Gowin przebóstwiony

Gowin przebóstwiony

Jaki miły i mądry facet (…)
wyrozumiały i uprzejmy
cała anatomia jego twarzy
zdradzała lekki wysiłek
ust:
by mądrzej i grzeczniej do mnie mówić
oczu:
by uważniej i uprzejmiej mnie słuchać
taaak
naprawdę nie mogłem nie napluć mu w mordę.

Oczywiście nie jest to wiersz o Jarosławie Gowinie. Najlepszym dowodem, że napisał go Andrzej Bursa zmarły w 1957 r., kiedy Gowin nie chodził jeszcze po świecie, a nawet nie było na niego projektu. Zresztą nie jest to wiersz o żadnym konkretnym indywiduum. Jeśli już, to o gatunku. Jego przedstawiciele umieją rzeczywiście wsłuchiwać się w rozmowy mądrzejszych od siebie, by potem ich treść wziąć na własny użytek. Niestety, do końca jej nie rozumieją, a rozbudowując przez lata dobre mniemanie o sobie, próbują wreszcie dorzucić coś od siebie. Wynika z tego wtedy tragikomiczny galimatias. I tak np. w wywiadzie dla „Do Rzeczy” mówi Gowin: „Szczególnie zależy mi na odbudowie zaufania w relacjach z Izraelem i środowiskami żydowskimi, bo w ich rozwijanie byłem zaangażowany przez dziesięciolecia” (czyli od czasu, kiedy czcił środowisko „Znaku”, Turowicza, Bonieckiego, Kozłowskiego), a zaraz potem: „Niestety, problem asymetrii jest realny. Dyskusja na kanwie ustawy o IPN odsłoniła ogromne pokłady antypolonizmu” (to już podsłuchane w PiS). W sumie wychodzi tak: Gowinowi szczególnie zależy na odbudowie zaufania w relacjach z polakożercami. A jakież tu może być zaufanie? Czyż polakożercom można wierzyć na słowo, że lechicką krwią tylko macę zaprawią, a nie dodadzą jej już do sałatki śledziowej?

Oczywiście to Gowinowi w niczym nie przeszkadza. Nie zdziwiłbym się nawet, gdyby za jakiś czas oświadczył, tym razem zgodnie z prawdą, że dyskusja na kanwie ustawy o IPN odsłoniła ogromne pokłady antysemityzmu.

Najpewniej będzie jednak i to, i tamto w tym samym czasie, mądrze i grzecznie powiedziane. Jest przecież pan Jarosław arcymistrzem w godzeniu do pogodzenia teoretycznie niemożliwego. Jest przeciw i głosuje za, jest za i głosuje przeciw. Tyle że nie uśmiecha się wtedy. Przeciwnie, cała anatomia jego twarzy zdradza lekki wysiłek, by uważniej i uprzejmiej… Patrzymy w jego uduchowione oblicze i doznajemy swoistego objawienia. Oto można i tak, i owak, i sprzecznie. Jak pisał Osip Mandelsztam:

Tak się wyśpię, jak pościelę,
Albo nie –
Mój aniele, żłop cocktaile,
Smak na dnie.

A ów smak to słowo Gowina.

Powie ktoś, że przesadzam? Nic z tych rzeczy. Stwierdza on przecież w tymże wywiadzie: „Żadnemu politykowi Zjednoczonej Prawicy nie można nic zarzucić od strony moralnej”. Zaiste, trzeciego dnia rano rozległy się grzmoty z błyskawicami, a gęsty obłok rozpostarł się nad górą i zabrzmiał dźwięk potężnej trąby. Wówczas wstąpił Gowin na Kasprowy Wierch i wieścił. Wniknął oto w serca i dusze wszystkich polityków Zjednoczonej Prawicy i znalazł tam tylko jasność niepokalaną, nieskalaną cnotę, żadnemu niczego nie zarzucając, bo nie było można. Niczego! Grzeszku nawet maleńkiego jak młoda pchełka, myślątka nieskromnego, słówka bezbożnego, braku najszczerszej miłości do bliźniego choćby ten Tuskiem był nawet… Niczego! Zauważmy przy tym, że poręczając w mądrości i dobrotliwości swojej za wszystkich polityków Zjednoczonej Prawicy, poręcza Jarosław Gowin i za siebie samego. Za swoją niezłomną moralność, myśli swoich słuszność i czynów sprawiedliwość. Tak oto dokonuje się przebóstwienie Gowina, theosis – jakby rzekli teologowie, wstąpienie na szczeble drabiny rajskiej, bogoczłowieczeństwo. Święty Franciszek, na którym wzoruje się nasz obecny papież, mawiał, że jest grzesznikiem. Gdzie tam jednak obu Franciszkom do przebóstwionego Jarosława. Na koniec wywiadu, gdy dziennikarz komplementuje go: „Strasznie pan skromny”, Gowin odpowiada: „Proszę mnie takimi rzeczami nie męczyć”. I tak doszliśmy do końców końca. Bóg Gowin w nieprzemierzonej skromności swojej męczy się własną wielkością boską. Głęboko współczujemy. Ale jak tam było w tym wierszu Bursy?

Wydanie: 20/2018

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy