Druga twarz Greya

Druga twarz Greya

O Robercie Greyu już w tym miejscu pisaliśmy parę tygodni temu, dziwiąc się jego karierze i awansom. I stało się…

Sprawa Roberta Greya jest i straszna, i śmieszna.

Straszna – bo okazało się, że wiceministrem spraw zagranicznych był obywatel USA, do tego podejrzewany o związki z CIA. I polskie państwo odkrywało przed nim swoje tajemnice. Śmieszna – bo śmieszne są głosy oburzenia publicystów i polityków na ten stan rzeczy na polskiej prawicy.

Po pierwsze, Grey podobno zataił przed ministrem Waszczykowskim, że współpracuje z CIA. Przepraszam, to miał sobie przyczepić do marynarki plakietkę, że jest z Langley? Tajna służba polega chyba na tym, że jest tajna. On sam zresztą tej współpracy zaprzecza, grożąc sądem każdemu, kto jego „czystość” zakwestionuje. Słusznie – bo jak mu to udowodnić? Tylko że w całej sprawie nie chodzi już o „twarde” dowody…

Po drugie, co też nagle się stało polskiej prawicy, że gorszy się tym, że wiceminister mógłby być współpracownikiem CIA? Kukliński był i jest za to honorowany. Czego więc chcieć od nieszczęsnego Greya?

Po trzecie, śmieszy sam minister Waszczykowski, który w całej sprawie zachowuje się, jakby przywieźli go z powiatu. Twierdzi np., że powołał Greya na stanowisko wiceministra, bo to Polak i fachowiec.

No, nie za bardzo Polak. Wprawdzie urodził się w Rawie Mazowieckiej jako Robert Grygiełko, ale od 13. roku życia mieszka w USA, wyjechał tam z rodzicami i ma amerykańskie obywatelstwo. Nie jest zatem Polakiem, tylko Amerykaninem w Polsce urodzonym. Do roku 2010 pracował zresztą dla amerykańskich firm i instytucji.

Po czwarte, ludzie w MSZ mają nosa do służb specjalnych, bardzo więc dziwne by było, gdyby Witold Waszczykowski nawet nie przypuszczał, gdzie Grey mógłby być zatrudniony. W zasadzie na 100% musiał założyć, że człowiek może mieć coś wspólnego z CIA. Dlaczego zatem powołał go na stanowisko wiceministra?

Może chciał się przypodobać Amerykanom? Zagrać na zasadzie: no, Departament Stanu nas krytykuje, ale CIA będzie nas chwalić. Jeżeli tak, to zafrymarczył Polską. I zafrymarczył interesami Polski, bo awansując Greya (który wcześniej był jego doradcą w gabinecie politycznym), elegancko rzucił go na grill przed całym światem.

Dodajmy do tego jeszcze jedno – Grey jest w Polsce od paru lat, ale zdążył już popracować przy organizacji Forum Ekonomicznego w Krynicy, był także doradcą Bumaru. W tejże firmie (dziś Polska Grupa Zbrojeniowa) na stanowisku dyrektora biura etyki i procedur antykorupcyjnych pracuje jego żona. Czy takie stanowisko nie daje możliwości zajrzenia każdemu pracownikowi praktycznie we wszystko, zwłaszcza tym na kluczowych stanowiskach?

Oto więc piękna pożywka dla fanów teorii spiskowych. Kto kontroluje naszą politykę zagraniczną i naszą zbrojeniówkę? Ma wgląd we wszystko, co ważne? Robert G. i jego żona.

A jeżeli krążymy wokół służb specjalnych, tych naszych – wygląda na to, że Waszczykowski na nich się potknął. Bo one najpierw nie ostrzegły go przed konsekwencjami awansu Greya, a potem dyskretnie wystawiły mediom.

Miłej zabawy, panowie.

Wydanie: 49/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany
Tagi: Robert Grey

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy