Jak lewicowy wyborca ocenia dwa lata prezydentury Bronisława Komorowskiego?

Jak lewicowy wyborca ocenia dwa lata prezydentury Bronisława Komorowskiego?

Krzysztof Gawkowski,
sekretarz generalny SLD
Dwa lata prezydenta Bronisława Komorowskiego najłatwiej chyba skwitować dwoma słowami – prezydentura salonowa. Oczywiście znacznie się różniąca pod względem dostojności i spokoju od prezydentury poprzednika, a z drugiej strony, nienasycona żadnym tematem przewodnim, z którym można by ją identyfikować. Mam wrażenie, że prezydent skupił się na przygotowaniu gruntu pod swoją kolejną elekcję, a wszystko inne dzieje się jakby przy okazji. Co prawda, w liczbach nie jest najgorzej, bo podpisał 400 ustaw, do Sejmu trafiło osiem projektów ustaw jego autorstwa, złożył ponad 45 wizyt zagranicznych i ułaskawił ponad 170 osób, ale zawiódł w kluczowej sprawie, podpisując ustawę dotyczącą reformy emerytalnej, forsowanej przez rząd PO-PSL.

Michał Syska,
działacz lewicy, dyrektor Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a
Doceniam spokojny styl prezydentury, czym Bronisław Komorowski na pewno się różni od poprzednika, z drugiej strony, na pewno lewicowemu wyborcy nie podobają się niektóre decyzje polityczne, jak podpisanie ustawy o przedłużeniu wieku emerytalnego, próby ograniczania wolności zgromadzeń i różne inne projekty, które są niezrozumiałe, jak postulat własnej tarczy antyrakietowej. Trzecią kwestią są wpadki prezydenta, kiedy on sam tłumaczy różne sprawy, powołując się na swoją pasję łowiecką, a innym razem używa metafor ocierających się o seksizm.

Prof. Jerzy Kochan,
filozofia kultury, Uniwersytet Szczeciński
Prezydentura Bronisława Komorowskiego jest spokojną stabilizacją neoliberalnej Polski i państwa wyznaniowego. Neoliberalną politykę robi rząd. O państwo wyznaniowe dba Kościół katolicki. Prezydentowi pozostaje niewiele do roboty. Przyklepuje wszystko i łagodzi kanty. Próbuje się nam wmówić, że jest różnica między premierem a prezydentem. Wszyscy dziennikarze poszukują tych różnic! Na próżno. Podpowiem: prezydent ma wąsy. Konflikt Tusk kontra Kaczyński jakoś rozładowywał emocje. Domknięcie panowania PO Komorowskim sprawia, że garnek przykryty taką pokrywką może wybuchnąć. Na razie wszystko gnije i się stacza. A kryzys nadchodzi wielkimi krokami. Gdyby Leszek Miller był odważną lewicą, to on by zastąpił Komorowskiego w najbliższych wyborach.

Katarzyna Piekarska,
SLD
Jest to prezydentura skrojona na miarę przepisów konstytucyjnych. Niewątpliwie spokojna i widać, że Polakom przypadła do gustu, bo ma najwyższy stopień zaufania. Dwa lata to była rozgrzewka przed półmetkiem, rozstrzygająca będzie druga część prezydentury. Oczywiście nie jest to prezydent wybrany przez środowisko lewicowe, bo to osoba o poglądach konserwatywno-prawicowych, czego zresztą nie kryje. Nie oczekiwałam, że zajmie się sprawami mniejszości, związkami partnerskimi itd., więc całkiem ważnym problemem jest to, kto po stronie lewicy za trzy lata powalczy o to stanowisko z Komorowskim. Takie działania powinny się zacząć już teraz, aby wyłonić kandydata zjednoczonej lewicy, który podjąłby równorzędną walkę w drugiej turze. A mówiąc pół żartem, pół serio – cieszę się, że prezydent zgodnie z obietnicą odwiesił strzelbę na kołek. Może tak już mu zostanie i jeśli kiedyś jeszcze będzie chodził na polowania, to tylko z aparatem fotograficznym.

Prof. Jacek Raciborski,
socjolog, Uniwersytet Warszawski
Można o to zapytać lewicowego wyborcę, ale to kosztowne. Intuicja w tej sprawie nie powinna zawieść. Zatem lewicowy wyborca jest pogodzony z prezydenturą Bronisława Komorowskiego. Odnajduje podobieństwa do stylu sprawowania urzędu prezydenta, określonego przez Aleksandra Kwaśniewskiego (większe, niż są w rzeczywistości), odpowiada mu też koncyliacyjne nastawienie prezydenta Komorowskiego. Nie wnika w treść tej prezydentury, która jest raczej mieszczańska i narodowa, co najwyżej solidarystyczna, a nie lewicowa. Lewicowy wyborca w Polsce jest dość konserwatywny w sferze obyczajowej, tak iż nawet w tej kwestii nie ma przepaści między nim a prezydentem.

Prof. Andrzej Mencwel,
kulturoznawca, Uniwersytet Warszawski
Największą zaletą Bronisława Komorowskiego jako prezydenta jest to, że przynosi spokój. Kiedy budzę się rano w tym dziwnym świecie, w którym wszystko może się zdarzyć (wojna, krach, zamieszki), wiem, że nasz prezydent zachowa się godnie, a w złu do dobrego się przyczyni. Pewnie dlatego cieszy się wysokim społecznym zaufaniem. Można powiedzieć, że po to właśnie mamy prezydenturę, która trafiła na właściwą osobę. Rysą na tym wizerunku jest kwestia ustawy o zgromadzeniach. Prezydent jest najwyższym reprezentantem obywateli, a nie administracji. I powinien limitować administracyjne zapędy, a nie swobody obywatelskie. Polską rządzi tzw. klasa polityczna, czyli konglomerat partyjno-finansowo-medialny, na poziomie nie tylko centralnym, lecz także lokalnym. Właśnie czytam w „Tygodniku Ostrołęckim”, jak kilkudziesięciu partyjniaków (każdej maści) wraz z pociotkami obsadziło lepsze intraty i etaty. Ostrołęka jest przykładem, a nie wyjątkiem. Proszę sobie teraz wyobrazić, jak oni zezwalają na manifestację przeciw „onym”.

Leszek Lachowiecki,
publicysta, „Forum Klubowe”
Prezydent jest osobą tradycjonalną, trochę archaiczną. Stworzył wizerunek mający sporo z polskiego szlachciury, w jego postępowaniu i myśleniu widoczny jest paternalizm. Próba skupienia wokół siebie wszystkich bez względu na różnice jest godna szacunku, ale może przyjąć tylko formę fasadowo-ceremonialną, a rzeczywiste problemy pozostają poza jego zasięgiem. Prezydentura jest pozytywna, dobrze się prezentuje przy różnych okazjach, ale gorzej jest ze stroną kreacyjną, choć prezydent ma możliwości inicjatywy ustawodawczej, ma instrument weta. Gdy chodzi o bardziej kontrowersyjne poczynania rządu, uderzające w wiele grup społecznych, prezydent jest tylko przedłużeniem rządowego ramienia. Na pewno nie jest prezydentem lewicy. Nawet nie ma takich ambicji.

Notował Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 34/2012

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy