją wolną wolę i sami podejmują decyzje. Nie jest tak, że swoim działaniem wbrew woli kogokolwiek (zmarłego) czynimy z niego czy niej mormona.

– Mnie pan uspokoił, co do innych, nie założyłbym się.

Wydanie: 36/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy