Igrzyska z Lepperem

Igrzyska z Lepperem

Braciom Kaczyńskim chodzi o władzę, więc wywołują kolejne konflikty mające ją umocnić Włoska tradycja mafijna mówi, że gdy któraś z rodzin chce się pozbyć swego druha, z którym już jej nie po drodze, zostaje on zaproszony na ucztę, a po sutym posiłku główny organizator zamachu całuje go w policzek. To sygnał dla czekających na zapleczu ludzi z pistoletami maszynowymi, że już można… Podobnie dotychczasowi współpracownicy, Jarosław Kaczyński i Andrzej Lepper, spotkali się na Jasnej Górze. W trakcie uczty duchowej, jaką była msza kończąca pielgrzymkę Radia Maryja, premier uścisnął dłoń wicepremiera (i zapewne też przekazał mu znak pokoju). Następnego dnia odwołał go ze stanowiska, tłumacząc, że chodzi o wielomilionową korupcję i że nie wolno doszukiwać się tu żadnych politycznych podtekstów, bo jest to po prostu walka z przestępczością kryminalną i „zwyczajna” akcja Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeciwko łapownikom w strukturach władzy. I – w domyśle – tym razem trafiło akurat na łapownika Leppera. Czy zatem, używając starego przysłowia, szatan ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwonił? Jeszcze kilka dni temu mogło się wydawać, że prowokacja CBA wymierzona w Andrzeja Leppera stanie się kolejnym dowodem szatańskiej wręcz skuteczności braci Kaczyńskich w prowokowaniu i rozgrywaniu konfliktów politycznych na własnych warunkach oraz w prezentowaniu niemałych nawet niepowodzeń jako sukcesów. Przekaz dla ludu Wydarzenia ostatnich dni pokazały jednak, że akcja przeciw byłemu wicepremierowi, choć organizowana od pół roku z udziałem najważniejszych osób w państwie – bo oprócz braci Kaczyńskich uczestniczyli w niej ich „oficer wykonawczy” Przemysław Gosiewski, minister Zbigniew Ziobro, koordynator służb Zbigniew Wassermann, o szefie CBA, Mariuszu Kamińskim, już nie mówiąc – prowadzona była w sposób nieudolny i zakończyła się klapą. I udowodniła przede wszystkim to, że bracia Kaczyńscy w walkach politycznych nie wahają się użyć rozbudowanego przez siebie aparatu przymusu państwowego. Co zresztą i wcześniej było wiadome, ale dopiero teraz zostało pokazane z fotograficzną dokładnością. Wprawdzie w polski lud poszedł dokładnie taki przekaz, o jaki chodziło: Lepper został wyrzucony za łapówki! Tak właśnie miało być, przecież premier od razu po odwołaniu swego zastępcy stwierdził publicznie, że jest on w kręgu podejrzanych. Prezydent RP też natychmiast oznajmił, iż odwołanie Leppera wiąże się z zarzutami o charakterze karnym, choć doskonale wiedział, że żadnych zarzutów wobec byłego wicepremiera nie ma. Ale bardzo szybko okazało się, że i żadnego łapownictwa w rzeczywistości też nie było, a rola CBA, jak w tym przypadku słusznie akurat zauważył Roman Giertych, mogła polegać nie na zwalczaniu korupcji, ale na jej inspirowaniu. W dodatku przy użyciu ogromnych sił i środków. I tak oto solidarne działania głów państwa spowodowały, paradoksalnie, że Andrzej Lepper zaczyna występować jako ofiara politycznych prześladowań, choć nie za bardzo pasuje on do roli symbolu niewinności, gnębionego przez reżim. Uwaga, tu helikopter! A przecież Mariusz Kamiński, szef CBA, realizując polityczne ustalenia, by znaleźć coś na szefa Samoobrony, rzucił do akcji najlepsze kadry. Wykorzystano nie tylko świetnie przygotowanych funkcjonariuszy, mogących z powodzeniem udawać ludzi biznesu, lecz także najnowocześniejszą na świecie aparaturę do podsłuchiwania i nagrywania, w tym bezzałogowy helikopter sterowany drogą radiową, wyposażony w superczułe kamery i mikrofony. Takie maszyny mają podobno tylko USA i Izrael, ale działalność CBA jest dla rządzących tak ważna, że na potrzeby biura nie wolno szczędzić środków. Bardzo ważny był też moment sfinalizowania akcji. Chodziło o to, by używając języka piłkarskiego, strzelić gola na przerwę (Sejm zbiera się dopiero 22 sierpnia), lecz nie za wcześnie, żeby Samoobrona zdążyła jeszcze zagłosować za Jackiem Jezierskim, kandydatem PiS na szefa Najwyższej Izby Kontroli. Mariusz Kamiński robił, co mógł, jego fałszywi biznesmeni z podrobionymi dokumentami wielokrotnie spotykali się z aresztowanymi później Piotrem Rybą i Andrzejem Kryszyńskim (zatrzymano ich 6 lipca), nagrano dziesiątki godzin spotkań i rozmów. – Śledziliśmy niemal każdy ich krok – mówił szef CBA. A jednak cała akcja jest wyraźnie naciągana i grubymi nićmi szyta, w dodatku są wątpliwości, czy przeprowadzono ją legalnie. Kamiński tłumaczył: – Uzyskaliśmy informacje, że pojawiły się w kręgu „poważnych przedsiębiorców” osoby sugerujące, że mogą odrolnić dowolny grunt w Polsce w zamian za korzyść materialną. Te sygnały były

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2007, 29/2007

Kategorie: Kraj