W emerytach siła – rozmowa z prof. Januszem Czapińskim

Przyszli seniorzy staną się grupą nacisku mogącą skutecznie walczyć o swoje interesy

Prof. Janusz Czapiński,

psycholog społeczny, autor raportów „Diagnoza społeczna”

Rozmawia Andrzej Dryszel

Czy ludzie starsi w Polsce będą w przyszłości stanowić coraz bardziej znaczącą grupę społeczną?
– Tak. Przede wszystkim będzie ich coraz więcej. Z jednej strony, Polacy się starzeją, z drugiej – młodzi wciąż uciekają za granicę, bo w kraju nie znajdują satysfakcjonującej pracy zgodnej z kwalifikacjami. Zostawiają tu starzejących się rodziców.

Polska zatem stanie się krainą zgorzkniałych staruszków?
– Nie, bo starsze pokolenie będzie za 20-30 lat inne niż dzisiejsze. W wiek emerytalny wejdzie wyż demograficzny z III RP. To na ogół ludzie nieźle wykształceni, pewni swoich racji, mający własne zdanie, z innymi potrzebami i aspiracjami niż dzisiejsi seniorzy. Oni umieją lepiej dbać o zdrowie. Już w młodości prowadzili bardziej higieniczny tryb życia niż poprzednie generacje, co zostanie im również w późniejszym wieku. Będą więc dłużej żyć.

Jakie może to mieć konsekwencje?
– Zaznaczy się rosnąca presja na usługi przeznaczone dla osób w bardziej zaawansowanym wieku, przede wszystkim ze sfery ochrony zdrowia. Będzie to wyraźny nacisk, ponieważ przyszli seniorzy, gdy będą chcieli realizować swoje potrzeby, okażą się zapewne znacznie mniej potulni niż dzisiejsi 70-latkowie.

A co mogą zrobić emeryci? Przecież nie zastrajkują, a o partii emerytów i rencistów prawie już nie słychać.
– Nie muszą wstępować do żadnej partii. Mogą tworzyć organizacje pozarządowe, grupy nacisku, skrzykiwać się przez internet, by podejmować różne działania. Dzisiejsi emeryci raczej nie są w stanie korzystać z podobnych metod, bo obecna generacja ludzi starszych w Polsce jest dość słabo wykształcona. Przeważa wykształcenie podstawowe lub zasadnicze zawodowe, rzadziej średnie. Tymczasem w przyszłości prawie nie będzie już słabiej wykształconych starszych Polaków, bo w wiek emerytalny wkroczy pokolenie, które masowo studiowało w latach 90. i później (niezależnie od jakości tych studiów).

Jeśli prawie wszyscy będą lepiej wykształceni, to ukończenie studiów przestanie być jakimkolwiek pozytywnym wyróżnikiem.
– Ale tu nie chodzi o wyróżnianie się wykształceniem, tylko o efektywność grupowego działania. A tę łatwiej mogą osiągnąć ludzie lepiej wykształceni. Nie jest też tak, że wykształcenie wyższe przestaje mieć znaczenie, gdy staje się powszechniejsze. Ludzie z wyższym wykształceniem żyją dłużej i dzieje się tak niezależnie od tego, czy prawie cała populacja ukończyła studia czy tylko niektórzy. Z tym, że dotyczy to przede wszystkim mężczyzn. Panie generalnie lepiej troszczą się o własne zdrowie i u nich nie ma tak dużej różnicy w długości życia związanej z poziomem wykształcenia. Panom pragnącym dłużej żyć należy zalecić, by mieli studia i żonę (samotność skraca życie).

I chyba aby lepiej zarabiali?
– Dziś starsi Polacy nie są ubodzy. Pod względem wysokości miesięcznych dochodów zajmują drugie miejsce, za przedsiębiorcami. Emeryci, ze stałym dochodem, są często ostoją stabilizacji materialnej całej rodziny. Zwłaszcza na wsi, gdzie z jednego takiego świadczenia utrzymuje się czasem kilka osób. Emeryci w Polsce zawsze byli pod szczególną ochroną, a za czasów Balcerowicza, na początku lat 90., ten parasol ochronny był nawet szczelniejszy niż dziś, bo wtedy mieli oni waloryzację cenową, przy inflacji sięgającej na początku lat 90. nawet kilkuset procent rocznie.

Jak polscy emeryci korzystają ze swoich zasobów finansowych?
– Przede wszystkim są sponsorami dzieci i wnuków. Emeryci mogą wspierać materialnie młodsze pokolenia, gdyż własne potrzeby mają skromne. Niespecjalnie jeżdżą po świecie, uprawiają ogródki działkowe, nie kupują supernowoczesnego sprzętu, nie wymieniają tak często jak młodsi telewizorów i komputerów na nowsze. Choć pewnie gdy ci młodsi się zestarzeją, nadal będą tak robić, zgodnie z nawykami wyniesionymi z przeszłości.

Myśli pan, że chętnie będą pracować do 67. roku życia?
– Ludzie w średnim wieku z trudem przełknęli przesunięcie wieku emerytalnego. Nie przesadzajmy jednak z tym, że chcieliby oni się poświęcić zajęciom rodzinnym, a praca do 67. roku życia im to uniemożliwi. Przyszli seniorzy są i będą znacznie mniej obciążeni obowiązkami rodzinnymi od wcześniejszych generacji Polaków. Wnuków, którymi babcie pragną się opiekować, jest mniej niż kiedyś, a i opieka nad nimi nie jest aż tak
kłopotliwa.

Wydanie: 27/2012

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, część III

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy