Filary Czaputowicza

Filary Czaputowicza

Szef MSZ Jacek Czaputowicz ogłosił w Sejmie cztery tezy dotyczące polityki zagranicznej Polski. Po pierwsze, Polska jest silna na arenie międzynarodowej. Po drugie, Unia Europejska jest w kryzysie. Po trzecie, kluczowa dla Polski jest obecność w naszym kraju wojsk amerykańskich. Po czwarte, Polsce zagraża Rosja.

Jak to potraktować? Na pewno nie jako opis rzeczywistości, raczej odzwierciedlenie tego, co siedzi w głowie ministra Czaputowicza i jego doradców. A jeżeli tak, to mamy kłopot.

Bo czy Polska jest silna na arenie międzynarodowej? Trudno mówić tak o państwie, które w Unii jest izolowane, swoją pozycję opiera na malutkich Węgrzech i którego przywódcy są persona non grata w Białym Domu. Słabość więc bije w oczy. Jeżeli filarem siły i bezpieczeństwa Polski ma być ta grupka amerykańskich żołnierzy stacjonujących w naszym kraju, to znaczy, że ów filar jest cienki jak patyczek. Wystarczy bowiem jedna decyzja (tak jak w sprawie wizyt w Białym Domu) i już ich nie będzie. Co wtedy?

Miarą siły – zdaniem szefa MSZ – jest fakt, że Polska jest regionalnym liderem i adwokatem spraw Ukrainy, państw wyszehradzkich, nadbałtyckich, ogólnie Międzymorza, na świecie. Czyżby? Czy ktoś poza najwierniejszymi czytelnikami prawicowych pisemek w to wierzy? W to liderowanie?

Teza, że Unia Europejska znajduje się w kryzysie, jest chyba najchętniej powtarzanym przez polityków PiS zwrotem. Ale co to oznacza, jak wygląda ten kryzys? Czy to przeziębienie, które za chwilę przejdzie, czy przeciwnie – choroba nowotworowa niedająca szans na powrót do zdrowia?

Dla pisowców obowiązująca jest ta druga teza. Oni marzyli, że we Francji wygra pani Le Pen, w Holandii siły antyeuropejskie, we Włoszech również i w ten sposób Unia straci sterowność. Stanie się zbiorem luźno związanych państw. Co warte zauważenia, podobnie na Unię patrzy Rosja, o której Czaputowicz mówi, że zagraża Polsce. I jakoś nie przeszkadza mu iść w kwestii Unii ramię w ramię z takim wrogiem. No, wypadałoby się określić, czy Bruksela, czy Moskwa.

PiS na takie pytanie odpowiada, że Bruksela, tylko inna, inaczej działająca. Piękna odpowiedź, tylko coś takiego w przyrodzie nie istnieje. Za to wspólne rozwalanie Unii – jak najbardziej.

Samo więc nasuwa się pytanie, czy szef MSZ, mówiąc o polityce zagranicznej RP, trzyma się faktów, czy pływa we własnych wyobrażeniach. Na gorąco można odpowiedzieć w ten sposób: w Polsce PiS polityka zagraniczna jest funkcją polityki wewnętrznej. A zainteresowanie nią jest takie, jaka frekwencja posłów PiS podczas wystąpienia Czaputowicza. Niemal zerowe, prezes Kaczyński też w tym czasie zajmował się innymi sprawami.

Ta polityka ogranicza się zatem do dwóch, a nie czterech filarów, zupełnie zresztą innych, niż głosi szef MSZ. Brzmią one: „dajcie nam spokój” i „chwalcie nas”. To dlatego Bruksela i Frans Timmermans są dla pisowców diabłami – bo czegoś od nich chcą. I dlatego byle wypowiedź o wspaniałym rządzie przyprawia rządzących o konwulsje szczęścia. Więcej im nie trzeba.

To smutne, ale tak przeważnie wyglądają zagraniczne ambicje większości prowincjonalnych, zakompleksionych dyktaturek.

Wydanie: 13/2018

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy