Co się zdarzyło na Białorusi?

Co się zdarzyło na Białorusi?

Zacznijmy może tak – 16 lutego 2016 r. okazał się pechowy. Tego dnia minister Waszczykowski prezentował przed sejmową Komisją Spraw Zagranicznych kandydatury dwóch ambasadorów. Mówił, że są to kandydaci, których kieruje na kluczowe placówki, jedne z najważniejszych z punktu widzenia polskich interesów. Podkreślał, że to zawodowi dyplomaci, znający swój fach i przyszłe miejsce pracy. Specjaliści w swoich dziedzinach.

Pierwszy, Jarosław Starzyk, wysyłany na stanowisko ambasadora przy Unii Europejskiej, właśnie w sprawach UE się specjalizował, wcześniej pracował w Brukseli. Drugi to Konrad Pawlik. W latach 2014-2015 był podsekretarzem stanu w MSZ odpowiedzialnym za politykę wschodnią, polonijną i współpracę rozwojową. Wcześniej był dyrektorem Departamentu Wschodniego. Jako wiceminister opracował i wdrażał politykę stopniowej normalizacji naszych stosunków z reżimem Łukaszenki. Jeździł na Białoruś, spotykał się z oficjelami, z Polakami, znał tam prawie wszystkich. Rzeczą naturalną więc było, że Waszczykowski wysyłał go na Białoruś. Choć niekoniecznie naturalną dla PiS, bo przecież był ważną postacią w MSZ za czasów PO. Minister bronił go zatem, żartując, że on nie będzie dorzynać watahy.

Obaj, i Starzyk, i Pawlik, mieli bardzo dobre wystąpienia, po których posłowie zarówno z PiS, jak i z opozycji jednomyślnie zagłosowali za ich kandydaturami.

A teraz o pechu.

Starzyka już nie ma w Brukseli. Kilka miesięcy temu został zlustrowany przez IPN. Ogłoszono, że współpracował ze służbami specjalnymi PRL, więc podał się do dymisji. Do tej pory MSZ nie znalazło jego następcy. Placówką kieruje chargé d’affaires.

Konrad Pawlik co prawda jest jeszcze ambasadorem w Mińsku, ale pozostanie tam tylko do końca stycznia. Odwołany został zaraz po zaprzysiężeniu Jacka Czaputowicza na szefa MSZ. Mówiono wręcz, że to pierwsza decyzja nowego szefa. Chwilę później tę informację zdementowano, MSZ wyjaśniało, że decyzję o odwołaniu Pawlika podjął jeszcze Waszczykowski, ale nie zdążył jej ogłosić. Czaputowicz odziedziczył ją po poprzedniku. Głupio znęcać się nad ministrem, który dopiero zaczyna, ale przecież oczywiste jest, że gdyby uważał, że Pawlik powinien zostać w Mińsku, miał aż nadto czasu, by decyzję Waszczykowskiego (jeżeli taka była) wycofać. A jednak tego nie zrobił, więc to on firmuje odwołanie ambasadora.

Skąd ta decyzja? Oficjalne powody są miałkie. Pawlik był w konflikcie ze Związkiem Polaków na Białorusi, tym zdelegalizowanym, kierowanym przez Andżelikę Borys. Działacze związku uważali, że o nich zapomina, że w kontaktach z władzami Białorusi nie występuje w ich obronie. Atakowano go również za to, że w jednym z wywiadów powiedział, że Kartę Polaka ma 100 tys. Białorusinów. Czyli nazwał Polaków mieszkających na Białorusi Białorusinami. Fakt – bardzo niezręczna to wypowiedź. Ale czy zasługująca na dymisję?

Na razie cieszą się z odwołania Pawlika przedstawiciele środowisk kresowych, bliskich Antoniemu Macierewiczowi. I Janowi Parysowi, którego Jacek Czaputowicz pozostawił na stanowisku szefa gabinetu politycznego ministra. Jest to jakiś trop.

Wydanie: 4/2018

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy