Generał na celowniku

Generał na celowniku

CRIMEA, RUSSIA - MARCH 19, 2021: Major General Andrei Sukhovetsky, commander of the Novorossiysk guards mountain air assault division of the Russian Airborne Troops, takes part in an exercise at Opuk range. Sergei Malgavko/TASS,Image: 599076531, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: Sergei Malgavko / TASS / Forum

Dlaczego giną rosyjscy dowódcy? Wojskowi z całego świata przecierali oczy ze zdumienia, gdy w styczniu 2008 r. generał i pięciu wyższych rangą oficerów Polskich Sił Powietrznych zginęło w katastrofie samolotu CASA, który rozbił się pod Mirosławcem. Dwa lata później, gdy doszło do tragedii pod Smoleńskiem, szok był jeszcze większy – oto w pojedynczym wypadku śmierć poniosło aż dziewięciu najwyższych rangą dowódców Sił Zbrojnych RP. Wojskowa międzynarodówka zachodziła w głowę, jak można było tak wielu ważnych ludzi zgromadzić na pokładzie pojedynczych maszyn. Szczęście w nieszczęściu, że obie tragedie wydarzyły się w czasie pokoju, lecz i tak polski „jakośtambędzizm” (w innej odmianie „tupolewizm”) do dziś omawiany jest jako przykład skrajnej nieodpowiedzialności. Od kilkunastu dni wyrasta mu poważna konkurencja – rosyjska nonszalancja w traktowaniu życia własnych generałów i pułkowników, ginących na ukraińskim froncie. Zemsta po latach Do momentu złożenia tego numeru PRZEGLĄDU potwierdzono informacje o śmierci siedmiu rosyjskich generałów i co najmniej kilkunastu pułkowników. To pogrom, dla którego trudno znaleźć odniesienie, rzadko bowiem na współczesnych wojnach tak licznie w tak krótkim czasie giną tak wysocy dowódcy. Dla porządku wspomnę, że talibom pierwszego natowskiego generała – Amerykanina Harolda Greene’a – udało się zabić po niemal 13 latach wojny (w 2014 r.), podczas zamachu w szkole wojskowej w Kabulu. Nie była to zatem klasyczna sytuacja bojowa, ale typowa dla asymetrycznego konfliktu, w którym większość poległych stanowiły ofiary zamachów i zasadzek. Rosyjskie wysokie szarże zaczęły ginąć już w pierwszym tygodniu inwazji. Listę otwiera Magomied Tuszajew, Czeczeniec, bliski współpracownik Ramzana Kadyrowa. Tuszajew to generał tytularny (w armii rosyjskiej dosłużył się pułkownika), ale Witalij Gierasimow, pierwszy zastępca dowódcy 41. Armii, to już prawdziwy generał. Ten sam stopień w chwili śmierci mieli Andriej Kolesnikow, dowódca 29. Armii, oraz Andriej Suchowiecki, kolejny zastępca dowódcy 41. Armii. Następny zabity przez Ukraińców generał to Oleg Mitiajew, dowódca elitarnej 150. Dywizji Strzeleckiej. Jego los podzielił Andriej Mordwiczew, stojący na czele 8. Armii Gwardii. Śmierć dopadła również gen. Jakowa Riezancewa ze sztabu 49. Armii. Warto również odnotować śmierć płk. Siergieja Suchariewa, dowódcy 331. Pułku Spadochronowego, który podpadł Ukraińcom jeszcze w 2014 r., stał bowiem wówczas za masakrą oddziałów ukraińskich wycofujących się z kotła w Iłowajśku. 252. Pułk Strzelców podczas walk pod Charkowem stracił nie tylko 30% stanu osobowego, ale i dowódcę, płk. Igora Nikołajewa. Właściwie każdy dzień przynosi podobne informacje i choć rosyjskie MON zwykle ich nie potwierdza, lokalne media w Rosji donoszą o pogrzebach wysokich stopniem wojskowych. A co się dzieje po drugiej stronie? Ukraińcy przyznali się do utraty co najmniej kilku pułkowników (głównie pilotów), lecz nie wiemy nic o poległych generałach. Z dużym prawdopodobieństwem można więc przyjąć, że bezpośrednio na froncie nie zginął żaden – Rosjanie wykorzystaliby takie zdarzenie z jeszcze większą premedytacją niż Ukraińcy. Byłby to dla ich propagandy dowód na zwycięską kampanię i postępującą dezintegrację struktur dowódczych przeciwnika. Oczywiście można założyć, że jakiś wysoki rangą oficer poległ, a podwładni zdołali uchronić jego ciało przed przejęciem przez wrogów. No i pamiętajmy, że agresorzy przy użyciu rakiet i bomb lotniczych zaatakowali setki rozmaitych instalacji militarnych, w tym centra dowodzenia. Niewykluczone, że udało im się zabić któregoś z najwyższych rangą ukraińskich dowódców. Służby prasowe rosyjskiej armii nie informują o tym, bo nie mają pewności, Ukraińcy z kolei tylko w obliczu niepodważalnych dowodów potwierdzą stratę. Cała ich kampania informacyjna służy budowaniu morale, złe wieści przyniosłyby odwrotny skutek. Jeśli giną generałowie, to sygnał, że z wojskiem jest coś nie tak. Pogarda dla życia W teorii dowodzenie oddziałami zaangażowanymi w walkę odbywa się na dwóch poziomach: organizacyjnym i bezpośrednim. W pierwszym przypadku dowódcy od majora wzwyż są od zapewnienia podwładnym wysokiej świadomości sytuacyjnej i wsparcia innych rodzajów broni. Odpowiadają m.in. za współpracę z sąsiadami, łączność i zabezpieczenie logistyczne. Na pierwszej linii angażują się dowódcy kompanii i niżej (kapitanowie, porucznicy, przy wydatnej pomocy podoficerów). „Wodzowie” nie walczą już od dawna. Pouczające może być to, co wydarzyło się podczas ataku rebeliantów na bazę w Ghazni w Afganistanie w 2013 r. Dowodzący

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2022, 2022

Kategorie: Wojna w Ukrainie