Izydorczyk – bat na hejterów

Izydorczyk – bat na hejterów

Co się odwlecze, to nie uciecze? W styczniu 2020 r. w MSZ zafalowało, gdy Jacek Izydorczyk, ambasador RP w Tokio, skierował do prokuratury i Najwyższej Izby Kontroli „zawiadomienie o popełnieniu przestępstw przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków, poświadczeń nieprawdy, przeciwko ochronie informacji, tworzenia fałszywych dowodów oraz pomówień”.

Dodajmy, że w zawiadomieniu Izydorczyk wymienił aż ośmiu wysokich rangą urzędników MSZ. A głównym oskarżonym przez niego był ówczesny dyrektor generalny MSZ Andrzej Papierz. W tamtym czasie szara eminencja i główny kadrowiec polskiej dyplomacji.

O zawiadomieniu Izydorczyka pisał PRZEGLĄD, pisały inne media, m.in. Onet opisał wątek obyczajowy. „Odwiedzaliśmy najważniejszą świątynię w Kamakurze z oficjalną delegacją. Papierz zachował się skandalicznie, gdy po wejściu na teren świątyni należało dokonać symbolicznego obmycia wodą – opowiada Onetowi Izydorczyk. – Papierz podszedł do kadzi z wodą i zaczął symulować, że obmywa sobie genitalia. Radośnie przy tym rechotał. Towarzyszący mu ludzie z MSZ też się świetnie bawili. Zachowywali się jak gimnazjaliści na wycieczce. A Japończycy udawali, że tego nie widzą, bo nie wiedzieli, jak zareagować. Tak jak napisałem w zawiadomieniu do prokuratury: informowałem o tym incydencie szefa MSZ. Bez reakcji – dodaje”.

To było dwa i pół roku temu. I co dalej? NIK zawiadomienia Izydorczyka nie ruszyła. Prokuratura umorzyła.

W międzyczasie dwaj wiceministrowie, Marcin Przydacz i Paweł Jabłoński, w wywiadach w stacjach radiowych stwierdzili, że to, co napisał Izydorczyk do prokuratury, mija się z prawdą. Jabłoński mówił wręcz, że w tym zawiadomieniu jest „nie jedno, ale wiele kłamstw”.

Na te słowa zareagował Izydorczyk, kierując pozwy przeciwko nim do sądu. „Nie mogę udawać, że nic się nie dzieje, gdy publicznie mówią, że jestem oszustem!”, argumentował. Obie sprawy w sądzie zostały umorzone. Wniosek o kasację lub skargę nadzwyczajną złożyć może rzecznik praw obywatelskich – pytanie tylko, czy to zrobi. Bo na razie jest na etapie badania sprawy…

Czy ta opowieść oznacza, że były ambasador w Tokio został z niczym? Że machina państwa swoimi odmowami skutecznie sobie z nim poradziła? Niedawno spotkał go jeden z naszych znajomych, porozmawiali i z tej rozmowy wyłaniają się ciekawe rzeczy.

Po pierwsze, Izydorczyk nie rezygnuje z dociekania swoich praw. „Te sprawy przedawnią się po roku 2030, do tego czasu władza się zmieni i wtedy zobaczymy – mówi. – Innymi słowy, zakopywanie moich spraw gdzieś głęboko w szufladzie, udawanie, że ich nie ma, nic nie da. Mam wszystko udokumentowane. Decyzje prokuratorów, sędziów, ich podpisy, to nie zniknęło. Ja do tego wrócę. Paweł Jabłoński też niech się nie cieszy, bo będzie musiał wskazać, gdzie kłamałem, i to udowodnić. Nie jest zresztą tak, że odbijam się od ściany. Właśnie wygrałem sprawę z jednym z hejterów, który musiał mnie przeprosić. Wygrałem też sprawy o dostęp do informacji publicznej. I wygram kolejne”.

No to czekamy.

Wydanie: 23/2022

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy