Jak się zmieni scena polityczna po katastrofie?

Jak się zmieni scena polityczna po katastrofie?

Prof. Roman Bäcker, politolog, UMK
Z pierwszych sondaży opinii publicznej wynika, że generalnie nie powinno być wielkich zmian w poparciu dla poszczególnych partii, ale wiele zależy od postawy kierownictw ugrupowań opozycyjnych. Jeśli np. PiS przyjmie retorykę konfliktu i taktykę wojenną, może szybko utracić część poparcia, jeśli jednak będzie poszukiwało wspólnych wartości, to niewątpliwie ma szanse na znaczne powiększenie elektoratu. Z pierwszych obserwacji wynika, że jednak ta pierwsza strategia jest bardziej prawdopodobna. Świadczy o tym ton publikacji Radia Maryja, który nawet w czasie żałoby narodowej nie wskazywał na chęć porozumienia ponad podziałami. Jak będzie rzeczywiście, rozstrzygnie postawa Jarosława Kaczyńskiego. Z kolei jeśli kandydat SLD nie zostanie wyłoniony, to ta partia przestanie istnieć na scenie politycznej. W przypadku PO mamy do czynienia z wieloma drobniejszymi kwestiami, np. jaki powinien być wizerunek Bronisława Komorowskiego i jak powinien się zachowywać jako pełniący obowiązki prezydent. Z pewnością to, co robi, będzie stale konfrontowane z wyidealizowanym wizerunkiem prezydenta, jak i z tym, co robił Lech Kaczyński, będąc prezydentem.

Dr Bartłomiej Biskup, marketing polityczny, UW
Na pewno scena się zmieni, bo mamy zupełnie inne wybory prezydenckie, inni będą kandydaci, będzie ich mniej niż zazwyczaj. Trudno powiedzieć, jak zachowają się wyborcy. Mogą zadziałać dwojako – albo głosować gremialnie, albo frekwencja będzie zanikająca. Tego nie sposób przewidzieć. Wiele zależy od tego, czy kampania będzie przebiegać w duchu pojednania i popierania wspólnych kandydatów, czy też zgodnie z istotą polityki, w duchu walki. Nie wiadomo, jak się pozbierają PiS i SLD. Moment na wybory nie jest najlepszy, ale innego wyjścia nie ma. Wyborcy i tak podejmą decyzje emocjonalne.

Dr Jerzy Głuszyński, dyrektor Instytutu Badania Opinii i Rynku „Pentor”
Katastrofa dotknęła pełną reprezentację elity politycznej, choć nie po równo. Wszyscy czekają na raport o przyczynach katastrofy, ale on będzie dużo później i dlatego rodzą się próby odpowiedzi na wiele pytań. Ujawniło się też „telewizyjne oblicze społeczeństwa” i przeciętny odbiorca może mieć wrażenie, że to była „cała Polska”. Przestrzegałbym wszystkich, którzy już mają gotową odpowiedź i twierdzą np., że Jarosław Kaczyński ma pewną wygraną w pierwszej turze. W sytuacjach skrajnych jest okazja do oceny ludzi w innych rolach, a maniera krytykowania marszałka Komorowskiego jest tego przykładem. Tymczasem proces, który dopiero się zaczął, buduje postacie pierwszoplanowe. Donald Tusk jako lider może się jeszcze umocnić, bo nic nie wskazuje, by coś go osłabiło. Siła jego osobowości staje się wyrazistsza. Jest to coś w rodzaju resetu, po którym scena nie będzie taka sama jak przedtem, może być gorsza, ale jest nadzieja, że stanie się lepsza. Śmierć zrównała w tym miejscu wszystkich i postawiła na pierwszym planie ideę służby publicznej, ale nie łudźmy się, że w czasie tych dwóch dekad jedni stali się świętsi od drugich. Zbyt pochopne decyzje mogą zatem być bumerangowe.

Prof. Adam Koseski, rektor Akademii Humanistycznej w Pułtusku
Będą turbulencje i powracające fale różnych akcji, których byśmy już sobie nie życzyli po 20 latach dochodzenia do pełnej demokracji. Tym czynnikiem antagonizującym scenę polityczną będą wybory prezydenckie przeprowadzone szybko po dramacie. Pytanie, kto weźmie w nich udział. Zmarły prezydent był człowiekiem dobrego serca, ale nie był mężem stanu, a w jeszcze mniejszym stopniu jest nim Jarosław Kaczyński. Gdyby został prezydentem, powiększyłby tylko chaos i dezorganizację sceny politycznej. Nie bardzo wierzę, że tak się stanie, i dlatego dziwi mnie, że nawet wybitni uczeni zaangażowali się w jego wybór, zanim jeszcze sam coś powiedział na ten temat. Jeśli Platforma nie popełni żadnego błędu, a nie popełniła ich w sytuacji tak dramatycznej, to szanse jej kandydata zostaną i ten układ powinien się utrzymać. Jednak sytuacja po śmierci Lecha Kaczyńskiego zmieniła się tak radykalnie, że możliwe jest wszystko. Zapowiadają się walki o KRRiTV, obsadę NBP, IPN itd. i tylko dzięki praktyce wszystko się niebawem wyjaśni.

Dr Anna Pacześniak, politolog, UWr
Moim zdaniem scena zabetonuje się jeszcze bardziej i nie odejdziemy od systemu monopartii. Znów wracamy do starej retoryki. Na razie sondaże pokazują, że np. SLD stracił tylko
1 punkt, jeśli więc liczy, że teraz stanie się trzecią siłą, to ja tego nie widzę. Nie ma wyrazistego kandydata ani jasnego programu, nie jest też w stanie grać na strunach patriotycznych. Liczyć się będą tylko klasyczny patriotyzm narodowowyzwoleńczy PiS i pozytywistycznie nowoczesny PO. Jeśli wokół tego skupi się kampania, to nie będzie już nic do dodania.
10 kwietnia to nie był koniec świata, ale SLD musi coś zrobić, aby lewicowi wyborcy nie zostali w domach ani nie przenieśli poparcia na inne ugrupowania.

Wydanie: 17/2010

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy