Hiszpania dwóch prędkości

Hiszpania dwóch prędkości

Wybory 20 grudnia mogą doprowadzić do trwałego podziału kraju

W grze o polityczną przyszłość i najprawdopodobniej o jedność Hiszpanii jest czterech głównych rozgrywających. Na razie karty rozdaje urzędujący premier Mariano Rajoy. Pozytywnie ocenia go tylko 32% Hiszpanów, ale mimo niełatwych relacji z Brukselą i skandali korupcyjnych w szeregach własnej partii zdołał on wprowadzić hiszpańską gospodarkę z powrotem na ścieżkę wzrostu. Co prawda, kraj nadal nie otrząsnął się w pełni ze skutków kryzysu, a bezrobocie oscyluje wokół 20%, lecz gospodarka Hiszpanii roś­nie dzisiaj w tempie ponad dwa razy szybszym niż reszta strefy euro.

To jednak nie zapewni Rajoyowi bezwarunkowego zwycięstwa. Kadencję zaczynał w 2011 r. z komfortowym poparciem przekraczającym 41% i większością parlamentarną mającą zapas 10 głosów. W ciągu ostatnich czterech lat notowania Partii Ludowej (PP) znacząco spadły. Jak pokazują najnowsze sondaże, w tym prognozy prestiżowej pracowni badawczej CIS na zlecenie dziennika „El País”, nawet w przypadku całkiem prawdopodobnego zwycięstwa w najbliższy weekend, ludowców poprze zaledwie 28-29% wyborców. Da to ok. 125 mandatów w liczącym 350 deputowanych Kongresie. Zaraz za nimi plasuje się odwieczny rywal – socjalistyczna PSOE, popierana przez niecałe 21% głosujących. Tradycyjnie to właśnie walka między socjalistami i postfrankistowską Partią Ludową decydowała o kształcie sceny politycznej w Hiszpanii – te dwie partie jako jedyne tworzyły rządy po upadku dyktatury, dzieląc się władzą od pierwszych demokratycznych wyborów w 1982 r.

Nowi gracze na boisku

Tym razem jednak PSOE samodzielnie nie stanowi konkurencji dla Rajoya. Lider partii, Pedro Sánchez, który przejął stery po kompletnie nieudanej dla socjalistów kampanii do europarlamentu w 2014 r., to raczej doświadczony urzędnik i szanowany nauczyciel akademicki niż charyzmatyczny lider lewicy. Komentatorzy zarzucają mu nieumiejętne zarządzanie partią i wypominają stołeczny rodowód – wykształconemu na madryckim Uniwersytecie Complutense byłemu radnemu stolicy trudno się dogadać ze związkowcami i lokalnymi działaczami. Ale największym policzkiem dla Sáncheza może się okazać groźba, że PSOE po raz pierwszy w historii nie będzie naturalnym wyborem lewicowego elektoratu. Odda w znacznej części pole dwóm nowym formacjom politycznym – populistycznemu ruchowi Podemos i liberalnemu ugrupowaniu Ciudadanos.

Cztery lata temu żadna z nich jeszcze nie istniała, a ich obecni liderzy Pablo Iglesias i Albert Rivera brylowali – jeden w salach wykładowych, a drugi w bankowych salach konferencyjnych, a nie w telewizyjnych debatach politycznych. Na hiszpańskiej scenie politycznej pojawiły się w bardzo podobny sposób jak w Polsce partie Razem i Nowoczesna. Podemos, który tak jak Razem maluje swoje sztandary na bordowo, to przede wszystkim dziecko oddolnych ruchów społecznych i frustracji wynikającej z kryzysu ekonomicznego, szalejącego bezrobocia wśród młodych i rosnącej emigracji. Sondaże pierwszy raz zarejestrowały jego obecność na początku 2014 r. – od razu z dwucyfrowym poparciem. Od tego czasu wyniki ruchu systematycznie rosły, a w styczniu po raz pierwszy uplasował się wyżej niż PSOE. Jednak brak solidnych struktur i wielogłos liderów spowodował, że socjalistów raczej nie prześcignie – może liczyć na 15-16%, co da ok. 45 mandatów w Kongresie.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 51/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy