Getto ławkowe? A co to?

Getto ławkowe? A co to?

Dobrze się stało, że odsłonięto tablicę upamiętniającą wprowadzenie w 1937 r. przez prof. Włodzimierza Antoniewicza, rektora Uniwersytetu Warszawskiego, z akceptacją senatu, „zarządzenia o porządku zajmowania miejsc”, czyli getta ławkowego dla studiującej młodzieży żydowskiej. W salach były wyznaczone miejsca, które musieli zajmować studenci i studentki pochodzenia żydowskiego. Wcześniej taką antysemicką „regulację” wprowadziła Politechnika Warszawska, po UW przyszła kolej na inne uczelnie: Szkołę Główną Handlową i Akademię Stomatologiczną w Warszawie, Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie, Politechnikę Lwowską, Akademię Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie, Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie i na końcu, 6 listopada 1938 r., Uniwersytet Jagielloński. Rektorzy uniwersytetów wileńskiego i lwowskiego, Władysław Jakowicki i Stanisław Kulczyński, podali się do dymisji, nie godząc się na presję skrajnej, nacjonalistycznej prawicy. Profesorowie UW Tadeusz Kotarbiński i Stefan Czarnowski nie pozwalali na segregację na swoich zajęciach. Większość profesorów wspierała jednak dyskryminujące zarządzenia. Wynikały one z trwających od lat nacisków prawicy, a najaktywniejsze w tej sprawie były organizacje młodzieżowe, takie jak Młodzież Wszechpolska, Obóz Wielkiej Polski i Ruch Narodowo-Radykalny. Jeśli dziś ktoś jeszcze pyta, czy Polska 20-lecia była faszyzująca, to wprowadzenie na najważniejszych polskich uczelniach rasistowskich postanowień i segregacji o charakterze religijno-etnicznym jest jednym z niepodważalnych argumentów. „Takie nastroje panowały wówczas w Europie”, powie ktoś. Owszem, antysemityzm rósł wtedy w siłę, był też instrumentem politycznym polskiej, endeckiej prawicy, która po zamordowaniu prezydenta Narutowicza („kandydata Żydów i mniejszości”) nie miała specjalnych wyrzutów sumienia.

Wkrótce Hitler najechał Polskę i stworzył getta dla wszystkich Żydów, nie tylko studentów. Byłem prawdziwie zaskoczony, kiedy się dowiedziałem, że tylko dwa wielkie getta w Polsce były wygrodzone specjalnym murem: warszawskie i łódzkie. Wszędzie indziej nie trzeba było ich tak oddzielać. Granica przebiegała czytelnie i jednoznacznie. Była w głowach. Zaczynała się Zagłada.

Dzisiaj, kiedy polską nauką „zarządza” nacjonalistyczny politruk, polityczny spadkobierca ówczesnych antysemitów, grożąc naukowcom i ośrodkom naukowym prowadzącym badania nad tamtym mrocznym czasem polskiej historii i odpowiedzialności, tym ważniejszy jest fakt odsłonięcia tablicy na UW.

Trzeba jednak przypominać, że impuls do tego i determinacja nie przyszły ze strony władz uczelni czy kadry profesorskiej, choć ostatecznie wsparły one sam pomysł, wygładzając jednakowoż tekst. To powstały przed kilku laty Studencki Komitet Antyfaszystowski organizował manifestacje przypominające owo niechlubne dziedzictwo i żądał upamiętnienia. Trzeba docenić obecnego rektora UW prof. Alojzego Nowaka i senat, że podjęli taką decyzję. Antonina Dukowicz, przedstawicielka SKA, zabierając głos po rektorze, powiedziała m.in.: „Chcemy jednak zaznaczyć, że choć wmurowanie tablicy jest wielkim sukcesem oddolnych działań oraz wynikiem zapoczątkowanej przez te działania uniwersyteckiej debaty, to nie możemy jej traktować jako domknięcia. Nie jest to pomnik, którym przeszłość zamykamy w nieruchomy przedmiot. Siły odpowiedzialne za przedwojenny polski antysemityzm i nacjonalizm nie zniknęły i wciąż trzeba im stawiać czoła. Nie zniknęła jednak również solidarność. Gdy współcześnie Ministerstwo Edukacji i Nauki ogłosiło ograniczanie funduszy dla niepokornych jednostek naukowych, mówiących o badaniach naukowych na temat krzywd wyrządzonych Żydom, środowisko akademików i akademiczek – we wspólnym wysiłku – wyraziło jasny sprzeciw wobec niedopuszczalnej w świecie nauki cenzury. Dlatego w naszym odczuciu tablica ta jest po pierwsze symbolem pewnego rozliczenia za krzywdy wyrządzone przez Polaków – jakkolwiek nigdy niebędącego pełnym rozliczeniem lub rozliczeniem wystarczającym – a po drugie przebłyskiem światła, rozświetlającym otaczający nas, nawet teraz, mrok”. Tekst sygnowali także Sebastian Słowiński i Dominik Puchała ze SKA.

Filozof Mikołaj Ratajczak z atakowanego i dotkniętego przez ministra Czarnka cięciami finansowymi Instytutu Filozofii i Socjologii PAN przywołał w swoim komentarzu myśl Waltera Benjamina (niemiecko-żydowskiego filozofa, który, uciekając przed nazistami, popełnił samobójstwo w 1940 r.): „W każdej epoce trzeba od nowa podejmować próby odebrania tradycji konformizmowi, który chciałby nad nią zapanować. Mesjasz przychodzi przecież nie tylko jako zbawca; przybywa także jako ten, kto zwalczy antychrysta. Tylko temu dziejopisowi przysługuje dar rozjarzania w minionym iskry nadziei, który jest tym pragnieniem przeniknięty: umarli także nie będą bezpieczni przed wrogiem, kiedy zwycięży. A ten wróg nie przestał zwyciężać”.

Polski antysemityzm, legitymizowany dzisiaj przez rządzących, w Polsce bez Żydów, odradza się jak feniks z popiołów. Z popiołów zamordowanych w Zagładzie 6 mln Żydów europejskich, wśród których 3 mln to obywatele polscy.

O getcie ławkowym w polskich szkołach się nie uczy. Niedawno pewien student w rozmowie o 80. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim wyraził nawet pewne zaciekawienie tematem. Zapytał tylko, czy są jakieś publikacje temu poświęcone.

Tak. Są. Wciąż. Jeszcze.

Wydanie: 2023, 22/2023

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy