Igrzyska z Lepperem

Igrzyska z Lepperem

Braciom Kaczyńskim chodzi o władzę, więc wywołują kolejne konflikty mające ją umocnić

Włoska tradycja mafijna mówi, że gdy któraś z rodzin chce się pozbyć swego druha, z którym już jej nie po drodze, zostaje on zaproszony na ucztę, a po sutym posiłku główny organizator zamachu całuje go w policzek. To sygnał dla czekających na zapleczu ludzi z pistoletami maszynowymi, że już można…
Podobnie dotychczasowi współpracownicy, Jarosław Kaczyński i Andrzej Lepper, spotkali się na Jasnej Górze. W trakcie uczty duchowej, jaką była msza kończąca pielgrzymkę Radia Maryja, premier uścisnął dłoń wicepremiera (i zapewne też przekazał mu znak pokoju). Następnego dnia odwołał go ze stanowiska, tłumacząc, że chodzi o wielomilionową korupcję i że nie wolno doszukiwać się tu żadnych politycznych podtekstów, bo jest to po prostu walka z przestępczością kryminalną i „zwyczajna” akcja Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeciwko łapownikom w strukturach władzy. I – w domyśle – tym razem trafiło akurat na łapownika Leppera.
Czy zatem, używając starego przysłowia, szatan ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwonił?
Jeszcze kilka dni temu mogło się wydawać, że prowokacja CBA wymierzona w Andrzeja Leppera stanie się kolejnym dowodem szatańskiej wręcz skuteczności braci Kaczyńskich w prowokowaniu i rozgrywaniu konfliktów politycznych na własnych warunkach oraz w prezentowaniu niemałych nawet niepowodzeń jako sukcesów.

Przekaz dla ludu

Wydarzenia ostatnich dni pokazały jednak, że akcja przeciw byłemu wicepremierowi, choć organizowana od pół roku z udziałem najważniejszych osób w państwie – bo oprócz braci Kaczyńskich uczestniczyli w niej ich „oficer wykonawczy” Przemysław Gosiewski, minister Zbigniew Ziobro, koordynator służb Zbigniew Wassermann, o szefie CBA, Mariuszu Kamińskim, już nie mówiąc – prowadzona była w sposób nieudolny i zakończyła się klapą. I udowodniła przede wszystkim to, że bracia Kaczyńscy w walkach politycznych nie wahają się użyć rozbudowanego przez siebie aparatu przymusu państwowego. Co zresztą i wcześniej było wiadome, ale dopiero teraz zostało pokazane z fotograficzną dokładnością.
Wprawdzie w polski lud poszedł dokładnie taki przekaz, o jaki chodziło: Lepper został wyrzucony za łapówki! Tak właśnie miało być, przecież premier od razu po odwołaniu swego zastępcy stwierdził publicznie, że jest on w kręgu podejrzanych. Prezydent RP też natychmiast oznajmił, iż odwołanie Leppera wiąże się z zarzutami o charakterze karnym, choć doskonale wiedział, że żadnych zarzutów wobec byłego wicepremiera nie ma.
Ale bardzo szybko okazało się, że i żadnego łapownictwa w rzeczywistości też nie było, a rola CBA, jak w tym przypadku słusznie akurat zauważył Roman Giertych, mogła polegać nie na zwalczaniu korupcji, ale na jej inspirowaniu. W dodatku przy użyciu ogromnych sił i środków. I tak oto solidarne działania głów państwa spowodowały, paradoksalnie, że Andrzej Lepper zaczyna występować jako ofiara politycznych prześladowań, choć nie za bardzo pasuje on do roli symbolu niewinności, gnębionego przez reżim.

Uwaga, tu helikopter!

A przecież Mariusz Kamiński, szef CBA, realizując polityczne ustalenia, by znaleźć coś na szefa Samoobrony, rzucił do akcji najlepsze kadry. Wykorzystano nie tylko świetnie przygotowanych funkcjonariuszy, mogących z powodzeniem udawać ludzi biznesu, lecz także najnowocześniejszą na świecie aparaturę do podsłuchiwania i nagrywania, w tym bezzałogowy helikopter sterowany drogą radiową, wyposażony w superczułe kamery i mikrofony. Takie maszyny mają podobno tylko USA i Izrael, ale działalność CBA jest dla rządzących tak ważna, że na potrzeby biura nie wolno szczędzić środków.
Bardzo ważny był też moment sfinalizowania akcji. Chodziło o to, by używając języka piłkarskiego, strzelić gola na przerwę (Sejm zbiera się dopiero
22 sierpnia), lecz nie za wcześnie, żeby Samoobrona zdążyła jeszcze zagłosować za Jackiem Jezierskim, kandydatem PiS na szefa Najwyższej Izby Kontroli.
Mariusz Kamiński robił, co mógł, jego fałszywi biznesmeni z podrobionymi dokumentami wielokrotnie spotykali się z aresztowanymi później Piotrem Rybą i Andrzejem Kryszyńskim (zatrzymano ich 6 lipca), nagrano dziesiątki godzin spotkań i rozmów. – Śledziliśmy niemal każdy ich krok – mówił szef CBA. A jednak cała akcja jest wyraźnie naciągana i grubymi nićmi szyta, w dodatku są wątpliwości, czy przeprowadzono ją legalnie.
Kamiński tłumaczył: – Uzyskaliśmy informacje, że pojawiły się w kręgu „poważnych przedsiębiorców” osoby sugerujące, że mogą odrolnić dowolny grunt w Polsce w zamian za korzyść materialną. Te sygnały były wiarygodne, dotarliśmy do tych ludzi, byli to właśnie Piotr R. i Andrzej K.
Mariusz Kamiński oczywiście nie wyjawił, co to za „poważni przedsiębiorcy”, z którymi kontaktowali się rzekomo Ryba i Kryszyński, jego święte prawo. Jedynymi „poważnymi przedsiębiorcami” są więc funkcjonariusze, którzy wystąpili w roli biznesmenów zainteresowanych odrolnieniem działki, i przedstawili Rybie i Kryszyńskiemu podrobione przez CBA dokumenty dotyczące tego terenu. Problem nie jest duży, bo gdy się okaże, że np. w sądzie (jeśli kiedykolwiek dojdzie do procesu) powinni zjawić się „poważni przedsiębiorcy”, by powiedzieć o swych rozmowach z zatrzymanymi, to CBA na pewno w porę ich znajdzie.

Co zrobi Ryba?

Oficerom podającym się za biznesmenów udało się uzyskać od Ryby i Kryszyńskiego wyznanie, że za 3 mln zł dostarczą oni decyzję ministra rolnictwa o odrolnieniu wskazanej działki. Poszło to tym łatwiej, że Andrzej Kryszyński… też był oficerem służb specjalnych, pracował w stołecznym ratuszu za kadencji Lecha Kaczyńskiego i niewykluczone, że w całej sprawie mógł wykonywać polecenia CBA (czego Mariusz Kamiński już nie powiedział). To właśnie Kryszyński przekazał Piotrowi Rybie sfałszowane przez jego kolegów z CBA dokumenty dotyczące działki. On również powiedział Rybie, że ma „klientów” potrzebujących poparcia w resorcie rolnictwa, i ponaglał go do skontaktowania się z urzędnikami ministerstwa.
Bo tak naprawdę organizatorom prowokacji chodziło tylko o Piotra Rybę, współpracownika Andrzeja Leppera i kandydata Samoobrony do Rady Nadzorczej TVP. Jedynie Ryba mógł bowiem przekazać łapówkę ministrowi rolnictwa jako „podziękowanie” od biznesmenów – oficerów CBA.
Początkowo wszystko szło sprawnie. 6 lipca Andrzej Kryszyński przyjeżdża do hotelu obstawionego przez CBA, przelicza pieniądze przyniesione przez oficerów udających biznesmenów (3 mln zł) – i czeka na Rybę. Ale w tym czasie Andrzej Lepper już wie, że szykowana jest jakaś akcja przeciw niemu, choć jeszcze nie wie, na czym ma ona polegać, podejmuje decyzję o ograniczeniu możliwości wejścia do gmachu ministerstwa.
Kto zawiadomił Leppera? Szef Samoobrony mówi o jakichś niezidentyfikowanych mężczyznach. Nie brak jednak sugestii, że uczyniło to… samo CBA (czy inaczej Mariusz Kamiński tak otwarcie przyznawałby się do tego, że Kryszyński i Ryba zostali ostrzeżeni?), bo bracia Kaczyńscy chcieli uniknąć ewentualnych niekontrolowanych sytuacji w gabinecie szefa resortu, a poza tym doszli do wniosku, że jednak doprowadzenie do końca prowokacji łapówkowej z ewentualnym udziałem urzędującego wicepremiera może im przynieść więcej szkody niż pożytku. Być może uznali, że lepiej go nastraszyć i przepłoszyć, niż próbować odstrzelić. I chyba się nie zawiedli, bo w swych obecnych wypowiedziach Andrzej Lepper nie wyraża do nich nawet cienia pretensji.
Piotr Ryba również dowiaduje się o przygotowywanej prowokacji (nie wiemy, od kogo) i telefonicznie informuje Kryszyńskiego, że nie przyjedzie na spotkanie do hotelu. W tej sytuacji Kryszyński też rezygnuje i opuszcza hotel, po południu obaj zostają zatrzymani.

Wiceminister odrolnił

Dlaczego obu ich zamknięto, skoro nawet nie było próby przyjęcia „łapówki kontrolowanej”? Ano dlatego, że podczas jednej z nagrywanych rozmów Ryba miał powiedzieć, iż pomoże w odrolnieniu działki, bo ma znajomych w resorcie rolnictwa – a więc powoływał się na wpływy w organach państwowych, co w świetle polskiego prawa jest przestępstwem. Znalazł się zatem pretekst, by zamknąć go do aresztu wydobywczego, gdzie, całkowicie odcięty od świata, jest zapewne poddawany rozmaitym naciskom, by powiedział, co trzeba. Ustawa o CBA mówi bowiem, że jego funkcjonariusze mogą wręczać korzyść majątkową na zasadzie prowokacji tylko wtedy, gdy biuro ma wcześniej wiarygodne informacje, że ktoś już popełnił lub chciał popełnić przestępstwo. Rybę trzeba więc namówić, by przyznał, że miał zamiar dokonania przestępstwa, bo inaczej wszystko skończy się wielką kompromitacją.
Kryszyńskiego zaś na razie i tak trzeba było zamknąć, by nie zdekonspirować jego ewentualnego rzeczywistego udziału w prowokacji. Aresztowanie Kryszyńskiego zadziwiająco szybko przyniosło zresztą efekt, o jaki chodziło śledczym, bo natychmiast zaczął on zeznawać, iż to Piotr Ryba mówił mu o tym, że z 3 mln zł łapówki 1 mln ma być dla Leppera. A Ryba się zaciął i uparcie nie chce potwierdzić, że coś takiego opowiadał Kryszyńskiemu.
Sprawa ma jednak drugie dno – oto gdy podrobione przez CBA dokumenty trafiły do Ministerstwa Rolnictwa, wiceminister Henryk Kowalczyk z PiS… wydał decyzję o odrolnieniu działki! Mimo że szef CBA, Mariusz Kamiński, stwierdził, iż dokumenty dotyczące tego terenu świadomie zostały spreparowane przez CBA w taki sposób, by żaden uczciwy urzędnik nie mógł ich zaakceptować.
Cieszy więc zapowiedź, że sprawą wiceministra z PiS także ma się zająć prokuratura. Oby w tym przypadku należycie przyłożyła się do swych zadań.

Jak korupcji nie ma, to się ją stworzy

Cała ta wielomiesięczna akcja prowadzona przez doborowe siły CBA jest kuriozalna. Wydawać by się mogło, że skoro Polska jest tak skorumpowana, jak się słyszy i mówi, to CBA powinno tropić prawdziwe przykłady korupcji i sytuacje, gdzie ktoś komuś rzeczywiście wręcza prawdziwą łapówkę. Są do tego odpowiednie narzędzia prawne, od lat obowiązuje prawo rozbijające solidarność łapówkodawców i łapówkobiorców, zakładające, że osoba dająca łapówkę może uniknąć kary, jeśli przedstawi wszystkie okoliczności zdarzenia.
Ale oczywiście by znaleźć takie przykłady, trzeba się postarać, podjąć skuteczną obserwację środowisk korupcjogennych, zyskać zaufanie osób zainteresowanych wręczaniem i przyjmowaniem korzyści, zgromadzić prawdziwe dowody. Zamiast tego znacznie łatwiej odgrywać teatr i organizować kilkumiesięczne kosztowne inscenizacje, wszystko po to, by osaczyć jednego faceta, z nadzieją, że uda się być może namówić go, by spróbował wręczyć lipną łapówkę szefowi partii koalicyjnej, który przestał odpowiadać braciom Kaczyńskim, choć wcześniej odpowiadał, mimo że jego wady się nie zmieniły. I tak właśnie działają władze naszego państwa! Czy naprawdę tak powinien funkcjonować kraj, czy może rzeczywiście szatan kogoś opętał?
Minister Ziobro powiedział, że organy ścigania „będą w tej sprawie działać bezwzględnie” i nawet na najwyższych urzędach nie ma osób nietykalnych, „bo oczyszczenie państwa jest celem nadrzędnym”. No pewnie, że jest! Do tego stopnia, że jak akurat korupcji nie ma, to trzeba ją zorganizować.

Myśl państwowa

To nie pierwsze podejście braci Kaczyńskich do szefa Samoobrony. Ich myśl państwowa i koncepcja sprawowania władzy w Polsce polega bowiem na wywoływaniu walk politycznych po to, by osłabić partie koalicyjne, przejąć jak największą część ich elektoratu, a jak się da, wyeliminować lub ubezwłasnowolnić liderów. Roman Giertych, jako słabszy, jest tu oczywiście na drugim planie, choć żywi on zrozumiałe niepokoje co do swych koalicyjnych losów.
– Wydaje mi się, bo coś na ten temat wiem, że ktoś przyszedł i zaczął go straszyć, że jest kolejny na liście. Nie jest, bo nic na jego temat nie wiemy takiego, co by miało prowadzić do działań analogicznych – dobrodusznie Jarosław Kaczyński uspokajał szefa Ligi Polskich Rodzin.
Premier Kaczyński już raz, 22 września 2006 r., odwołał Leppera z funkcji wicepremiera. Pretekstem było to, że wicepremier przedstawił nieuzgodnione wcześniej żądania zwiększenia wydatków budżetowych. Wtedy jednak jego pozycja w partii była bardzo mocna, nie udało się wywołać przeciw niemu żadnej frondy i po kilku tygodniach wrócił na fotel wicepremiera i ministra.
O co w tych wszystkich awanturach politycznych chodzi naszym „strasznym bliźniakom”? Przypomnijmy, że nazwę terrible twins Brytyjczycy nadali dwóm bliźniaczym okrętom podwodnym służącym pod polską banderą, na których Polacy w czasie wojny zatopili wiele nieprzyjacielskich jednostek. Dziś inni bliźniacy służący pod polską banderą próbowali zatopić jedną z ważniejszych jednostek mogących utrudniać im swobodną żeglugę po oceanach władzy – MS „Andrzej Lepper”. Odpalone torpedy nie do końca jednak okazały się skuteczne. Lepper stracił funkcję w rządzie, ale jeśli inni działacze Samoobrony zachowają swoje posady, a jemu samemu uda się trafić do „dołów partyjnych” z przekazem, iż padł ofiarą nieuzasadnionych zarzutów, to jego pozycja w partii nie musi osłabnąć. Obecną sytuację może wykorzystać zaś do rozprawy z ewentualnymi przeciwnikami w partii. – Śmiem twierdzić, że brali w tym udział politycy naszej partii, że niektórzy wiedzieli. Mam takie nie tylko przemyślenia, ale i spostrzeżenia – ostrzegał w „Sygnałach Dnia”.

Władza w stanie czystym

A braciom Kaczyńskim – odpowiadając na wcześniejsze pytanie – chodzi oczywiście o władzę, czyli o wygranie wyborów, mogących ją przedłużyć. Nie bez powodu historycy opisujący ich rządy często odwołują się do czasów gomułkowskich (choć Gomułka miał oczywiście łatwiej, bo nie bał się wyborów), kredo zaś ówczesnej ekipy (zaczerpnięte od Lenina): „Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”, nasuwa się samo.
Pytanie, jaki użytek robią bracia z tej władzy, jest zupełnie bez znaczenia. Władza w stanie czystym, utrzymywana dla samego faktu jej sprawowania, należy do kilku wartości najbardziej cenionych przez ludzi (a przez polityków w szczególności). Jarosław Kaczyński powiedział przecież prawie rok temu: – Możemy podjąć takie decyzje, żeby władzy nie stracić.
Braciom potrzebne zaś były działania i decyzje umacniające ich władzę, bo w ostatnich tygodniach zaczęła ona ulegać erozji i była coraz wyraźniej kontestowana. Skumulowało się bowiem kilka problemów, z którymi nie umieli oni i nie umieją sobie poradzić.
Tlące się protesty płacowe wielu grup zawodowych i otwarty pożar strajku lekarzy i pielęgniarek, nieudolnie tłumiony przez rząd. Niefortunny wynik szczytu unijnego, gdzie bracia Kaczyńscy nic nie osiągnęli w kwestii siły polskiego głosu, ale nie chcieli się do tego przyznać. Skrajna „nielojalność” Pawła Zalewskiego, szefa sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, który chciał się dowiedzieć od minister Anny Fotygi, na czym właściwie polegał nasz wielki sukces w Brukseli. Handel narkotykami przez Artura Piłkę z Kancelarii Prezydenta (co od razu bardzo nagłośnili ministrowie Łopiński i Ziobro, z podaniem nazwiska włącznie, by nie można było zarzucić, że swojego urzędnika traktuje się łagodniej niż koalicyjnego wicepremiera). Afera ministra sportu Tomasza Lipca. Coraz więcej dowodów świadczących o nieprawidłowościach przy tragicznym zatrzymaniu Barbary Blidy. Nieudolność w zabieraniu się do inwestycji na Euro 2012, spowodowana już nie przez mityczny układ, ale przez tajemniczy kartel budowniczych dróg. Wyzwiska ojca Rydzyka pod adresem żony prezydenta. Wprawdzie skoro Rydzyk już powiedział to, co powiedział, spowodowanie przecieku kontrolowanego do prorządowego tygodnika „Wprost” było posunięciem bardzo wzmacniającym pozycję braci w konfrontacji z nawiedzonym redemptorystą, ale lepiej, żeby społeczeństwo za długo o tym nie pamiętało.
Tak wymieniać można długo. Obecne igrzyska z Lepperem chwilowo odsunęły w cień wcześniejsze kłopoty, zgodnie z modną ostatnio „teorią przykrywania”. Ludzie mają urlopy, Sejm robi sobie nadzwyczaj długie wakacje, koniunktura gospodarcza wciąż jest bardzo dobra. Kto będzie chciał pod koniec sierpnia wracać do tego, co było na początku lipca?
Jednak tym razem wpadek obecnej ekipy jest tak dużo, że chyba nie uda się łatwo przejść nad nimi do porządku dziennego.

———————————————————————————-

Jaki jest bilans roku premiera Kaczyńskiego?

Prof. Wojciech Łukowski,
socjolog polityki, UW
Jeśli stosować skalę ocen od 1 do 6, to rządowi należy się szóstka za cynizm, przebiegłość i chytrość. Głównym nośnikiem tych cech jest pragnienie zachowania i pozostania przy władzy. Za to właśnie rządowi należy się ocena bardzo dobra z wyróżnieniem. Natomiast w polityce wewnętrznej nic nie jest w stanie zainteresować tego rządu. Nawet jeśli czasami jest zmuszony przez sytuację do zajęcia się jakimiś problemami wewnętrznymi, takimi jak strajk pielęgniarek, robi to niechętnie i bez przekonania. Gdyby przyjąć naszą skalę ocen, rząd za swą politykę wewnętrzną w ogóle nie byłby klasyfikowany.

Prof. Jerzy Szacki,
socjolog, PAN
Rządowi udaje się walka o władzę i budowanie państwa partyjnego bez gwałcenia prawa, ale przy gwałceniu dobrych obyczajów. Rząd chwali się tym, że gospodarka pięknie się rozwija, choć ten sukces nie jest tak jednoznaczny, bo to także zasługa ogólnej koniunktury i aktywności poprzednich ekip. Nie wiemy też, jak długo uda się ową koniunkturę utrzymać. Jeśli chodzi o stan społeczeństwa, to nie widzę zmian na lepsze, przeciwnie, dostrzegam dalszy spadek kapitału zaufania społecznego, pogłębiające się podziały, ogólną nieufność i odbieranie polityki jako dziedziny skażonej brudem, a to nie wróży dobrze kształtowaniu się społeczeństwa demokratycznego. W sumie jeszcze nic tragicznego się nie stało, ale ku lepszemu nie idzie.

Prof. Włodzimierz Pańków,
socjolog
Dużo znaków na niebie i ziemi wskazuje, że te rządy PiS naruszyły wiele układów interesów patologiczno-pasożytniczych, pozbawiły spokoju i pewności siebie wielu ludzi dobrze urządzonych, a teraz reagujących na zasadzie: uderz w stół, a nożyce się odezwą. Ci ludzie oraz układy interesów gwałtownie się bronią, co widać choćby na przykładzie świata lekarskiego, a w mediach aż kipi od miesięcy. Sprawy międzynarodowe pokazały pewną bezradność Polski, ale zwróciły uwagę na nasz kraj i na pewne frustracje; powinno się też wyjaśnić Polakom, o co gra się toczy, bo nie wystarczy mieć rację, trzeba też ją społeczeństwu wytłumaczyć. Gdyby wykorzystano tę okazję do systemowego rozwiązania problemów, obecna ekipa byłaby uważana za solidarną. Ostatni rok posunął nas w kierunku realizacji zamierzeń „Solidarności”, które rozpoczęto 27 lat temu. Byłbym jednak za tym, aby wprowadzić do życia publicznego więcej elementów dialogu społecznego i demokracji konsensualnej. Aby udowodnić, że walka nadal ma sens, trzeba wiedzieć, że bez pozyskiwania sojuszników będzie ona sprawiać wrażenie chaosu.

Wojciech Olejniczak,
wicemarszałek Sejmu (SLD)
Jak widać, bilans jest dramatycznie zły, konflikty gonią konflikty. Zero pracy na rzecz społeczeństwa, bo rządzący zajmowali się głównie sobą, by na końcu przejść do montowania publicznych prowokacji i z korupcją walczyć w najbliższym otoczeniu. Problemy ludzi są całkowicie poza zainteresowaniem władzy, pełna ignorancja ze strony państwa towarzyszy np. protestom pielęgniarek. Tak jeszcze nigdy nie było. Podobnie jest w polityce zagranicznej, fiaska i porażki spowodowały obniżenie zaufania do państwa polskiego na arenie międzynarodowej.

Janusz Palikot,
poseł PO
Po pierwsze – wyjechało z kraju ok. 2 mln Polaków, nie znajdując tutaj perspektyw rozwoju. Po drugie – nie dokonano żadnych prawdziwych reform. Nie ma ułatwień w prowadzeniu działalności gospodarczej, nie ma przyśpieszenia budowy autostrad ani potanienia państwa. Pogorszyła się atmosfera społeczna, choć konsumenci są nastawieni optymistycznie, ale myślenie w ramach spiskowej teorii dziejów nie pomaga w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Pogorszyło się postrzeganie Polski poza granicami. Na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w UE jesteśmy już osamotnieni. Nie poprawiono stosunków z Rosją, a mimo przedłużającej się misji wojskowej w Iraku i Afganistanie nawet wiz amerykańskich nie udało się uzyskać; nie jest też jasne, co dostaniemy za system obrony rakietowej, bo wszystko objęte zostało poufnymi negocjacjami, a opinia publiczna nie wie, co ustalono. Obniżyły się standardy kultury politycznej, panoszy się chamstwo w języku, nawet wymiar sprawiedliwości przynosi rozczarowanie. Choć Polakom podoba się Ziobro, to jego działalność nie buduje kultury prawnej i nie likwiduje korupcji, słabo działają sądy administracyjne, które rozpatrują 90% wszystkich spraw, a sądy 24-godzinne też nie zmieniły wiele, bo nawet na stadionie w Wilnie rozrabiali ci sami chuligani, którzy byli rok temu złapani w Warszawie po awanturach na Starym Mieście. Przykłady można mnożyć. Polityka rządu Kaczyńskiego jest antynarodowa, antyspołeczna i antyobywatelska.

Prof. Jacek Wódz,
socjologia polityki, UŚ
Jest to rok bardzo trudny dla Polski i dla niego, bo rozpoczęty z ideologicznym planem dokonania głębokiej zmiany społecznej. Okazuje się jednak, że władza nie dysponuje środkami do przeprowadzenia tej zmiany, a koncentrując całą energię na dokonaniu zmiany, zapomina zupełnie o realnych problemach społecznych, prowadzeniu polityki europejskiej, co powoduje, że bilans jest raczej negatywny niż pozytywny. Kierujący się celami ideologicznymi mogą być zadowoleni, o tych sprawach mówi się bez przerwy, ale spektakl nie może trwać wiecznie. Bilans rządu jest negatywny, bo żadnych realnych problemów społecznych ani nie podjęto, ani nie rozwiązano.

Jan Pieszczachowicz,
publicysta, założyciel miesięcznika „Kraków”
Mnie się wydaje, że premier Kaczyński do spółki z bratem i innymi panami prowadzi taką politykę, by Polacy oswoili się ze wszystkimi świństwami i próbami łamania praworządności. Ten rok poświęcony był na deprawowanie społeczeństwa polskiego, na budowanie najgorszych jego cech, a odpychanie najlepszych, na wykorzystanie warstw niezbyt oświeconych i utrwalanie tego stanu rzeczy. Fakt, że 35% obywateli chciałoby nadal mieć ten rząd, oznacza, że sukces jest znaczny, bo na taką skalę jeszcze nigdy nie zdeprawowano spadkobierców Konstytucji 3 maja. Myślę, że po ustąpieniu tego reżimu będziemy odrabiać straty przez 10-15 lat. Już teraz trzeba przestać się boczyć na społeczeństwo i zająć się jego edukacją.

Krzysztof Bobiński,
publicysta, Fundacja Unia&Polska
Pozytywem jest, że rząd nie sknocił niczego w gospodarce, chociaż można było więcej zdobyć, aby wzrost był szybszy i by się utrzymał. Rząd stworzył też atmosferę napięcia wokół korupcji, która poważnie utrudniła rozwój tego zjawiska. Negatywem jest jednak paranoiczna atmosfera i styl życia publicznego w kraju, który nie pozwala na normalny rozwój społeczeństwa, co jest bardzo niezdrowe. Katastrofa nastąpiła w sprawach międzynarodowych i w polityce unijnej. Strasznie dużo przez to tracimy, bo rządowi udało się stworzyć wokół nas taką atmosferę, że nawet gdybyśmy mieli jakieś sensowne, dobre propozycje, to nikt nie zechce nas słuchać. Pogorszyły się nasze stosunki z sąsiadami, Niemcami, Rosjanami, ostatnio nawet z Litwinami. Coraz mniej mamy sąsiadów z dobrymi relacjami, a to jest prosta droga do Zaleszczyk. Drażni konserwatyzm i silny przechył na prawo, co wynika trochę z inklinacji ekipy i środowisk sojuszniczych rządu, których więźniem jest Jarosław Kaczyński. O. Rydzyk w szczególności działa jak przywódca sekty, który najpierw czyni bezwolnymi wszystkich zwolenników, a potem każe im się zabić. Być zależnym od tego typu człowieka, też równa się katastrofie.

Not. BT

 

Wydanie: 29/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy