Szaleństwo Komisji Kodyfikacyjnej

Szaleństwo Komisji Kodyfikacyjnej

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przy ministrze sprawiedliwości poczęła, a później kon­sekwentnie i zgodnie z doktryną urodziła projekt nowelizacji kodeksu karnego. Badań prenatalnych nikt nie robił i urodził się potworek. Nie ma w projekcie przerwania ciąży, jest „spowodowanie śmierci dziecka poczętego”. Wedle owego projektu, nie wolno będzie niszczyć zarodków przy in vitro, karalne ma być używanie środków wczesnoporonnych. Karana też miałaby być kobieta przerywająca ciążę.
Gdyby projekt stał się ustawą, nasze prawo karne nie miałoby w Europie równie konserwatywnego odpowiednika. Byłoby za to podobne pod tym względem do prawa karnego koranicznego, obowiązującego w najbardziej fundamentalistycznych państwach islamskich.
Zaiste poczęto potworka myśli prawniczej. Z zażenowaniem i przykrością czytam skład komisji, z niedowierzaniem znajduję w nim nazwiska osób, które szanuję. Ten potworek został wyraźnie spłodzony przez nieznajomość nie tylko filozofii, ale wręcz podstaw cywilizacji zachodniej, która co najmniej od czasu „rewolucji papieskich” w XII w. odróżnia na ogół sacrum od profanum, prawo od moralności, grzech od przestępstwa. Lekceważy on dorobek medycyny i biologii, a na dodatek jest politycznym szaleństwem, kto wie, czy nie wbiciem gwoździa do trumny Platformy.
Zacznę rzecz od końca: tzw. kompromis aborcyjny z początku lat 90. jak każdy kompromis nie zadowala w pełni żadnej ze stron. Taka jest istota kompromisu. Nasze kompromisowe w tej kwestii prawo karne jest obok irlandzkiego najbardziej restrykcyjne w Europie. Ale każda próba odejścia od tego kompromisu wywołać musi łatwe do przewidzenia skutki polityczne. Wiedział o tym nawet Jarosław Kaczyński i jako premier nie dopuścił do takich prób. Żądającego zmian w ustawie Marka Jurka usunął ze stanowiska marszałka Sejmu i doprowadził do jego odejścia z PiS. Jaki będzie skutek ujawnionego projektu zmian kodeksu i rozpętanej w ten sposób dyskusji? Na razie minister Biernacki, który musiał przecież wiedzieć, co jego komisja pichci, zdystansował się od projektu. Podobnie postąpił premier. Ale to może się okazać niewystarczające. Mleko już się rozlało. Rząd, broniąc zdrowego rozsądku, będzie znów stroną w sporze z dewocją i hierarchami, którzy projekt rzecz jasna poprą. Platformę podzieli kolejny wewnętrzny spór o aborcję, jakby dotąd za mało było sporów w tej formacji. Prawica (ta na prawo od Platformy) będzie tym głośniej, w dodatku wspierana przez ambonę, przedstawiać PO jako partię bezbożników, morderców dzieci poczętych, lekceważącą „wartości chrześcijańskie”. Wewnątrzpartyjny konflikt obniży i tak dołujący autorytet tej partii. Czy naprawdę ktoś, kto myśli i dobrze życzy Polsce i Polakom, może świadomie rozpętać taką awanturę? Prof. Zoll mówi Ewie Siedleckiej w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że „nie boi się odgrzania aborcyjnego sporu”. Profesorze kochany, drogi Andrzeju, wybacz, ale nie odwagę demonstrujesz, tylko kompletny brak wyobraźni, bo o brak odpowiedzialności cię nie podejrzewam.
Projekt jest w sprawach aborcji bardziej restrykcyjny niż kodeks karny z 1932 r., którego twórcą był prof. Juliusz Makarewicz, o którym sama Alicja Grześkowiak pisała, że był mocno związany z Kościołem katolickim, i który przez 10 lat w II Rzeczypospolitej był senatorem z listy chrześcijańskiej demokracji. W kodeksie z 1932 r. jest np. mowa o „spędzeniu płodu”, nie o „spowodowaniu śmierci dziecka poczętego”. To „spędzenie płodu” dopuszczano, o ile dokonał go lekarz i było konieczne ze względu na zdrowie kobiety lub gdy ciąża była wynikiem przestępstwa. A było to już ponad 80 lat temu, gdy wedle konstytucji „wyznanie rzymsko-katolickie, będące religią przeważającej większości Narodu, zajmowało naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań”.
Za grzech osoby wierzące i należące do Kościoła spotykają kary kościelne oraz, jak wierzą te osoby, kara po śmierci. Dlaczego grzech ma być dodatkowo karany przez państwo karą kryminalną? Grzechem wedle religii katolickiej jest aborcja, grzechem jest też cudzołóstwo, stosowanie środków antykoncepcyjnych, uprawianie samogwałtu. Czy to też mają być przestępstwa, zakazane przez prawo karne, ścigane przez policję i prokuraturę, karane przez sądy?
Niewątpliwie niegodziwe jest prawo, które łamie sumienia, nakazuje ludziom robić coś, co ich religia uznaje za grzech, co sprzeciwia się ich sumieniu. Niegodziwe jest prawo w Chinach nakazujące aborcję którejś kolejnej ciąży. Ale w Polsce żadne prawo nie nakazuje ludziom wierzącym dokonywania aborcji. Kto nie chce, ten jej nie dokona. A kto chce, to choć w Polsce mu się zabroni, pojedzie do Niemiec lub na Litwę i tam wykona ją legalnie i bez ryzyka. Aby temu zapobiec, trzeba by zamknąć granicę i wypuszczać z Polski tylko te kobiety, które na granicy przejdą pomyślnie testy ciążowe. Ja tu sobie ironizuję, a kto wie, może Komisja Kodyfikacyjna już pracuje nad jakimś takim projektem? Po ostatnim jej wyczynie nic mnie nie zdziwi.

Wydanie: 1/2014

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy