Recepta na zdrowie

Inteligentny hormon Fontanna młodości czy eliksir złudzeń. Warto wyjaśnić kontrowersje wokół DHEA Prof. Stefan Zgliczyński, kierownik Kliniki Endokrynologii CMKP w Warszawie, przypomina, że na początku XX w. średnia życia wynosiła 50 lat. Nie było problemu starości. Dziś jest. Ale jednocześnie świat ma nową pastylkę młodości. Nazywa się tajemniczo DHEA. Dla jednych jest odkryciem, paliwem, eliksirem, fontanną młodości, ale są i tacy, którzy używają nazwy „hormony złudzeń”, ostrzegają, że może szkodzić. Warto wyjaśnić kontrowersje. DHEA odkrył w 1934 r. niemiecki chemik Adolf Butenandt, ale dopiero 24 lata później francuski profesor Max Fernand Jayle stwierdził, że poziom tego związku spada wraz z wiekiem. Pierwsze badania na ludziach przeprowadzono w latach 90. Z wielokrotnie przeprowadzanych badań wynika, że po uzupełnieniu poprawa jest widoczna, ale tylko u tych osób, u których poziom hormonu był naprawdę niski. Hormon ten wydzielany jest przez nadnercza i występuje tylko w ludzkim organizmie. Obok testosteronu odpowiada za dojrzewanie płciowe mężczyzn. Jest inteligentny i pożyteczny. Krążąc we krwi, m.in. bierze udział w procesie zapamiętywania, poprawia jakość snu. Jego najwyższy poziom obserwuje się około trzydziestki. Potem zaczyna go gwałtownie ubywać, tak że 70-letni mężczyzna ma 10% tego, co miał 40 lat wcześniej. Pewna i sprawdzona jest następująca zasada – szanse na dłuższe życie mają osoby z prawidłowym poziomem DHEA i obniżonym poziomem insuliny. Starzenie lekarze kojarzą z rozwojem miażdżycy, nadciśnieniem, osteoporozą, cukrzycą i depresją. Naukowcy wykazali, że bardzo niski poziom DHEA wiąże się z ryzykiem śmierci. A więc warto uzupełniać? – Nie wolno tej pigułki przedstawiać jako cudu, który sprawi, że będziemy wiecznie młodzi. Ale na pewno będziemy się starzeć wolniej, lepiej, mniej dotkliwie – tłumaczy dr Lucyna Papierska, także z warszawskiej kliniki endokrynologii. – Nadmierny entuzjazm nie jest uzasadniony – dodaje prof. Zgliczyński. – DHEA nie cofnie czasu. Poprawi jakość teraźniejszości. Natura spowodowała, że w pewnym wieku nasz organizm produkuje znacznie mniej hormonów. Czy podawanie ich z zewnątrz jest bezpieczne? – Każda ingerencja w organizm niesie jakieś ryzyko – komentuje dr Papierska. – Wszystko jest kwestią policzenia zysków i strat. Pacjenci, którym DHEA przywróciło komfort życia, godzą się na niewielkie skutki uboczne. Prof. Zgliczyński dostrzega także w zażywaniu DHEA funkcję psychoterapeutyczną. Jeżeli 70-latek ma tyle chęci i energii, że weźmie ten hormon, to znaczy, że dba o swoje zdrowie. Nie należy go straszyć lub odradzać. Najpierw zrezygnuje z DHEA, potem z leków na serce. Zabije go zniechęcenie. Pamiętajmy też, że DHEA – inaczej niż np. poprawiająca sen melatonina – jest hormonem, którego nie można uzupełnić metodą naturalną. Tymczasem uzupełnienie ustrzeże organizm przed degeneracją mózgu, być może spowolni postępy choroby Alzheimera. – Choć nie jest to hormon z grupy niezbędnych do życia, jednak jego niski poziom powoduje, że to życie jest w gorszym gatunku – mówi dr Papierska i dodaje, że nie ma dowodów na to, że DHEA wywołuje raka, tak jak hormonalna terapia zastępcza nie wywołuje nowotworów. Może jedynie przyczynić się do szybszego rozwoju już istniejącego. Dawki dostępne w Polsce (pod nazwą Biosteron) sprzedawane bez recepty to m.in. pięciomiligramowe tabletki. 5 mg oznacza jedną siódmą dobowej produkcji dobrze funkcjonującego organizmu. To jest właściwa dawka na poprawę samopoczucia. Prof. Stefan Zgliczyński od 25 lat zajmuje się wpływem hormonów na nasz organizm. Zapewnia, że żaden z tych, które zostały w Polsce dopuszczone do sprzedaży w formie zażywanego preparatu, nie jest szkodliwy. Przykładem niepotrzebnego straszenia jest nagonka na witaminy. Były one hitem XX w., ale jednocześnie ostrzegano, że ich nadużywamy, a to nas wykończy. Nic takiego się nie stało, tak więc większy był pożytek niż strata. Tymczasem uzupełnianie hormonów jest bardziej logiczne niż łykanie witamin. Te ostatnie można uzupełnić odpowiednią dietą, w przypadku hormonów jest to niemożliwe. Prof. Zgliczyński nie jest zaniepokojony faktem, że małe dawki DHEA są sprzedawane bez recepty. W Polsce jest 11 mln osób po pięćdziesiątce. Gdyby każda z nich poszła do lekarza, badałaby poziom tego hormonu, byłoby to olbrzymim obciążeniem dla budżetu służby zdrowia. Także kobiety z objawami menopauzy nie muszą badać poziomu hormonów. Już małe

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2004, 2004

Kategorie: Zdrowie