Rozdziobią nas kruki, wrony…

Rozdziobią nas kruki, wrony…

Wszystko sprzysięgło się przeciw nam. Dawni zaborcy nadal dybią na naszą niepodległość. Niemcy uprawiają na nas nową formę ludobójstwa. Eksperymentują na naszych polskich zarodkach! Na szczęście wykrył to minister Gowin i obwieścił światu. Zrobił to w samą porę, akurat wtedy, gdy premier był w Niemczech i frywolnie sobie żartował z dziadka w Wehrmachcie. Zaprotestowała szybko ambasada niemiecka, ale jak wiadomo, na złodzieju czapka gore. Skoro tak protestują, to widocznie coś jest na rzeczy! Nie da się temu zwieść Gowin, czujny ostatnio jak sam Macierewicz.
Rosja nie ustaje w knowaniach. Nie dość, że zrobiła zamach, uprowadziła ostatnich trzech żyjących, uratowanych z zamachu pasażerów tupolewa i jeśli ich nie dobiła, to gdzieś ich więzi, cynicznie nie wydaje nam Świętego Wraku, nie ustając w rozważaniach, jak i kiedy nas napaść, to jeszcze w międzyczasie chce kupić naszą fabrykę nawozów! Nie dość, że prezydent jest Komo-ruski, to jeszcze były prezydent Kwaśniewski optuje za tym, by ruskim tę fabrykę nawozów sztucznych sprzedać! To już zakrawa na jawną zdradę stanu! Nie dość, że fabrykę nawozów, to jeszcze sprzedać, w dodatku ruskim! Nie ma niepodległości bez nawozu (sztucznego), a co dopiero bez całej fabryki!
Z trzech zaborców, odwiecznych wrogów, jedynie Austria zachowuje się jeszcze w miarę przyzwoicie. Ale to być może tylko pozory.
Stosunki z Litwą są, jakie są. Tak perfidnie prześladuje ona polską mniejszość, że, jak wynika z ostatnich badań Instytutu Spraw Publicznych, 75% litewskich Polaków nic o tych prześladowaniach nie wie. Prześladować każdy potrafi. Ale tak prześladować, aby prześladowany się nie zorientował, to sztuka i perfidia. Chyba tylko Litwini naszych tak potrafią. Na szczęście minister Sikorski to przejrzał i wyciągnął z tego wnioski. Nie będzie z Litwinami w ogóle rozmawiał, dopóki nie zaprzestaną prześladowań albo dopóki nasi się nie zorientują, że są prześladowani. A ponieważ nasi akurat na Litwie są w koalicji rządzącej, to może łatwiej będzie im się zorientować. Na razie minister Sikorski uprawia z Litwą nowy rodzaj dyplomacji. Nie rozmawia, nie składa wizyt, czeka, aż stosunki same się poprawią.
Z Ukrainą inny kłopot. Wschodniej nie lubimy, bo jest prorosyjska. Kochamy zachodnią, bo jest antyrosyjska. Problem w tym, że ta wschodnia nas lubi, a zachodnia nie bardzo, za to czci pamięć Bandery i rezunów z UPA. Ale jest antyrosyjska. A to, jak wiadomo, najważniejsze. W rocznicę rzezi wołyńskiej i wschodniogalicyjskiej ukraińskie Cerkwie prawosławna i greckokatolicka wydały pojednawcze oświadczenia. Naiwnie nawiązały do formuły niegdysiejszego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Ale formuła „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, dobra w stosunkach polsko-niemieckich, w relacjach polsko-ukraińskich drażni niesłychanie i jest nie do przyjęcia. Odpowiedzią ma być uchwała Sejmu zaproponowana przez patriotyczne PSL, z formułą „przypominamy, potępiamy i żądamy przeprosin”.
W stosunkach z Białorusią sprawa przynajmniej jest prosta. Nie gadamy z krwawym dyktatorem Łukaszenką, hołubimy i wspieramy wszystkich białoruskich przeciwników reżimu, których krwawy dyktator jakoś za granice wypuszcza. Wydajemy miliony na antyłukaszenkowską telewizję Biełsat, nie przejmując się nawet tym, że nikt jej na Białorusi nie ogląda. Ogląda nie ogląda, nam samopoczucie niesłychanie ona poprawia. Tymczasem budowa białoruskiego Piemontu na Podlasiu idzie nam opornie. Zabrakło pieniędzy na dotację dla białoruskiego „Przeglądu Prawosławnego”, jedynej gazety polskich, lojalnych wobec państwa Białorusinów. Chodzi o kilkadziesiąt tysięcy złotych.
W sumie polityka wschodnia to nieprzerwane pasmo sukcesów.
W polityce wewnętrznej wyraźne ożywienie. Ostry spór podzielił lewicę. Poważny spór ideologiczny. Wreszcie w tym sporze wyraźnie zarysowały się stanowiska i widać, czym się różni SLD od Ruchu Palikota. O ile SLD uważa, że lepiej poczytać dzieciom, niż palić, o tyle Palikot przeciwnie: lepiej zapalić, niż czytać.
Przeciętny Polak ma już tego dość i wybiera trzecią drogę. Idzie się napić. I chyba ma rację.
Tymczasem nadchodzi święto, rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja. Kiedyś to święto kojarzyło się z narodową zgodą, dziś jego obchody dają okazję do narodowych awantur, do wykazywania, kto jest prawdziwym Polakiem i patriotą, a kto zdrajcą i zaprzańcem. Będą wieńce i przemówienia, wycia i obelgi w czasie ich składania i wygłaszania. Zamiast narodowej zgody demonstrowanie, że Polska jest podzielona głęboko jak może nigdy dotąd.
Dlatego coraz więcej Polaków, zamiast wziąć udział w uroczystościach, wyjedzie z miasta na grilla. Niektórzy nad tym boleją. Ja nie. Przeciwnie, cieszę się, że tylu rodaków zachowuje się racjonalnie.

Wydanie: 19/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy