Gdyby Polska była prawosławna…

WIECZORY Z PATARAFKĄ

Trochę ze względu na pracę nad nową książką zacząłem sobie rozmyślać, a co by to było, gdyby Polska przyjęła chrześcijaństwo nie w wersji łacińskiej, ale prawosławnej. Coś takiego przecież już się dziać zaczęło, podobno, bo historycy co najwyżej snują domysły, ale podstawy są bardzo wątłe. To wszakże zdarzyć się mogło, Cyryl i Metody mogli zajść nieco bardziej na północ, a Bizancjum sięgnęło przecież do Kijowa. No i co wtedy? Nie bylibyśmy w orbicie Rzymu i historia naturalnie potoczyłaby się inaczej. Ale to nie historię mam w tej chwili na myśli, lecz literaturę. Czy nie bylibyśmy, z czego jesteśmy tak dumni, członkami społeczności zachodniej? Pewnie nie, ale czy nasz dorobek literacki byłby z tego powodu skromniejszy, mniej znaczący? Zachód i tak by do nas przyszedł, tak jak przyszedł do Dostojewskiego, Turgieniewa i Tołstoja. Oczywiście, gdyby tacy twórcy u nas się urodzili…
Na ogół panuje u nas przekonanie, że polszczyzna była 1000 lat temu tak uboga, że musiała 500 lat terminować u łaciny, żeby wyrazić treści odrobinę bardziej skomplikowane. Można tę opinię znaleźć bodaj w każdej książce o kulturze wczesnego średniowiecza, ale nie tylko. A jest to nonsens, na który jakoś dotąd nie zwrócono uwagi. Przede wszystkim natura języka, każdego języka jest taka, że ma niewyobrażalne wręcz możliwości adaptacyjne, słowotwórcze, asymilacyjne i wszystko, co tylko można sobie wyobrazić. Czy zdarzył się jakiś język, na który nie można było przełożyć Biblii? Tekstu wszak niełatwego. Otóż takiego języka nie było. To samo odnosi się do języka słowiańskiego, bo w ósmym, dziewiątym, a i późniejszych stuleciach na obszarach od Łaby po Wołgę i Morze Czarne panowała w zasadzie jedna mowa. Język, który na polonistyce zwie się “sts”, czyli staro-cerkiewno-słowiański albo staro-macedoński. Tym też językiem z drobnymi odmianami mówiono wówczas i w Polsce.
Wystarczy porównać dorobek bułgarski czy ruski z polskim, żeby nam przeszła definitywnie maniera wynoszenia się ponad te kraje. Polska wygląda na jakieś przerażające zadupie, gdzie w kulturze po prostu nic przez 400-500 lat się nie dzieje. A jeśli się dzieje, to wyłącznie po łacinie. Nawet przekłady Psałterza zaczynają się ogromnie późno. Już na 400-500 lat wcześniej od Polaków Bułgarzy mają i przekłady Pisma, i literaturę religijną, i eposy bohaterskie, i cały ogromny ruch religijny bogomilców, którzy przeszczepieni na Zachód przyjęli potem miano katarów. Nie mówiąc już o kronikach, o literaturze historycznej, o przekładach opowieści świeckich z greckiego. Po prostu Bizancjum było wówczas o wiele bogatsze i światlejsze od całego Zachodu z Rzymem włącznie, więc miało o wiele więcej do dania. A przecież nie tylko o Bułgarię chodzi, ziemie ruskie także nawiedziła nowoczesna na owe czasy kultura, o długie stulecia wcześniej niż Polskę. Ale o tym w naszych podręcznikach ani mru-mru.
W rezultacie teraz nie możemy do Unii Europejskiej wnieść z tego okresu niemal nic, bo tylko jakieś blade odblaski tego, co się działo wówczas na samym Zachodzie, ale nic oryginalnego. Potem to się co prawda zmieniło, średniowiecze trwało w krajach prawosławnych niemal po wiek XVIII, w samej Rosji, co przychodziło nowego, to właśnie przez Polskę, do tego stopnia, że mówi się o całym “okresie polskim”, a wszyscy razem korzystaliśmy z architektów włoskich i niemieckich. Nawet Kreml ostatecznie został zbudowany przez Włochów, ale to już późniejsze czasy. Bizancjum zdobyto i zburzono, wątek grecki się urwał, zresztą i wcześniej był ogromnie zachowawczy, centrum cywilizowanego świata przeniosło się zdecydowanie na Zachód. Od tego momentu znaleźliśmy się rzeczywiście “bliżej”.
Ale mogliśmy mieć 500 albo i 600 lat rozwoju literatury ojczystej więcej… Nie będę wyliczał szczegółowo, co w tym czasie zrobiono w Bułgarii i na Rusi, ale proszę mi wierzyć, że zrobiono ogromnie dużo, a także zachowano znaczące fragmenty wcześniejszej kultury pogańskiej. Cóż, stało się, co się stało, coś za coś, nie można mieć wszystkiego. Ale o tej drugiej stronie medalu też pamiętać warto.

Wydanie: 8/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy