Rolnik pierdolnik

Od kilku miesięcy zastanawiamy się ze znajomym, czy nie kupić kilku hektarów ziemi, zasadzić na niej aronie i w taki sposób dorobić do emerytury, omijając w ten sposób pomysły ministra Hausnera. Jak założyć plantację aronii wiem, bo przeczytałem na ten temat książkę i porozmawiałem z paroma osobami, które się tym zajmują.
Muszę się jednak spieszyć, ponieważ ma wyjść ustawa, że ziemię będzie mógł kupić tylko ten, kto posiada uprawnienia rolnicze. Muszę i nie muszę, bo takowe posiadam. Otrzymałem je na kursie przysposobienia rolniczego w miejscowości Świętajno w roku 1969.
Kurs trwał dwa miesiące, a zajęcia odbywały się raz w tygodniu i trwały dwie godziny. Najpierw opowiedziano nam, jaka jest różnica między traktorem a koniem. Potem przyjechał działacz ZSL i zrobił nam wykład o roli Batalionów Chłopskich w odbijaniu pól i łąk na Ziemiach Odzyskanych, następnie jegomość ze spółdzielni kółek rolniczych poopowiadał o nawozach sztucznych ze szczególnym uwzględnieniem kombinatu w Puławach, a na zakończenie kursu dotarł do nas i sekretarz propagandy komitetu powiatowego PZPR i opowiedział zapierającą dech w piersiach historię o imperialistycznej stonce, która tym razem zaatakuje od strony morza, ponieważ z każdej innej strony nie musimy się już bać, gdyż radzieckie samoloty są szybsze od amerykańskich, a radzieckie czołgi też mają większe doświadczenie w rozjeżdżaniu kartofli gąsienicami. Następnie prosto z sali wykładowej udaliśmy się do miejscowej knajpy Borowik, co według jednych, znaczyło BOŻE, OCHROŃ ROLNIKA OD WÓDKI I KURESTWA, a według innych, czytając wspak, odkrywało starą mądrość ludową, że KURWA I WÓDKA OCHRONIĄ ROLNIKA OD BOROWIKA. Potem wznieśliśmy wspólny toast na cześć przyjaźni polsko-radzieckiej i zostały nam wręczone dokumenty świadczące o tym, że jesteśmy już wykwalifikowanymi rolnikami. I to zaświadczenie mam do dzisiaj.
Rozmawiałem kilka dni temu ze znajomym rolnikiem na temat tego, co sądzi o pomyśle ograniczającym w taki sposób sprzedaż ziemi. Najpierw określił pomysłodawców słowami już użytymi w tej opowiastce, a następnie powiedział tak:
– Nie dość, że nie mogę sprzedać zboża, mleka i wieprzowiny, to nie będę mógł sprzedać i gospodarstwa. Taka polityka jest uprawiana tylko po to, żeby Leppera było stać na kwarcówki – dodał i poszedł na piwo.
PS Przepraszam, jeżeli kogoś uraził tytuł felietonu, ale wzruszającym elementem wręczania dyplomów wykwalifikowanego rolnika był okrzyk jednego kursanta: – Ja cię pierdolę, jestem rolnikiem, a bałem się, że nie zdam!
Tej radości życzę i przyszłym kursantom!!!

Wydanie: 15/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy