Dziewuchy waleczne

Dziewuchy waleczne

Grupa Dziewuchy Dziewuchom udowodniła, jak wielka jest siła polskich kobiet

Nie można byłoby mówić o sukcesie strajku kobiet, który 3 października odbył się w całym kraju, gdyby nie jego świetna organizacja i masowość. Polki tysiącami wyszły na ulice, aby głośno walczyć o własne prawa. Ich wściekłość przeraziła polityków PiS, którzy już następnego dnia wyrzucili do kosza drakoński projekt antyaborcyjny. To nie wzięło się znikąd. Polki od kwietnia dyskutują, informują się, planują kolejne kroki i wspierają się na facebookowej grupie Dziewuchy Dziewuchom. – Dla mnie to przejaw wielkiego przebudzenia kobiet, które są w pełnej gotowości do zmiany swojego statusu w polskim społeczeństwie – mówi B., jedna z administratorek grupy.

Zanim będzie za późno

Strajk kobiet był sukcesem, ale członkinie grupy zdają sobie sprawę, że do końca ich walki jeszcze daleko. Nie mają jednak wątpliwości, że zakończy się ona sukcesem. – Zapisałam się, żeby poczuć, że nie tylko ja jestem sfrustrowana i wkurzona tym, że politycy usiłują wnikać w tak intymną sferę mojego życia i zabierać mi podstawowe prawa. Ważniejsze jest dla mnie to, dlaczego zostałam: to już była decyzja świadoma i podyktowana nadzieją, że te tysiące osób z niesamowitą energią osiąg­ną coś wielkiego. Nadal tak myślę – przekonuje C., kolejna administratorka.
Dziewuchy powstały w reakcji na działania prawników fanatyków ze stowarzyszenia Ordo Iuris, które pod koniec marca wraz z innymi organizacjami antyaborcyjnymi złożyło do marszałka Sejmu zawiadomienie o zawiązaniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”. Komitet rozpoczął zbieranie podpisów pod ustawą, która w zasadzie całkowicie zakazywałaby aborcji w Polsce. Dominacja ugrupowań prawicowych w Sejmie oraz zapowiedź prezesa Kaczyńskiego, że „ogromna większość, a może cały klub PiS, poprze inicjatywę ustawy całkowicie zakazującej aborcji”, przeraziły, a przede wszystkim zdenerwowały kobiety. – Byłam wściekła na to, że polscy politycy w ogóle rozważają zaostrzenie „kompromisu” aborcyjnego – mówi 25-letnia Agata, szeregowa członkini grupy.
Polki zrozumiały, że muszą się organizować i interweniować, póki nie jest za późno. „Zebrałyśmy się spontanicznie na Facebooku 1 kwietnia 2016 r. w reakcji na medialne doniesienia o planowanym drastycznym zaostrzeniu przepisów dotyczących przerywania ciąży”, czytamy na stronie internetowej Dziewuchy Dziewuchom. Szybko okazało się, że grupa na Facebooku cieszy się ogromnym zainteresowaniem, a liczba jej członkiń rośnie wręcz lawinowo. Pierwszego dnia zapisało się do niej 30 tys. użytkowniczek. Dzisiaj jest ich już ponad 108 tys.
– Tempo było zawrotne, a od tego czasu nie odnotowałyśmy znacznych wahań liczebności, co oznacza, że użytkowniczki praktycznie nie opuszczają forum – tak pierwsze dni działalności grupy wspomina B. – Do tej pory jest dla mnie zaskakujące, że tak wiele osób zapisało się do grupy, która nie miała absolutnie żadnej promocji ani nagłośnienia w mediach – dodaje C.
O fenomen kobiecej grupy na Facebooku spytałem dr Elżbietę Korolczuk, socjolożkę z Uniwersytetu Södertörn w Sztokholmie. – Pojawiło się realne zagrożenie, perspektywa zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Kobiety w Polsce zrozumiały, że za chwilę sytuacja, jaka miała miejsce w Szpitalu im. Świętej Rodziny (gdzie dr Chazan zmusił pacjentkę do donoszenia ciąży, mimo że płód miał bezmózgowie), będzie normą, a prokuratura będzie sprawdzać, czy poronienie to przypadkiem nie aborcja – tłumaczy. – Ale jest też coś więcej: kobiety mają już serdecznie dość władzy, która je lekceważy, chce za nie podejmować najważniejsze życiowe decyzje i słucha biskupów, a nie obywatelek.

Ruch oddolny

Pierwszy raz o Dziewuchach zrobiło się głośno, kiedy 3 kwietnia protestowały pod Sejmem oraz w innych miejscach w całej Polsce. Miały ze sobą transparenty i wieszaki (właśnie nimi w dawnych czasach kobiety same próbowały dokonywać aborcji, tam gdzie ten zabieg był nielegalny). Manifestację organizowała co prawda partia Razem, ale Dziewuchy Dziewuchom są ruchem całkowicie oddolnym i bezpartyjnym, którego celem jest ochrona praw kobiet przed zakusami polityków oraz hierarchii kościelnej. Kolejna manifestacja – pod hasłem „Odzyskać wybór” – odbyła się tydzień później, 9 kwietnia. Wtedy miało miejsce pierwsze publiczne wystąpienie Dziewuch. Solidarność z polskimi kobietami wyraziło wówczas wiele sław z kraju i ze świata. Zdjęcie z kartką, na której widniał napis #popieramdziewuchy, opublikowały m.in.: Milla Jovovich, Juliette Binoche, Anja Rubik, Magdalena Cielecka, Agata Kulesza i Agnieszka Holland.
Dziewuchy dyskutują i działają po to, aby zmieniać świat w realu, ale nie sposób zaprzeczyć, że ich obecność spotkała się z ogromnym oddźwiękiem w internecie. Portale społecznościowe zalała fala poparcia i solidarności z polskimi kobietami. Użytkowniczki i użytkownicy zmienili swoje zdjęcia profilowe. Ruch doczekał się własnej symboliki. Najpopularniejszym jego znakiem została macica wykonująca ordynarny gest. To sugestia dla polityków, aby odczepili się od ciał kobiet.
Warto podkreślić, że do grupy należą również mężczyźni, którzy nie godzą się na to, aby ich matki, żony, partnerki i siostry były traktowane przez władzę przedmiotowo. Dr Korolczuk to zjawisko nie zaskakuje: – Na corocznych manifach w Warszawie prawie połowę uczestniczących stanowią mężczyźni. Są coraz bardziej świadomi tego, że konserwatywna wizja relacji płci jest dla nich koszmarem, ustawia ich w roli zapracowanych, zestresowanych facetów, którzy muszą ciągle udowadniać, że są samcami alfa. Koszty są dramatyczne: to mężczyźni wcześniej umierają, to oni zapełniają więzienia. Oni też mają tego dość.

Praca całodobowa

Dziewuchy sprzeciwiają się zaostrzaniu prawa aborcyjnego, ale nie mają jednoznacznego stanowiska w kwestii jego liberalizacji. Część członkiń postuluje rozszerzenie prawa do legalnej aborcji, część natomiast popiera zapisy obowiązującej ustawy. To rodzi konflikty i zażarte debaty. Nad kulturą oraz przejrzystością dyskusji czuwać muszą administratorki. Pracy jest dużo, ponieważ posty i komentarze publikowane są bardzo często.
Czym zatem zajmują się administratorki? Czy moderowanie dyskusji to łatwe zadanie? – Moja rola sprowadza się bardziej do działań technicznych niż moderatora. Zatwierdzanie postów, pilnowanie przestrzegania regulaminu grupy, przyjmowanie nowych członków. Wśród administratorek są takie, które zajmują się koordynacją działań, współpracą i innymi aktywnościami – odpowiada A.
– Administrowanie grupą to zajęcie całodobowe, dlatego administratorki dyżurują na zmianę. Z uwagi na to, że np. z powodu pracy zawodowej wiele użytkowniczek nie ma w ciągu dnia czasu na czytanie bieżących postów, zdecydowałyśmy się nie wyłączać możliwości komentowania w godzinach nocnych – dodaje B. – Administratorki pracują codziennie, każda po kilka godzin, choć żadna z nas nie otrzymuje za to wynagrodzenia. To zaangażowanie wynika z poczucia odpowiedzialności za grupę i przekonania, że współtworzenie tej przestrzeni do dyskusji jest nam wszystkim niezwykle potrzebne. Czy to zajęcie łatwe? Nie oczekujemy, że będzie łatwo, przecież dyskutujemy o rzeczach niezwykle bolesnych i trudnych, mierzymy się z poczuciem niesprawiedliwości, która nas dotyka, często dzielimy się najbardziej osobistymi przeżyciami.
Oczywiście, jak to w życiu, zdarza się, że temperatura dyskusji za bardzo rośnie. – Rolą administratorek bywa rozładowywanie napięć w grupie, przez co niekiedy same stają się celem ataków słownych. Na szczęście to sytuacje rzadkie i przejściowe – wyjawia B.

Bezpieczne miejsce

Aby dołączyć do grupy, nie wystarczy po prostu kliknąć. Każda kandydatka na członkinię jest weryfikowana przez administrację. Taki system ma chronić przed internetowymi trollami, których celem jest niszczenie wątków i obrażanie dyskutujących. – W tak wielkiej grupie nie zawsze mamy możliwość śledzić uważnie i na bieżąco każdy wątek, a zatwierdzanie osób zgłaszających się do grupy ogranicza nieco tę konieczność. Wiemy, że oczekiwanie na przyjęcie bywa długie, ale staramy się przede wszystkim dbać o komfort i bezpieczeństwo aktualnych członkiń – wyjaśnia C.
Tym bardziej że często opowiadają o sprawach bardzo osobistych, które wymagają dużej empatii i zrozumienia. W jednym z wątków użytkowniczki piszą, jakie nieprzyjemności spotykały je podczas wizyty u ginekologa. Lektura tych historii daje obraz tego, w jaki sposób traktuje się kobiety w wielu miejscach w kraju.
„Facet pod sześćdziesiątkę zasugerował, że pewnie brałam udział w orgiach, bo skądinąd miałabym mieć jakieś problemy. Dodał przy tym, że on już dobrze wie, co my młodzi robimy”, wspomina Patrycja. „Szpital na Szaserów w Warszawie, lekarz wykonujący cięcie cesarskie, do którego chodziłam prywatnie i słono płaciłam. Znieczulenie – zaczynają mnie kroić – czuję każdy ruch i okropny ból, jęczę i płaczę, i mówię, że to czuję, ale jestem zbyt słaba, by się poruszyć, i słyszę: A ta krowa czego jeszcze jęczy”, dzieli się budzącym grozę doświadczeniem Wiola.

Formuła działa

Za sukces Dziewuch z pewnością uznać należy fakt, że działają lokalnie. Skupiający administratorki i założycielki grupy Matecznik koordynuje pracę niemal 40 oddziałów rozsianych po całej Polsce, a nawet świecie. Efekty widać gołym okiem. W działania i dyskusje angażują się kobiety z mniejszych ośrodków, wcześniej niemające takich możliwości. – To nowa formuła mobilizacji, która zaczyna się w internecie od dyskusji, budowania sieci kontaktów, formułowania postulatów, a potem przenosi się do realu, gdzie odbywają się spotkania, protesty, debaty. Czarny strajk pokazał, że ta formuła działa, m.in. dlatego, że pozwala się policzyć i zobaczyć, jak wiele jest w Polsce wspaniałych, myślących, zaangażowanych kobiet – mówi dr Korolczuk.
Dzięki takim inicjatywom jak Dziewuchy Dziewuchom kobiety w Polsce poczuły, że mają siłę, że mogą coś zmienić. – Członkostwo w tej grupie dało mi poczucie, że nie jestem sama w swoim myśleniu i że nie wszyscy w tym kraju postradali zmysły. Dodatkowo dostaję informacje o tym, co się dzieje wokół ustawy, oraz o planowanych protestach i akcjach – podkreśla 26-letnia Zofia. – Myślę też, że Dziewuchy będą platformą, która być może w ciągu kilku lat skutecznie wyegzekwuje od rządzących nową ustawę aborcyjną przywracającą kobietom wolność i możliwość decydowania o własnym życiu. Ważne dla mnie jest to, że Dziewuchy nie są partią polityczną, bo ja nie identyfikuję się z żadną partią, nie czuję, żeby ktoś reprezentował mnie w 100% – dodaje.
„Gdy na ulicę wychodzą kobiety, to znaczy, że już naprawdę jest nie do wytrzymania. Bo kobiety potrafią być cierpliwe. I ciche. I wytrzymałe. Do czasu”, pisała w czerwcu na łamach „Wysokich Obcasów” Paulina Reiter, redaktorka naczelna tytułu. Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, szczególnie znając przebieg, skalę oraz rezultat październikowego czarnego protestu. Kobiety głośno mówią o tym, że władza i środowiska konserwatywne po prostu przegięły. Ich pomysły uruchomiły lawinę, której nie da się już zatrzymać. – Symboliczne drzwi zostały otwarte i nie ma już odwrotu od dalszych zmian. Fala kobiecych protestów, które przetaczają się przez kolejne polskie miasta, pokazała, że mamy prawdziwą moc. To, co wcześniej było pewną intuicją, dzięki grupie w końcu się zmaterializowało. Okazało się, że działając razem, jesteśmy silne – mówi B.
Podobnego zdania jest dr Korolczuk: – Masowość mobilizacji Dziewuch i czarnego protestu pokazuje, że kobiety będą pilnować polityków, nie tylko gdy ci planują antykobiece działania, ale też na co dzień. Sądzę, że obecna mobilizacja będzie miała znaczenie dla kolejnych wyborów – mam nadzieję, że kobiety, które dziś stały się liderkami protestów, wejdą do polityki, a reszta z nas będzie miała na kogo głosować.
Na razie jednak Polki są inspiracją dla całego świata. Niedawno swój czarny protest przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego zorganizowały w Seulu Koreanki. 19 października przeciwko przemocy wobec kobiet oraz bezkarności sprawców zaprotestowały Argentynki, Meksykanki i Chilijki.
Polski czarny protest cały czas trwa. Manifestacja z 23 października z pewnością nie była ostatnia. – Wezmę udział w kolejnych protestach. Politycy PiS już zapowiadają, że nie spoczną i zgłoszą projekt ustawy, który zabrania aborcji w przypadkach, gdy płód jest nieuleczalnie chory. Nie możemy pozwolić na takie traktowanie; zmuszanie kobiety do urodzenia nieuleczalnie chorego dziecka to według mnie tortury – deklaruje Zofia, szeregowa członkini Dziewuch.

Wydanie: 43/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. czytelnik
    czytelnik 26 października, 2016, 16:25

    Nie wiesz jaką decyzję podjęłaby twoja matka, gdyby wiedziała, że ma urodzić osobnika ograniczonego umysłowo. Wiec zamiast sobie dworować, ciesz się i milcz..

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Cyrene
    Cyrene 29 października, 2016, 19:20

    Jak trudno zrozumieć kobiety. Kto dowiedział się, ze kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa, nie będzie miał z tym stwierdzeniem, ze zrozumieć kobiety jest trudno, problemu. Natomiast zrozumieć matkę, która poddała się aborcji z braku możliwości mieszkaniowych jest łatwe. Wygoda przestrzeni domowej jest bardzo istotna, wiec należny ograniczyć nieprzewidziany „przychówek ” przez legalna aborcje tzw. a vista. Przestrzeń domowa można by przyrównać do pojęcia przestrzeni życiowej. Juz lata temu, dokładnej daty nie podam, pewien pan za zachodnia granica Polski stwierdził, ze jego naród potrzebuje więcej tej. tzw. życiowej przestrzeni. Czym zaowocowało takie myślenie i następujące akcje, mogliśmy się dowiedzieć pierwsi w 39 roku. Czy wystarczy przynajmniej taki prosty argument, aby zastanowić się, jak w mikroskali wygoda przestrzeni życiowej przekłada się na decyzje o likwidacji życia ” in statu nascendi „.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy