Jak przekonać ludzi, by wzięli udział w wyborach samorządowych?

Jak przekonać ludzi, by wzięli udział w wyborach samorządowych?

Dariusz Klimaszewski,
kandydat do Rady m.st. Warszawy z okręgu Targówek, Rembertów, Wawer, Wesoła, lista nr 6 – Koalicyjny Komitet Wyborczy SLD Lewica Razem, poz. 1

Mówię po prostu, co zrobiłem jako radny po prawej stronie Warszawy, gdzie są jeszcze spore zaniedbania. Mówię, jak skuteczny byłem, co konkretnego dla mieszkańców załatwiłem i że ważne jest nie „pochodzenie polityczne” radnego, ale jego aktywność i zrozumienie interesów obywateli. Byłem np. współautorem przepisu o bezpłatnym przewożeniu środkami komunikacji miejskiej rowerów i wózków. Udało się, choć poprzednio trzeba było mieć osobny bilet. Na mój wniosek powstała ścieżka rowerowa wzdłuż Radzymina, przyczyniłem się do organizacji zawodów piłkarskich i zapaśniczych, inicjowałem bezpłatne porady prawne dla mieszkańców. Wcześniej zgłaszałem inicjatywę, by doszło do spotkania władz czterech dzielnic leżących na trasie II linii metra w sprawie poparcia dla tej inwestycji i koordynacji działań. Dobrze, jeśli radny pamięta o mieszkańcach nie tylko przy okazji kampanii wyborczej. W kończącej się kadencji nie byłem członkiem rady, ale wielu ludzi pamięta, co robiłem wcześniej, i zgłosiło się do mnie, zapewniając o swoim poparciu w wyborach.

Henryk Makarewicz,
kandydat do Sejmiku Województwa Lubelskiego z Białej Podlaskiej, lista nr 1 – Krajowy Komitet Wyborczy PSL, poz. 5

Po pierwsze, kandydatów na radnych nie można przywozić w teczkach z Warszawy, a to, niestety, wciąż się dzieje. Kandydaci powinni być związani ze swoim środowiskiem poprzez pracę, miejsce zamieszkania i aktywność obywatelską. Nie wolno sterować małymi ojczyznami z wyżyn warszawskich salonów. Po drugie, kandydaci na samorządowców muszą się czuć częścią swojego środowiska poprzez wyrażanie jego potrzeb na co dzień, a nie uaktywniać się tylko w czasie kampanii wyborczej, obiecując przy tym gruszki na wierzbie. I po trzecie, mniej w kampanii wyborczej polityki, a więcej konkretnych i realnych propozycji rozwiązania problemów lokalnych, by ułatwić wyborcom codzienne funkcjonowanie. Reasumując, kandydat na radnego musi być związany ze swoim środowiskiem, a ono z nim poprzez współprzeżywanie, współrozumienie i współartykułowanie ludzkich potrzeb i aspiracji. Ludzie pójdą do wyborów, jeśli uznają, że są one nie etapem w drodze do przyszłej, często dramatycznej kariery politycznej tego czy innego kandydata, lecz szansą na rozwiązanie lokalnych problemów. Ale do tego wciąż daleko.

Paulina Piechna-Więckiewicz,
wiceprzewodnicząca SLD, kandydatka do Rady m.st. Warszawy z Mokotowa, lista nr 6 – KKW SLD Lewica Razem, poz. 1

Mówię, że mają wpływ na to, co się dzieje w ich otoczeniu, w lokalnej społeczności, że w ten sposób mogą sprawdzić polityków, nagrodzić tych, którzy czegoś dokonali, albo powiedzieć: nie poprę tej pani lub tego pana, bo niczego dla nas nie zrobili. Nie warto marnować swojego głosu, wybory to nasz obywatelski obowiązek, jeśli czujemy się częścią wspólnoty lokalnej. Taką mam receptę i staram się z niej logicznie korzystać.

Małgorzata Żuber-Zielicz,
kandydatka do Rady m.st. Warszawy z Woli, lista nr 4 – Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP, poz. 3

Gdy się rozmawia z różnymi ludźmi, to wychodzi, że chętnie będą głosowali na kogoś, kogo znają z imienia i nazwiska, kto coś dla nich zrobił i mogą mu zaufać. Trzeba więc promować osoby z jakimś dorobkiem społecznym, które gwarantują, że nie będzie przysłowiowych gruszek na wierzbie. Dostrzegam, że nie budzą już zaufania wielkie twarze na billboardach i zdjęcia powieszone na słupach, lepiej, gdy kandydat przychodzi do ludzi, bezpośrednio się z nimi spotyka, rozmawia. Skuteczna jest kampania bezpośrednia, chodzenie od drzwi do drzwi. Oczywiście inaczej to wygląda w wielkim mieście, a inaczej w małym lub na wsi. W Warszawie, gdzie jest wiele osiedli zamkniętych, nie można tak po prostu chodzić i rozmawiać. A i drzwi nie zawsze się otwierają, bo niejedna babcia sądzi, że to kolejny fałszywy wnuczek.

Edward Brzostowski,
kandydat do Sejmiku Województwa Podkarpackiego, lista nr 6 – KKW SLD Lewica Razem, poz. 1

Napisałem list do wyborców, że udział w wyborach jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela. Jeśli się z tego rezygnuje i nie uczestniczy w życiu społeczności, to tak jakby ślepo oddawało się swoje życie w cudze ręce. Ale wtedy nie można narzekać, że władza jest zła, bo w ten sposób świadczy się przeciwko sobie. List ten opublikowałem w kilku lokalnych mediach, gazecie „Wiadomości Dębickie” i na stronach internetowych. W liście odniosłem się też do lokalnych problemów, a przede wszystkim do destrukcyjnej działalności PiS na naszym terenie i do upadku pierwszej w powojennej historii spółki akcyjnej – Igloopolu, co pociągnęło za sobą utratę kilkunastu tysięcy miejsc pracy.

Celina Szarek,
kandydatka na wójta w Raszynie, Komitet Wyborczy Wyborców Celiny Szarek „Samorząd dla mieszkańców”

Warto przywrócić relacje między ludźmi i uświadomić, że to nie wąska grupka rządzi, ale nad strategią rozwoju gminy radzimy wspólnie. Raszyn, choć tak blisko Warszawy, długo nie miał kanalizacji ani dobrych dróg, pieniędzy z funduszy europejskich zdobyliśmy niewiele. Zrobiliśmy więc ankietę, którą rozesłaliśmy do mieszkańców, aby wymienili, jakie ich zdaniem są najpilniejsze potrzeby, na co spożytkować przyszły budżet gminy. To była pierwsza taka inicjatywa. Wróciło do nas zaledwie 10% ankiet, ale już z tego można było się zorientować, co jest najważniejsze. Chcemy pokazać, że ten samorząd będzie się kierował głosami obywateli, że budżet stworzymy wspólnie. Jak sądzę, udało się nam przekonać wielu starszych mieszkańców, dotarliśmy do nich np. przez kluby seniora, ale z młodymi jest większy kłopot. Oni nie chcieli głosować. Trzeba jakoś znaleźć do nich drogę, wykorzystać naturalny entuzjazm.

Stanisław Początek,
burmistrz Dąbrowy Tarnowskiej, ponownie kandyduje na stanowisko burmistrza, Komitet Wyborczy Wyborców Wspólnota Samorządu Powiśla Dąbrowskiego

Ważne jest nie to, co robimy i mówimy tydzień przed wyborami, ale to, z czym mamy do czynienia stale. Jestem burmistrzem już piątą kadencję, czyli ponad 20 lat. Rozmów z mieszkańcami było więc wiele i zawsze starałem się im uzmysłowić, że mają wielki wpływ na to, kto sprawuje funkcję burmistrza i radnego. Siła kartki wyborczej jest duża, nie wypada więc mówić: „Oni i tak to załatwią po swojemu”, bo to tylko powód do narzekania dla wielu osób. Frekwencja w wyborach samorządowych u nas nie jest rekordowa – wynosi 50-54%, ale coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że przez to głosowanie można o czymś ważnym stanowić. W ten sposób zmienia się przecież oblicze naszej małej ojczyzny. Powstaje konsensus co do planów na przyszłe lata, ale jest też rozliczenie po każdej zakończonej kadencji. Jeśli uczciwie się przedstawi, co się udało, a co nie, to rodzi się zaufanie.

Anna Grygierek,
burmistrz Strumienia, ponownie kandyduje na stanowisko burmistrza, Komitet Wyborczy Wyborców Anny Grygierek

Uważam, że mieszkańcy biorący udział w wyborach współdecydują o przyszłości własnej gminy. Wybór to nasze prawo i sukces wywalczonej 25 lat temu wolności. Warto oddać głos, bo to on zmienia naszą codzienność. Z jednej strony, poprzez głosowanie można dokonać oceny władz, z drugiej – ofiarować swój kredyt zaufania ludziom pracującym na rzecz społeczności.

Wydanie: 46/2014

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy