Gladiatorzy – wojownicy areny

Gladiatorzy – wojownicy areny

Starożytny cmentarz w Efezie zdradza ponure tajemnice

Zabijali się na arenie ku uciesze motłochu, na chwałę cezara. Rzymianki z krzykiem rozkoszy rzucały się w ich ramiona.
Gladiatorzy umierali młodo. Szansa przeżycia pojedynku wynosiła jeden do trzech. W ciągu ponad sześciu wieków w rzymskich amfiteatrach i na arenach dla rozrywki tłumu skonało kilkaset tysięcy, może milion gladiatorów – krwawy „sport” miał charakter masowy. Cywilizacja rzymska, z której wywodzi się kultura europejska, przeraża swoim okrucieństwem.
Walki gladiatorów były niezwykle popularne, wizerunki tych wojowników areny znajdowały się na jednej trzeciej wszystkich lampek oliwnych znalezionych w imperium rzymskim. Ale miecznicy (to właśnie znaczy słowo gladiator) wywoływali taką fascynację, gdyż ich przeznaczeniem była śmierć.
Nowe światło na życie i ostatnie chwile gladiatorów rzucają odkrycia dokonane w Efezie w Turcji, ongiś bogatym zamieszkanym przez Greków mieście w imperium rzymskim. Przed kilku laty odkryto tu jedyny znany do tej pory cmentarz starożytnych wojowników areny z trzema pomnikami nagrobnymi. Widniejące na nich wizerunki z całą pewnością przedstawiają gladiatorów. Cmentarz pochodzi z II w. n.e.
Austriaccy patolodzy, Karl Grossschmidt i Fabian Kanz z Instytutu Histologii Uniwersytetu Wiedeńskiego, przebadali szkielety 68 gladiatorów pochowanych w efeskiej nekropoli. W czerwcu br. film na ten temat wyemitowała telewizja BBC.
Z analiz wynika, że większość spośród tych zawodników zginęła w pojedynkach między 20. a 30. rokiem życia. Na niektórych czaszkach doskonale widoczne są obrażenia zadane trójzębem i czwórzębem, charakterystyczną bronią gladiatorów. Głowy dziesięciu wojowników areny zostały zmiażdżone uderzeniami wielkiego czworokątnego młota. Odpowiada to przekazom pisanym i ikonograficznym – kiedy gladiator

padał ciężko ranny,

podchodził doń niewolnik w stroju Charuna, etruskiego demona śmierci, którego atrybutem był młot. Bezlitosnymi ciosami Charun dobijał nieszczęśnika.
Ale taki los spotykał tylko szermierzy, którzy byli tak mocno posiekani, że nie było szans na ich ocalenie. Zazwyczaj poszkodowanych w pojedynkach otaczano staranną opieką lekarską. Świadczą o tym ślady licznych zaleczonych obrażeń na szkieletach z Efezu. Gladiatorzy byli przecież bardzo drogim towarem.
Ci, którzy według opinii tłumu nie walczyli umiejętnie ani dzielnie, nie mogli liczyć na łaskę. Rozwścieczona tłuszcza na trybunach wyła wtedy: lugula!, przebij go! Oczekiwano, że pokonany pokornie uklęknie, uniesie głowę i będzie z zimną krwią czekał na śmierć. Zwycięzca zadawał delikwentowi pchnięcie z góry – przez gardło do serca, powodujące natychmiastowy zgon. Scena takiej egzekucji wielokrotnie występuje w starożytnej ikonografii. Na kościach kręgowych kilku gladiatorów efeskich są doskonale widoczne obrażenia, będące następstwem właśnie takiego ciosu.
Badania szkieletów z cmentarza wykazały także, że gladiatorzy byli muskularni, silni i sprawni, ale bynajmniej nie wysocy. Średnia wzrostu efeskich szermierzy wynosiła, podobnie jak większości mężczyzn w starożytności, 1,68 m.
W 2005 r. archeolog Steve Tuck z uniwersytetu w Miami wystąpił z kontrowersyjną tezą. Przeanalizował on 158 wizerunków walczących par gladiatorów w sztuce rzymskiej, przeczytał również podręczniki fechtunku z północnej Italii i Niemiec, pochodzące z czasów średniowiecza i renesansu. W następstwie doszedł do wniosku, że gladiatorzy nie walczyli na śmierć i życie, raczej tylko popisywali się zręcznością i siłą. Innymi słowy, igrzyska gladiatorów nie były bardziej brutalne niż współczesne sporty walki. Ci niewolni szermierze byli zbyt cenni dla właścicieli szkół i organizatorów igrzysk, aby narażać ich na śmierć. Na arenie ginęli tylko skazani zbrodniarze, „zawodowi” gladiatorzy zaś unikali zadawania śmiertelnych ciosów. Owszem, walczyli

do pierwszej krwi,

lecz starali się tylko drasnąć przeciwnika. Kiedy już popłynęła krew, odrzucali oręż i przystępowali do zapasów.
Ten pogląd prof. Tucka należy jednak odrzucić, przeczą mu źródła pisane, inskrypcje, jak również kości z cmentarza gladiatorów w Efezie – na czaszkach czy kościach udowych widoczne są ślady śmiertelnych ciosów, zadanych mieczem, oszczepem czy inną bronią. Austriaccy uczeni stwierdzili, że najwięcej ran zadawano z przodu czaszki, przy czym przeważnie były to rany pojedyncze, a nie charakterystyczne dla bitew wielokrotne obrażenia. (W bitwach potrzeba było zazwyczaj wielu ciosów, aby obalić wojownika chronionego przez tarczę i zbroję oraz towarzyszy w linii bojowej). Może to znaczyć, że gladiatorzy walczyli według ściśle określonych zasad – po zadaniu mocnego, celnego ciosu w głowę (który z reguły i tak unieszkodliwiał adwersarza) nie uderzali już drugi raz. Niektóre czaszki są zmiażdżone w dziwny sposób. Tych obrażeń nie zadał młot Charuna. Prawdopodobnie gladiatorzy w walce druzgotali sobie głowy tarczami. Do powyższych ustaleń należy jednak podchodzić ostrożnie. Na szkieletach można rozpoznać uszkodzenia kości, ale przecież nie tkanek miękkich.
Gladiatorzy otrzymywali w swoich szkołach posiłki, złożone przede wszystkim z jęczmienia i roślin strączkowych. W następstwie wyglądali trochę jak dzisiejsi zawodnicy sumo – obrastali tłuszczem. Dzięki temu płytkie ciosy uszkadzały tylko tkankę tłuszczową, nie przecinały nerwów ani naczyń krwionośnych – gladiatorzy mogli żyć nieco dłużej. Ale przed dobrze wymierzonym pchnięciem nie było ratunku.
Motłoch wielkich, ale także małych miast imperium nie mógł żyć bez widoku śmierci. Jak wynika z inskrypcji z Pompejów, pogrzebanych przez wybuch Wezuwiusza, podczas pewnych igrzysk w tym małym mieście kampańskim walczyło dziewięć par gladiatorów – było też dziewięciu zwycięzców, trzech szermierzy poległo, sześciu pokonanym zaś okazano łaskę. W wielkich igrzyskach, zwłaszcza cesarskich czy jubileuszowych, przelewano znacznie więcej krwi. Niewolni szermierze żyli krótko – zachował się napis nagrobny pewnego gladiatora, który zginął na arenie w wieku 22 lat, po pięciu pojedynkach, w szóstym roku małżeństwa. Wyjątkowo sprawny szermierz imieniem Flamma doczekał 30. roku życia i zły los dosięgnął go po 25 pojedynkach zwycięskich i 13 przegranych lub „remisowych”.
Szczęśliwcy, którzy uszli z życiem z wielu pojedynków, otrzymywali drewnianą laskę na znak wyzwolenia. Niektórzy zostawali nauczycielami w szkołach gladiatorów. Prawdopodobnie szczątki takiego weterana areny znaleziono na cmentarzu efeskim. To mężczyzna w wieku już dojrzałym, ze śladami wielu obrażeń na głowie, jednak jego rany nie były śmiertelne i zostały wyleczone. „Ten człowiek żył tak długo, jak żyli ówcześni Rzymianie i prawdopodobnie zmarł śmiercią naturalną”, twierdzi prof. Fabian Kanz.
Walki gladiatorów były nie tylko rozrywką. Lecz także sposobem utrzymania porządku. Lud domagał się igrzysk, uważał, że ma do nich prawo. Podczas wielkich uroczystości na trybunie musiał pojawić się cesarz. Była to jedna z nielicznych okazji, kiedy lud mógł zobaczyć swego władcę, a także wywrzeć na niego presję poprzez zbiorowe wrzaski. Cezar przez krwawe munera (igrzyska) zyskiwał sobie względy ludu. Rzymski tłum

czujnie obserwował

zachowanie swego władcy. Jeśli cesarz entuzjazmował się pojedynkami, ludzie bili brawo, imperator bowiem okazał się „swoim chłopem”. Cuchnący czosnkiem szewcy i cieśle z Zatybrza cieszyli się, że mają taki sam gust jak dostojny August. Ci nieliczni władcy, którzy okazywali niechęć do barbarzyńskich pojedynków, jak Tyberiusz, nie budzili sympatii. Rzymianie znienawidzili Juliusza Cezara, gdy ten, zamiast przyglądać się walkom, demonstracyjnie czytał dokumenty państwowe w amfiteatrze. W II w. n.e. cesarz filozof Marek Aureliusz, z trudem odpierający najazdy barbarzyńców, włączył wielu gladiatorów do armii, co spowodowało ostry wzrost cen tych niewolników. Lud rzymski jednak burzył się, gdyż wielu lękało się, że cesarz zlikwiduje walki gladiatorów i każe wszystkim zajmować się filozofią. Ale oczywiście Marek Aureliusz nie mógł tego zrobić. Wiedział, że ludność imperium nie może żyć bez igrzysk, i pospiesznie rzucił na gladiatorski rynek rzeszę skazanych na śmierć złoczyńców. Ceny gladiatorów wróciły do normy.
Gladiatorzy byli przeważnie jeńcami wojennymi, skazańcami lub (najczęściej) niewolnikami, kupionymi i wyszkolonymi do walki. Zdarzało się, że na arenę wynajmowali się też ludzie wolni, spragnieni zysku lub dreszczu emocji w trochę monotonnym życiu „pokoju rzymskiego”. A przecież gladiatorami pogardzano, potępiano ich jako wyrzutków społeczeństwa, parających się równie haniebną profesją co stręczyciele. Wiele miast zakładających cmentarze zastrzegało sobie, że nie będzie się na nich chować gladiatorów. Dlatego właśnie wojownicy z Efezu mieli własne miejsce wiecznego spoczynku.

___________________________
Seksowni skazańcy
Gladiatorzy podczas swego krótkiego życia mogli przynajmniej nacieszyć się miłością. Rzymianki, nawet z najświetniejszych rodów, szalały na ich punkcie. Jeden z odkrytych w Pompejach napisów mówi, że retiarius (siatnik) Krescens jest „władcą i lekarzem dziewcząt w nocy”. Bohater innej inskrypcji, Trak Celadus, nazwany został „bohaterem kobiet, przyprawiającym je o bicie serca”.

 

Wydanie: 27/2007

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy