Giełda czeka na Zelmer

Giełda czeka na Zelmer

Jedyny w Polsce producent sprzętu AGD jest przygotowany do rozwoju i dalszej ekspansji

Zelmer idzie na giełdę. To dobry pomysł i dobry czas na jego realizację. Dla nas nie ma lepszego rozwiązania niż prywatyzacja poprzez giełdę papierów wartościowych – mówią pracownicy rzeszowskiej spółki.
Tymczasem rozmaici działacze i urzędnicy próbują się włączać i tłumaczyć, że nie tędy droga. O prywatyzacji mówi się w Zelmerze od 15 lat. Przez ten czas zmarnowano wiele szans i okazji na podniesienie wartości firmy. Kiedy ministrem skarbu został Jacek Socha, fachowiec od giełdy i etyk biznesu, pracownicy uwierzyli, że prywatyzacja poprzez giełdę stanie się faktem, a oni nie zostaną oszukani.

Konkurenci w odwrocie

Rzeszowski Zelmer to jedyny w Polsce zakład wytwarzający odkurzacze, roboty kuchenne i inny sprzęt AGD. Będzie łakomym kąskiem dla inwestorów, bo jest w świetnej kondycji finansowej. To rzadko zdarza się polskim przedsiębiorstwom produkującym wyroby bardziej przetworzone. Muszą walczyć z ostrą konkurencją potężnych koncernów, przeznaczających wielkie środki na badania i rozwój. Z taką konkurencją – szczególnie silną na rynku elektrycznych artykułów gospodarstwa domowego – od lat spotyka się także Zelmer. Radzi sobie z nią jednak dobrze, co widać na półkach naszych sklepów.
Zelmer skutecznie dba o jakość, niezawodność oraz stałą obniżkę kosztów. Ma dobrze zaplanowaną i przewidywalną przyszłość. Dzięki skomplikowanym analizom symulacyjnym, uwzględniającym zmieniające się warunki rynkowe, wiadomo, ile może zarobić w kolejnych latach na sprzedaży swoich produktów. To wiedza jeszcze rzadko spotykana w polskich firmach państwowych i spółkach skarbu państwa. – Mogę się pomylić o milion, ale nie o dziesięć. Nie ma mowy o prywatyzowaniu firmy będącej w złej kondycji. A my od dwóch lat osiągamy doskonałe wyniki – twierdzi Andrzej Libold, prezes Zarządu Zelmer SA.
Państwowe nie musi więc oznaczać „gorsze”. Zelmer jest rentowny, przynosi zyski, płaci podatki do budżetu, nie bierze kredytów, finansuje działalność z własnych środków. Stać go na modernizację parku maszynowego, produkuje sprzęt zaprojektowany przez własnych konstruktorów, nie korzysta z licencji zagranicznych. Dlaczego zatem tak dobrze prosperująca spółka skarbu państwa chce się stać firmą prywatną?

Wielkie nadzieje

– Sytuacja spółki jest dobra, można się chwalić osiągniętymi wynikami, co więcej, można jeszcze przez okres dwóch lat spokojnie konsumować to, co w ostatnich latach wypracowano. Ale należy zadać pytanie: co stałoby się, gdyby Zelmer nie został sprywatyzowany? Niesprywatyzowanie byłoby działaniem pasywnym. Oznaczałoby stagnację mogącą wywołać złe i nieprzewidziane skutki. Przekreśliłoby to dalszy rozwój spółki. Pieniędzy nie dostaniemy z państwowej kasy. Nie dostaniemy ich również z rynków finansowych, od inwestorów, bo dla nich dominująca rola skarbu państwa zmniejsza przewidywalność działań biznesowych. Dlatego od dwóch lat namawiam skarb państwa na upublicznienie akcji spółki na warszawskiej giełdzie. Państwo nie jest powołane do tego, by zajmować się działalnością podmiotów gospodarczych, ich kłopotami rynkowymi, konkurencją, skargami na niedoinwestowanie. To się skończyło – podkreśla Andrzej Libold.
Zelmerowi brakuje środków na inwestycje prosprzedażowe za granicą. Jest zainteresowany budową własnych kanałów handlowych, by promować za granicą swój znak handlowy i sprzedawać coraz więcej wyrobów pod własną marką. Inwestowanie na rynkach zagranicznych i wchodzenie kapitałowe w duże sieci handlowe kosztuje. Rzeszowskie przedsiębiorstwo potrzebuje stabilnego inwestora finansowego – i dlatego konieczne jest wejście na giełdę. Natomiast na pewno nie potrzebuje inwestora branżowego, czyli zagranicznej firmy o tym samym profilu działalności, która miałaby kupić Zelmer. W tej kwestii zarząd spółki i pracownicy zajmują jednakowe stanowisko.

Zwierzyna łowna

Andrzej Libold uważa też, że prezesom spółek skarbu państwa pracuje się trudniej niż szefom firm prywatnych – i nie chodzi mu bynajmniej o ustawę kominową ograniczającą zarobki. Państwowi menedżerowie są poddani nieustannej presji i kontrolowani ze wszystkich stron przez najróżniejsze instytucje. Mogą być atakowani w dowolny sposób, bez powodu, bez brania pod uwagę wyników ekonomicznych firmy. Krępują ich nieżyciowe zapisy w statutach, które ograniczają swobodę działania i rozwoju firmy. – Prezesi spółek skarbu państwa często uchodzą za zwierzynę łowną. Wszyscy oczekują od nich bardzo dobrych wyników i sukcesów, a jednocześnie można ich bezkarnie opluwać i poniewierać. Doświadczyłem tego osobiście – mówi.

Dobrzy muszą przetrwać

Prospekt prywatyzacyjny firmy został podpisany przez ministra i złożony w Komisji Papierów Wartościowych. Zelmer najprawdopodobniej wejdzie na giełdę jeszcze w tym roku. Zarząd nie ma preferencji przy zakupie akcji ani żadnych „pakietów menedżerskich”. Pracownicy otrzymają nieodpłatnie 15% akcji. Prezes jest przekonany, że po dwóch latach od debiutu giełdowego zarobią na nich więcej, niż gdyby od razu je sprzedali. A rynek, sądząc z licznych pytań i telefonów, niecierpliwie czeka na akcje tej doskonałej polskiej firmy z 50-letnią tradycją.
– Jestem więcej niż pewny, że prywatyzacja będzie służyła rozwojowi przedsiębiorstwa. Nie obawiam się weryfikacji przez akcjonariuszy. Chcę ich przekonać, że znana od 50 lat fabryka może dynamicznie się rozwijać, a akcjonariusze na jej wzroście zarobią pieniądze. Jestem przekonany, że Zelmer będzie dobrze przyjęty przez inwestorów i mam podstawy, by wierzyć w giełdowy sukces. Nie zmieniam zdania i uważam, że najwłaściwszym miejscem dla nas jest warszawska Giełda Papierów Wartościowych – dodaje Andrzej Libold.

Wydanie: 45/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy