Dzień wykopania

Ta wieść wstrząsnęła światem sztuki. Pierwsi dowiedzieli się o tym, jak to zwykle w Polsce bywa, kabareciarze. Intuicja, przeciek z najwyższych kręgów partyjno-państwowych – spekulowano. Nieważne. Całe środowisko, ponad politycznymi podziałami, pogrążyło się w spontanicznym smutku. Wszystkie sceny kabaretowe ogłosiły tygodniową żałobę. Żadnych spektakli, nawet krótkich jaj. Żadnych „sztuk”, nawet już dawno zabukowanych, nawet tych na prywatnych, firmowych, wysokokapitałowych bankietach. Zresztą która firma, nawet zagraniczna, zdecydowałaby się robić imprezę integracyjną w dniach żałoby narodowej?
Pierwsi wiadomość rozpowszechnili internauci. Raz jeszcze dowiedli potęgi sieci. Samorzutnie tworzyli strony pamięci, wiele z nich zostało zakorkowanych przez natłok odwiedzających. Stare blogi wyglądały podobnie. Jeden jęk i lament. Nowe blogi żywo przypominały stare.
– Nikt ich nie zastąpi – zadeklarował do kamer Kuba Wojewódzki. – Jaka szkoda, że nie zdążyli u mnie wystąpić. – Krzywdziłem ich często hardcorowymi dowcipami – łkał Szymon Majewski. Na znak żałoby ogolił głowę. – Zupełnie straciłam głos – szeptała opozycja polityczna, czyli Joanna Senyszyn. A jak doniósł „Fakt”, Ryszard Kalisz zupełnie stracił apetyt.
– Nie byli tacy źli – wystosowało oświadczenie stowarzyszenie filmowców. – To też ludzie naszej branży – przypominał Andrzej Wajda, choć w ostatnich czasach nie było im wspólnie po drodze. – Mieli w sobie coś – odnajdywała Beata Tyszkiewicz. – Kiedy to usłyszałam, cycki mi opadły z wrażenia – zdradziła w „Fakcie” Doda. Dodała też, że na znak żałoby przestała się bzykać z Radziem. Mandaryna zżółkła z żalu.
Gazety wychodziły z żałobnymi, czarnymi opaskami. Bez koloru na pierwszych stronach. Zawsze czujny „Fakt” czarnymi paskami pozasłaniał biusty drukowanych panienek i kurwiki w oczach Renaty Beger. W telewizjach komercyjnych odwołano tańce z gwiazdami, zastępując je muzyką poważną i programami misyjnymi. Telewizja publiczna i publiczne radia w ogóle przerwały nadawanie. Dziennikarze płakali, kierownictwo popadło w depresję.
Z całego świata nadchodziły depesze i listy kondolencyjne. Wiele z nich zawierało szczery żal, że nie było okazji spotkać się osobiście. Teraz taka przepadła już bezpowrotnie. Również światowe media przepełnione były żalem i nostalgią za odchodzącymi. Nawet złośliwy „Die Tageszeitung” napisał przepojony rozpaczą wstępniak „Pawana na śmierć Wielkiego Kartofla”.
Nic dziwnego, że wokół znanego intelektualisty Marcina Wolskiego powstał Społeczny Komitet Pomnika Ku Czci. Konto uruchomił nieutulony w żalu prezes (z ich nadania) dużego banku, a pozostali prezesi (też z nadania) banków i spółek z udziałem skarbu państwa zasilili je dobrowolnymi, sutymi wpłatami.
Błyskawicznie rozstrzygnięty konkurs wyłonił zwycięski projekt. Dwa kartofle porywające się na Układ Słoneczny.
Na uroczystość odsłonięcia przyszli wszyscy. Dziennikarze płakali, że na nowych już tak nie zarobią. Satyrycy, że nowi już nie będą tak świetnym obiektem żartów i kpin. Artyści pili z rozpaczy za utraconymi muzami inspiracji. Parodyści poczuli się osamotnieni, bo kogóż po nich parodiować? Dokumentaliści żałowali, że ich kadencje trwały tak krótko, tylko konstytucyjny termin. Internauci przekonywali siebie i świat cały, że następcy nie dorastają bliźniakom do pięt. Koniec kaczych jaj w sieci.
Szlus! Bracia Karnowscy odsłonili pomnik. Syreny zawyły, kamery zapłakały. Rozdowcipkowany kraj cały pogrążył się w smutku.

 

Wydanie: 37/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy