Europie mówimy: TAK

Symetria jest porządkiem głupców, stwierdził pewien mądry uczony. Świat jest w przerażającej większości własnością głupców, dlatego rządzenie nim wymaga symetrii. Równowaga to jej szczególny rodzaj. Przez pół wieku układ był symetryczny, choć uporządkowany na siłę: podzielony żelazną kurtyną, za którą czaiła się lodowata wojna.
Dwa mocarstwa uprawiały konkurencję zwaną wyścigiem zbrojeń. Po pewnym czasie dysponowały taką ilością broni, że mogły zniszczyć glob 11 razy. Gdy doszło do paradoksu – roztworu wielokrotnie nasyconego – ładowanie w zbrojenia przestało mieć sens. Bo niby co miałoby się niszczyć, kiedy wszystko zniszczone, kogo zabijać, gdy nie został nikt do zabicia? I sprawa fundamentalna, kto by zabijał? Chociaż istnieje mordercza aparatura zdolna zabijać bez udziału człowieka, wystarczy włączyć odpowiedni program. Dwa programy niszczące się wzajem, to byłby dobry początek Niczego.
Ludzi wciąż jest za mało, a broni za wiele. Dlatego politycy uważają, że kobiety muszą rodzić więcej dzieci, nie wolno im używać środków antykoncepcyjnych ani przerywać tego, co poczęte, ponieważ generalnie istnieje niedobór żywych celów. Klonowanie w powijakach, mimo obietnic wciąż nie ma sklonowanej armii. Generałowie martwili się, że nowoczesna technicznie broń służąca do chirurgicznych uderzeń leży odłogiem. Choć nie generałowie są najgorsi; obserwując wirtualne życie wojenne w TV, możemy zauważyć, że najbardziej krwiożerczy są cywilni doradcy. To z ich ust słyszymy, że straty w ludziach są niewielkie, a zyski w mamonie duże. Per saldo nam się opłaca.
A propos chirurgii: na ekranie pojawiła się rodaczka Szekspira, królowa angielska, cała w błękitach, przyjmująca czarno odziane wdowy po poległych brytyjskich żołnierzach. Większość z nich stała się ofiarami słynnych już chirurgicznych operacji amerykańskich.
Wielcy politycy wraz z ekspertami odkryli, że żywy człowiek chodzący po ziemi to niestety nie aktor wielokrotnego użytku, jak Hamlet, który wygłasza ostatnią, całkiem niezłą kwestię: „Reszta jest milczeniem”, po czym osuwa się na deski i umiera. Żegna go Horacy: „Dobranoc, mój książę”, a potem książę wychodzi i kłania się widowni. Może sobie umierać do syta, inaczej niż zwykły żołnierz, któremu nikt nie powie: „Dobranoc, mój żołnierzu”, jeszcze gorzej z kłanianiem się.
Ta elektryzująca wiadomość, że każdego można zabić tylko jeden raz, dotarła do prezydenta Busha. Chodził i myślał, co począć z całym różnorodnym arsenałem broni, przecież tyle dobra nie może się zmarnować! Zwłaszcza teraz, gdy równowaga została zachwiana, Kolosowi na glinianych nogach kończyny zmiękły i przestał być mocarstwem, a Hamburger rozrósł się do rozmiarów nadprzyrodzonego Big Maca. Lody po obu stronach żelaznej kurtyny zaczęły topnieć, wilgotne powietrze ją skorodowało. Nastała odwilż w politycznej przyrodzie.
U nas zjawisko odwilży nastąpiło już wcześniej, po marcu 1953 r., gdy zgasło Słońce komunizmu, czyli Józef W.S.; schłodził się wydatnie, przemieniając się w twardy, lodowy pomnik. Mimo że więźniów politycznych wcale nie było, powoli zaczęli opuszczać więzienne mury. Jako dziecko w czerwcu 1956 r. widziałam zwalanie stacji zagłuszającej Wolną Europę. Wszystko zorganizowano z chirurgiczną precyzją, jak to w Poznaniu. Każdy zabrał na pamiątkę śrubę.
Po pewnym czasie nadszedł ożywczy październik, a później znów kolejne przykręcenie śruby. „Solidarność” zajęła się tej śruby bezkrwawym odkręcaniem, ale śruba wymknęła się z rąk, wypadła i gdzieś zginęła. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Komuchy także, bo też miały dosyć przyjaźni na siłę. „Wreszcie będziemy sami stanowili o sobie!”, myślał naród. A jednak wkrótce się okazało, że bez towarzysza ani rusz. Słaby koleś z podwórka zawsze poszukuje takiego, co lubi się bić. Znaleźliśmy więc nowego przyjaciela, jest o tyle lepszy od poprzedniego, że nie mieszka obok. Tamten wciągał nas w bójki i ten też. Oczywiście, zawsze bijemy się dobrowolnie. Za zasługi wojenne zostaliśmy czwartym mocarstwem i dostaniemy kontrakty na terenie nowej kolonii. Z niewielką pomocą przyjaciół podbiliśmy Irak, a że nie znaleziono broni, więc trzeba dalej bawić się w chowanego. Przyjaciel woła: ciepło, cieplej! Najcieplej jest w Syrii, Colin Powell zapowiedział sankcje: „dyplomatyczne, ekonomiczne i innej natury”.
Co znaczy „inna natura”? Nie wiadomo, czy to tylko wypowiedź typu: „Jak nie będziesz słuchał, to zrobię ci to, co zrobił mój dziadek”, a nikt dokładnie nie wie, co takiego ów dziad uczynił, czy już zalążek nowego, jednomocarstwowego porządku świata opartego na asymetrii. W amerykańskim Kongresie jest silna grupa jastrzębi, która uważa, że Stany Zjednoczone mają pełne prawo do decydowania o losach innych krajów. Oczywiście, że nie będzie to Korea, notorycznie łamiąca prawa człowieka. Ta uzbrojona po zęby nędza jest nietykalna, bo ma broń atomową. Wiadomo, że Wielki Wódz nr 2 użyje jej, jeśli nadarzy się sposobność. W Iraku jak dotąd bomby atomowej nie znaleziono, ale politycy wciąż powołują się na prawo moralne.
To prawie jak moralne prawo do przeprowadzenia staruszek przez jezdnię, czy tego chcą, czy nie. W Starej Europie dmucha się na zimne, Europa, jak kobieta po przejściach, nauczyła się ostrożności, nie z każdym i nie od razu. Dlatego powinniśmy do niej wejść, żeby hamować zapędy kowbojów w prewencyjnych podbojach. Dlatego też każdy mądry obywatel będzie głosował w referendum. Na proste pytanie, prosta odpowiedź: TAK.

Wydanie: 17/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy