Haniebna „lista tysiąca”

Haniebna „lista tysiąca”

Zarówno politycy, jak i biznesmeni powinni się dowiedzieć, kto odpowiada za jej powstanie Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy czołówkę Roberta Walenciaka „Tysiąc na celowniku” (nr 48) wraz z nazwiskami ludzi, którzy znaleźli się na liście osób poddanych działaniom sprawdzającym prokuratury i policji. (Pełniejsza wersja tej listy znajduje się na stronie www.przeglad-tygodnik.pl). Na prokuratorsko-policyjnej liście mnóstwo jest znanych nazwisk, począwszy od trzech premierów, poprzez ministrów i biznesmenów, na artystach oraz celebrytach kończąc. Drukując nasz tekst, skupiliśmy się na polityczno-prawnych aspektach stworzenia takiej listy – dowodu na istnienie IV RP, w której prokuratura i służby specjalne, działające bez należytego nadzoru, na polityczne zapotrzebowanie spółki Kaczyńscy & Ziobro, śledziły osoby z pierwszych stron gazet. Na nasz artykuł i listę od innej strony spojrzał dziennik „Puls Biznesu”, który 5 grudnia w swojej czołówce „Klub 1000” informował, że takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo. W środku numeru zaś autorzy tekstu „Biznes pod specjalnym nadzorem” – Piotr Nisztor i Karol Jedliński – przeanalizowali „listę tysiąca”, wyszukując w niej bankowców, ludzi biznesu i menedżerów. Dziennikarze informowali: „Nazwiska na liście to czołówka polskiego biznesu – szefowie dużych przedsiębiorstw, bankowcy, menedżerowie znani szerokiej publiczności”. Przygnębiająca skala Umieszczenie tych ludzi na liście było dla nich samych ogromnym zaskoczeniem, co wynika z cytowanych wypowiedzi, jak chociażby słów Stanisława Grynhoffa, współzałożyciela kancelarii Grynhoff Woźny i Wspólnicy. „Nie chcę na gorąco mówić, czy i jakie kroki podejmę. Zleciłem analizę tej sprawy, za kilka dni będę miał wyniki. Jednak nie dziwi mnie to, że służby zajmują się nie tym, co trzeba. Nie brałem udziału w procesach prywatyzacyjnych. Śpię spokojnie, bo w biznesie nie zrobiłem nic niezgodnego z prawem, jednak każda forma zainteresowania służb moją osobą niepokoi. Istotnym problemem jest np., w czyje ręce mogą wpaść zebrane materiały i w jaki sposób zostaną wykorzystane”, zaznacza Stanisław Grynhoff. Nie mniej zdziwiony jest były prezes Orlenu, Igor Chalupec: „Jestem zaskoczony istnieniem takiej listy, ale widzę, że znalazłem się w bardzo dobrym towarzystwie”. Wypowiadający się w „Pulsie Biznesu” menedżerowie oprócz oburzenia wyrażają dezaprobatę dla pracy prokuratury i policji. Mówią wprost, że złamano zasady państwa prawa. „Istnienie takiej listy jest skandaliczne w państwie demokratycznym. Jaka jest podstawa prawna? Obiektywny cel, dla którego uruchomiono tajne działania?”, pyta Raimondo Eggink, konsultant i zawodowy członek rad nadzorczych. Były wiceprezes spółki Prokom Investments, Wiesław Walendziak, idzie dalej: „Przygnębiająca jest skala i intencja tego przedsięwzięcia. Żeby podsłuchiwać tysiąc ciężko pracujących przedsiębiorców, trzeba uruchomić armię kilku tysięcy funkcjonariuszy. Gdyby z taką determinacją ścigano seryjnych morderców i handlarzy narkotyków, Polska byłaby bezpiecznym, lepszym krajem, ale tu najwyraźniej całkowicie pomyliły się komuś priorytety”. W podobnym tonie wypowiedział się Adam Pawłowicz, były prezes Ruchu: „To, co mnie niepokoi, to całkowity brak podstaw faktycznych i prawnych do podjęcia inwigilacji mojej osoby”. Opublikowane przez nas tekst i lista dają umieszczonym na niej asumpt do wyciągnięcia jeszcze jednego wniosku, a mianowicie, że ci, którzy powinni stać na straży prawa, nazbyt łatwo je omijają, swoimi działaniami szkodzą zaś polskiej przedsiębiorczości. Wspomniał o tym Aleksander Gudzowaty, właściciel Bartimpeksu, mówiąc dziennikarzom „Pulsu Biznesu”: „Amatorstwo prokuratury jest zadziwiające. Tę listę musieli przygotować ludzie bez wyobraźni. Przecież do podjęcia takich działań muszą być powody. Łamiąc wszelkie reguły, nie można stworzyć dobrego klimatu dla biznesu”. Klimat IV RP Trudno posądzać autorów „listy tysiąca” o to, że mieli na uwadze „klimat dla biznesu”. Oni działali w innym „klimacie”, znanym z myślenia: „Dajcie mi człowieka…”. Nie ma w tym przesady. Bo jak inaczej rozumieć kończącą tekst w „Pulsie Biznesu” wypowiedź byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Andrzeja Barcikowskiego: „Robienie takich list jako załączników pachnie nieprzyjemnie. Można mieć wrażenie, że wytypowano jakąś grupę do rozpracowywania. Tworzy się wręcz przekonanie, że są to osoby do odstrzału”. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka posłowie pytali Iwonę Palkę, szefową Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, o okoliczności

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2012, 50/2012

Kategorie: Kraj