Ten nieszczęsny egalitaryzm

Ten nieszczęsny egalitaryzm

Koresponduję z młodym człowiekiem, który teraz mieszka i pracuje w Anglii. Wyjechał, bo nie mógł znaleźć dobrze płatnej pracy i był udręczony brakiem perspektyw. Mimo że studiował język, którego znajomość jest u nas rzadka (nie napiszę jaki, bo wtedy mój rozmówca byłby łatwy do identyfikacji, a jako że mówi rzeczy niepoprawne politycznie, boi się). Ten brak perspektyw to główny powód kolejnych fal emigracji z Polski. Ów człowiek mieszka w wielkim, ponurym bloku w dzielnicy z ogromną przewagą Pakistańczyków. Pracuje w fabrykach jako robotnik, więc ma poczucie deklasacji. Ale nieźle zarabia. Jak wielu współczesnych młodych hoduje w głowie niezły bałagan, lecz jakimś cudem potrafi łączyć w sobie wielkie sprzeczności. Pisze mi: „Do jesieni 2015 r. byłem nastawiony lewicowo i liberalnie, na PO jednak nie głosowałem, ale na SLD, następnie na Ruch Palikota. Potem na antysystemowców, czyli na Kukiza. I teraz Kukiz jest moim zdaniem najbardziej autentyczny, jedzie na tzw. wkurwie, ja też czuję się wkurwiony. PO wyrzuciła mnie i miliony ludzi z kraju. PiS ma wady, ale coś zrobiło dla zwykłych ludzi, choćby 500+ itp. A że nie ma demokracji? A po co nam demokracja, skoro ludzie nie mają czego do garnka włożyć? Na to nakłada się dramat ściągania do Europy tabunów nierobów z innych kultur. To jest samobójstwo Europy. Islam zamorduje Europę. A Ukraińcy w Polsce to też wielkie nieszczęście”.

Niestety, bardzo polski jest ten pogardliwy stosunek do innych, czyli obcych. My jesteśmy pany, a oni chamy. Ale mój internetowy znajomy akceptuje zarazem wszystko, co ja piszę w duchu liberalnym. Jego myślenie to klucz do tego, co się stało w Polsce, także w Stanach. Mamy bunt tych, którym źle się wiedzie, są przekonani, że powinno im być nie gorzej niż tym, którym się powiodło. Czyli winien jest egalitaryzm. A elity i politycy nie wzięli pod uwagę, że zmieniło się myślenie ludzi, już nikt nie godzi się na podrzędność.

Rozumiem niechęć do islamu, gdyż ją podzielam. Staram się jednak oddzielić radykałów islamskich od kobiet z dziećmi, które uciekają od wojny. I nie chodzi tu przecież o miliony arabskich uchodźców. To, że w Polsce w ogóle ich nie ma, potęguje strach, bo najstraszniejszy jest diabeł, którego się nie widzi. Na tym polega dramat PO. Lęk przed obcymi może być decydującym czynnikiem wygranej PiS i Kukiza w najbliższych wyborach. PO więc lawiruje. Czy ma inne wyjście? Parszywa sytuacja. Także z tego powodu polityka jest tak obrzydliwą rzeczą.

Tąpnięcie związane z dojściem PiS do władzy przyszło w chwili, gdy Polacy zdawali się wychodzić ze swojego odwiecznego skwaszenia duszy. Było mniej narzekania, że wszystko straszne, okropne, że jest źle, a będzie gorzej. Nagle zrobiło się kolorowo, na ulicach mniej ponurych i zbolałych osobników. Wiosną i latem ożywają chodniki, kawiarnie, rowery, młodzi na deskach i rolkach. O wiele więcej uśmiechów, w sklepach prawie zawsze miła obsługa. Od początku XIX w. do lat 90. XX w. przybywających do Polski cudzoziemców uderzała ponurość naszych ulic, zamknięte, smutne twarze przechodniów. Smutek to było dominujące wrażenie. Można je wyjaśnić naszą dramatyczną historią. Szlacheckie myślenie nasączyło sobą wszystkie warstwy i grupy społeczne, podobnie jak duma zawarta w porzekadłach: „Nic o nas bez nas”, „Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Ta duma została sprowadzona przez historię do parteru i wepchnięta pod szafę. Stąd nasze duchowe rozbabranie. I autodestrukcja. To tłumaczy plagę alkoholizmu i z tego powodu przodujemy w świecie w liczbie wypadków samochodowych. Czy wybór PiS to nie wielki narodowy akt autodestrukcji?

Dochodzenie do prawdy na temat katastrofy smoleńskiej musi być żałosną groteską, skoro tę prawdę już znamy. Tu jednak chodzi o inną prawdę. W dyktaturach takie rzeczy załatwiało się bardzo prosto. A ponieważ mamy tylko zalążki dyktatury, cała sprawa paskudnie się komplikuje. Jeśli ktoś ma szczególne poczucie humoru, będzie się delektował tym spektaklem, który jeszcze potrwa. Pesymista powie, że nie tak długo, tylko do chwili, kiedy z tego jaja wylęgnie się prawdziwa dyktatura. Przecież przed wojną była Bereza Kartuska, a dzisiaj wielbimy Piłsudskiego. Optymista powie, że nigdy nie przybierze to drastycznej formy, bo duch czasu jest liberalny, jesteśmy w Unii i blisko ze Stanami, no chyba że wydarzenia wymkną się spod kontroli. Jako że nie da się udowodnić zamachu, prezes i jego aparat propagandowy skupią się na pomieszaniu zwłok ofiar katastrofy. Będzie więc trwał makabryczny taniec z ludzkimi szczątkami w stanie zaawansowanego rozkładu. Do czasu gdy rozłożą się sami tańczący. Na pogańskich mszach barbarzyńcy, którzy protestują przeciw najazdowi barbarzyńców, oponentów oskarżają o barbarzyństwo i o to, że są rosyjskimi agentami. Frasyniuk też agent. Już sama nazwa partii Prawo i Sprawiedliwość zawiera w sobie dwa kłamstwa.

Wydanie: 25/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy