Tajemnicza pani Ć.

Tajemnicza pani Ć.

Nie tak dawno, jeszcze w lipcu, sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych zaakceptowała kandydaturę Jarosława Domańskiego na stanowisko ambasadora w Iranie. Niby nic, ale bardziej pamiętliwi zaczęli sobie przypominać – jakże to tak, przecież w październiku 2015 r., na zakończenie poprzedniej kadencji Sejmu, kilkanaście dni przed wyborami, przegłosowano kandydaturę Barbary Ćwioro na ambasadora w Iranie. Co więc się stało? Czyżby, jak wielu ambasadorów, została odwołana po kilkunastu miesiącach pracy? Otóż nie. Wręcz przeciwnie. Barbara Ćwioro ma się jak najlepiej.

Wróćmy do 8 października 2015 r., do posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych. Barbara Ćwioro została tam przedstawiona jako absolwentka orientalistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, która w roku 2002 odbyła staż w ambasadzie RP w Teheranie. Potem, w latach 2005-2008, „była zatrudniona w sekretariacie ministra na stanowisku asystenta podsekretarza stanu odpowiedzialnego za relacje dwu- i wielostronne z państwami pozaeuropejskimi oraz za politykę bezpieczeństwa w ramach NATO i OBWE, problematykę ONZ, negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej. Uczestniczyła w pracach zespołu ds. Iranu”.

Później pracowała m.in. w Departamencie Unii Europejskiej MSZ.

Podczas obrad komisji wywiązała się dyskusja między posłami, bo jeden z nich, John Godson, zapytał wprost: „Po pierwsze, pani ma 39 lat. Mówimy o regionie, w którym szacunek dla wieku ma istotne znaczenie. Po drugie, przepraszam, nie chciałbym, żeby zabrzmiało to seksistowsko, ale pani jest kobietą. Czy pani, jako młoda kobieta, będzie skuteczna jako ambasador?”.

Te słowa wywołały furię u przedstawiciela PiS, czyli Witolda Waszczykowskiego, który natychmiast replikował: „Nie wiedziałem, że kiedy przechodzi się do PSL, to »odjeżdża się« z inteligencją, panie pośle. Tak wyglądają dziś kobiety w Iranie. Poza tym, że noszą chusty, wyglądają jak na całym świecie. Wiceprezydent Iranu jest kobietą. Jest wiele kobiet w parlamencie. Są ministrami, zaczynają pojawiać się w roli ambasadorów. Kilkanaście do 20% kobiet pracuje, a nawet prowadzi własny biznes. Ten zarzut jest bezsensowny. Wynika z pozycji ignoranta”.

Skąd ta pełna emocji obrona? Oto kilka słów wyjaśnienia. Kiedy Barbara Ćwioro przyjechała do ambasady do Teheranu na staż, szefem tej placówki był Witold Waszczykowski. A gdy była asystentem podsekretarza stanu odpowiedzialnego „za politykę bezpieczeństwa w ramach NATO i OBWE, negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej”, był nim również Witold Waszczykowski.

Barbara Ćwioro przez trzy lata była jego asystentką. A to, że Waszczykowski był szczególnie do niej przywiązany, potwierdza informacja „Newsweeka” z tamtego czasu. Otóż w sprawie Ćwioro doszło do dealu ówczesnego szefa MSZ Grzegorza Schetyny z ówczesnym posłem PiS. Innymi słowy, Waszczykowski wychodził dla niej u Schetyny placówkę.

A potem, po wyborach, okazało się, że pani Ćwioro z wyjazdu zrezygnowała. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – widzimy ją dziś na stanowisku dyrektora Departamentu Polityki Europejskiej. I, jak się popatrzy na strukturę MSZ, jest to dyrektor wyjątkowo uprzywilejowany. Struktura organizacyjna ministerstwa zakłada, że departamenty podlegają wiceministrom, oni tematycznie koordynują dane obszary. Ale jest jeden wyjątek – Departament Polityki Europejskiej podlega bezpośrednio szefowi MSZ. Innymi słowy, Barbara Ćwioro podlega tylko ministrowi Waszczykowskiemu i nikomu innemu.

To jest celowe. Minister miał mówić, że musi mieć w MSZ kogoś, komu mógłby ufać. To z nią omawia ważne sprawy, to do niej kierowana jest często korespondencja z innych departamentów, to ona może wejść do ministra, kiedy chce. Pani Ćwioro przesiaduje więc w pracy do późna w nocy, bo jest osobą pracowitą. Lub inaczej – pracowitością próbuje nadrobić braki w innych dziedzinach. Nie ma co się oszukiwać, departament europejski z reguły był kierowany przez nietuzinkowych dyplomatów, zawsze był jednym z najsilniejszych w MSZ, a panią Barbarę, na razie, trudno byłoby do tej grupy zaliczyć.

A co z Iranem? W 2015 r. słusznie zastanawiano się nad zmianą ambasadora, bo dotychczasowy, Juliusz Gojło, kierował placówką w Teheranie od 2011 r. Nadchodził więc naturalny czas jego powrotu do kraju. Ale po tym jak Barbara Ćwioro została w Warszawie, pobyt „starego” ambasadora został przedłużony. I dopiero teraz znaleziono mu następcę. Dlaczego trwało to tak długo? Czyżby minister trzymał dla pani Ćwioro ambasadę, tak na wszelki wypadek? Jeżeli tak, to dobrze wyszło, bo Juliusz Gojło był dobrym ambasadorem. Choć śmiesznie – bo jest absolwentem MGIMO, więc dla PiS trędowatym. Tymczasem minister go krył…

Hmm, skoro teraz odpuścił Teheran, jakie plany to sygnalizuje? Przechodzimy w sferę spekulacji – minister miał obiecać pani Ćwioro stanowisko podsekretarza stanu, jeśli przetrwa i się wzmocni. Jeśli nie – to stanowisko ambasadora w Pradze. Albo jeżeli on pojedzie do Nowego Jorku jako ambasador w ONZ, ona też tam pojedzie jako jego zastępczyni.

I tego ostatniego im życzymy, dla dobra Polski, MSZ i ich samych.

Wydanie: 31/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy