Janusowe oblicze tolerancji

Słowa dwuznaczne były zawsze źródłem nieporozumień w kontaktach między ludźmi. Zwrócił na to zjawisko uwagę nawet wielki Szekspir w “Makbecie”. W piątym akcie słynnego dramatu Makbet mówi: “Przekleństwo owym szalbierskim potęgom, które nas duszą dwuznacznymi słowy”.
W mowie współczesnej nie brak słów, które wyrażają ambiwalentne, przeciwstawne oceny określonych zachowań: pozytywne i negatywne zarazem. Taką dwuwartościowością, “dwulicowością” – mówiąc obrazowo, odznacza się np. słowo tolerancja.
W dodatnim znaczeniu tolerancja jest rękojmią pokojowego współżycia między ludźmi mającymi różne poglądy, wierzenia i zwyczaje. Słowo to jest jednak używane także w znaczeniu pejoratywnym, dla określenia postawy obojętności wobec czynionego zła, pobłażliwości dla ludzi, którzy wyrządzają krzywdę innym, naruszają obowiązujący porządek prawny, nie szanują praw i wolności przysługujących wszystkim członkom ludzkiej społeczności.
Pojmowanie zatem tolerancji jako reguły bezwzględnej, zawsze pozytywnej, rozumianej jako znoszenie wszelkiej odmienności, jest błędem. Wybitny filozof-dominikanin, o. Józef M. Bocheński z Fryburga, uznał tolerancję, która nie dopuszcza żadnych wyjątków, za jeden z zabobonów, jakim ulega umysł ludzki (Sto zabobonów, Kraków 1992).
W Polsce współczesnej występują zarówno objawy nietolerancji polegającej na nieliczeniu się z prawami wszelkich mniejszości (wyznaniowych, narodowościowych, rasowych, światopoglądowych, seksualnych), jak też przejawy tolerowania zła, zwłaszcza nie przezwyciężonego do końca antysemityzmu.
Wbrew pozorom idea tolerancji w pierwszym z wyróżnionych wyżej znaczeń nie upowszechniła się jeszcze w polskim społeczeństwie. Współczesnym Polakom nie są obce skłonności do ksenofobii, której towarzyszy ekspansja klerykalizmu w życiu publicznym. Rząd na te zjawiska nie zwraca uwagi, myśląc, że do przyjęcia Polski w poczet członków Unii Europejskiej wystarczy dostosować nasze wewnętrzne prawo do unijnego. Tymczasem nie mniej ważne dla procesu akcesyjnego jest przygotowanie świadomości społeczeństwa do integracji kulturowej z krajami 15-ki. Polska jest pod tym względem głęboko zacofana w porównaniu z Zachodem, mówienie zatem, że będzie gotowa do członkostwa w 2003 r., jest zwykłą bujdą. Na resorach.
Dominująca rola jednego Kościoła, nie oddzielonego ściśle od państwa, nie sprzyja upowszechnieniu wizerunku Polski w świecie jako kraju neutralnego światopoglądowo. Dzisiejszy widok parafialnej Polski nie odbiega od tego, który został utrwalony kiedyś w filmie “Shoah”. W związku z niedawną, prymitywną napaścią klerykałów na film “Jan Paweł II – Papież stulecia”, obraz polskiego obskurantyzmu w oczach Zachodu jeszcze się pogorszył. Na domiar złego film oprotestowany przez “pasterzy narodu” nie został dopuszczony do powtórnej emisji. Oczywiście, po to, aby “barany” (telewidzowie) nie mogły wyrobić sobie o nim własnego zdania.
Problem tolerancji pozostaje poza sferą żywego zainteresowania kręgów intelektualnych. Dużo uwagi polscy intelektualiści poświęcili jedynie kwestii antysemityzmu (ostatnio M. Janion w znakomitym studium w Magazynie Kulturalnym “Kontrapunkt” “Tygodnika Powszechnego” nr 7 z 22.10.2000 r.). Inne aspekty nietolerancji, zwłaszcza światopoglądowej, są pomijane (może z obawy przed gniewem “rządców dusz i właścicieli jedynie słusznych poglądów”?).
Międzynarodowy Dzień Tolerancji (16 listopada br.) minął w Polsce (podobnie jak w latach poprzednich) bez echa. Jedynie Fundacja Ekumeniczna “Tolerancja” wyróżniła w tym dniu medalami “Zasłużony dla Tolerancji” kilka wybitnych osób i organizacji z kraju i zagranicy.
Brak szerszego zainteresowania tegorocznym Dniem Tolerancji ukazał w nie najlepszym świetle ludzi uważanych za autorytety moralne. Zaprzątnięci bardziej polityką niż ideą tolerancji wielcy ludzie zbyli to wydarzenie kompletnym milczeniem. Ale to nie było jeszcze zło najgorsze. Bardziej niepokojąca była bierność wobec antysemickiego ekscesu, jaki poprzedził obchody Międzynarodowego Dnia Tolerancji. Jakby na ironię, odbył się kilka zaledwie dni wcześniej, w Katowicach, w 82. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, prowokacyjny marsz młodych rasistów, którzy wznosili wrogie okrzyki (Jude raus, Polska dla Polaków itp.).
Jan Karski, “sprawiedliwy wśród narodów świata”, napisał krótko przed śmiercią: ten, kto mając władzę w Polsce, antysemickie hasła toleruje i powiada, że są to jedynie niewinne wybryki młodych chuliganów, nie dorasta do elit rządzących w rozumieniu świata Zachodu. Karski przypomniał w tym oświadczeniu, że istnieje druga strona janusowego oblicza tolerancji, tolerancja wobec zła.
Polskie prawo nie odnosi się obojętnie do przejawów wrogości, jaką ludzie owładnięci nienawiścią manifestują wobec osób mających prawo do “inności”. Art. 257 kodeksu karnego przewiduje, że “kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Haniebny marsz zbiegł się w czasie z 62. rocznicą “nocy kryształowej” w III Rzeszy. W RFN rocznica ta stała się okazją do potępienia nazistowskich ekscesów. W Polsce odwrotnie, pojawiła się grupa bojówkarzy, mogących pójść w każdej chwili w ślady sprawców pogromu, do którego Goebbels popchnął w 1938 r. fanatyczny tłum.
Toutes proportions gardées, powie ktoś, dostrzegając różnice w dawnych i obecnych nastrojach antysemickich. Znając jednak wielowiekową historię prześladowań Żydów w Europie, nie wolno zapominać, że hydra antysemityzmu może się zawsze odrodzić. Szczególnie w kraju, w którym panuje wszechwładnie katolicyzm uznający wyższość swych dogmatów nad wszelkimi innymi wartościami i gdzie ateiści, a nawet agnostycy są uważani za parszywe owce.

Wydanie: 49/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy