Każde miasto ma takie osiedla, gdzie przyspieszamy kroku. Za strachu przed naszymi dziećmi Kopsniemy się do kościoła pośmiać się z ludzi? Frajerzy, w Boga, k… wierzą – Dawid, niski chłopak w czarnym dresie Adidasa, rocznik ’89, nie jest frajerem. – Jakby Bóg dał ukraść więcej kapuchy, tobym uwierzył. „Cipą” też nie jest. – Kto cipa, ten dostanie. – Za co? – Za darmo rzadko. Za to, jak patrzy, za to, że chodzi jak kozaczek albo wygląda jak pedał. Ostatnią salówę (bójkę) miał wczoraj. – Gość się przypucował i pojechał po mojej matce. Możesz się przypluć do mnie, frajerze, ale nikt nie ma prawa jechać na moją rodzinę. Nikt – syczy. Ciepło, jakby innym językiem, mówi tylko o matce. Dawid jest liderem zgrai. Powoli zbiera się na warszawskiej Pradze Północ. Zaczyna się szwendanie. Na odrapanym kwadracie sąsiedniego podwórka Dawid gwiżdże na Łysego. – Co ty, k… Łysy, taki jakiś? Łysy dopiero wstał. Większość ma lekko zapuchnięte oczy. Mówią, że od spania do południa. Są podobni do siebie. Plują też w ten sam sposób. Splunięcie jest jak kropka po każdym zdaniu. Spieszą się, choć nie ma większego sensu to włóczenie. Mają umiejętność nakręcania się byle czym. Można na przykład dla jaj wytrzepać Toi Toi, do którego wszedł człowiek. Oblał się moczem, zirytował i było fajnie. Znają każdy zakamarek. Te kilka ulic to ich teren, który trzeba mieć pod kontrolą. Zbywają mnie półsłówkami, bo oprócz szpanerów, frajerów i słabych cip nie lubią psychologizowania i głupich pytań o życie. Za darmo nie chcą gadać. – Za darmo to można się powiesić – ucina Dawid. Za fajki i trochę płyt to tak. – Mów normalnie o robocie: zaj… nie ukraść – poprawia Dawida małolat w przybrudzonym dresie. Szybko można się nauczyć ich języka. Mają niewielki zasób słów. – Normalnie, idzie babka, pytasz o godzinę i jeb… torebkę. Na wyrwę to dziś najlepszy zarób. Byle co się pier… i się sprzedaje. Na radia się już nie chodzi. Czasem się zaj… licznik rowerowy. A co psy zrobią? Do 13. roku jestem dzieckiem. Najwyżej powiedzą: popraw się i ch… – małolat syczy z satysfakcją. Ale Dawid przybastował (uspokoił się), aż skończy gimnazjum. – Skończę i ch… Jeb… w dupę. Nie będę jeździł na składaku z koszykiem z przodu, kupię samochód i będę kradł. Pokradnę se trochę, zarobię, może pójdę do roboty? Na razie z gimnazjum wyrzucili go za ściąganie haraczy od lamusów. – Po 30 zł hajsu brałem. Za co? Za oddychanie. Mało jest cip? Ciągle przylepia się do nas jakaś zgraja kilkulatków wybiegających z zapadlisk podwórek. – Znów lezie łajza. Ruda jeb… w dupę społeczniczka, pół k… resztę drania – Dawid nienawidzi społeczników. Tylko siedzą w oknach, czają, czy coś się nie dzieje, i dzwonią na psy. – Trzeba k… złapać i skopać raz, a dobrze. Albo ta Wanda, kujon. Siedzi z tą książką i się buja. Gdyby jej matka była społecznikiem, tobym ją dawno wziął do piwnicy. Dużo się dzieje na Pradze. Robimy zakręt z powrotem. Dalej nie chcą iść. Wiedzą, co się dzieje z obcymi w ich dzielnicy. Cześć, Tomek Na piaskownicy przy ul. Brudnowskiej leżą lalki. Karol zawsze zagląda lalkom pod spódnice. Już tak ma. Rocznik 90., ale wygląda na starszego. Głos też ma dorosły. Taki zdecydowany. I swoje sądy. Ojciec zmarł Karolowi rok temu. Wtedy był w kościele nie po to, by robić zlewkę z ludzi. Ale nie płakał. I tak byli z matką po rozwodzie. – Dla ciebie to przerażenie, te rudery, nie – patrzy w brudne okna. – Raz też miałem taką jazdę, jak wróciłem z wakacji. Faktycznie się przydołowałem, że taka kamienica jest. Ale jak się tu jest 24 ha, tego nie widać… Gdy Tomek Szczepański, pedagog uliczny ze Stowarzyszenia Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej, przychodzi na kwadrat podwórka na Pradze, kuca. Ważne jest, żeby nie być od nich wyżej. Na początku funduje McDonalda albo basen. Czasem przeklnie. Jest w ich świecie i nie ma na nic wpływu. Jak etnograf. Sprawdzają, ile wytrzyma. Schowają telefon, kopną, ubliżą. Wraca na drugi dzień
Tagi:
Edyta Gietka







