Sprawy Dreyfusa nie będzie

Sprawy Dreyfusa nie będzie

Jak można streścić to, co napisano ostatnio o czasach Edwarda Gierka? Słyszałem kiedyś rosyjskie powiedzenie: Kak my choroszo płocho żyli! Po naszemu będzie: Jak nam się dobrze źle żyło!

Wielu w Polsce, a także w opozycji moskiewskiej źle się poczuło z powodu przyjęcia przez aktora Depardieu rosyjskiego obywatelstwa. Francuzi mają swoje powody do niezadowolenia; wprawdzie cały glob w ruchu, codziennie tysiące ludzi zmieniają obywatelstwo, kraj zamieszkania, nawet religię, ale kto widział, żeby Francuz porzucał swoją ojczyznę? Mało tego, Depardieu przekroczył propagandowy kordon sanitarny, jakim firmy piarowskie starają się otoczyć Rosję, a zwłaszcza Putina. W Polsce, to znaczy wśród dziennikarzy, bo nie wszystkich to obchodzi, mówi się niemal z rozpaczą, cytuję: „Depardieu legitymizuje władzę w Rosji”. Jaka to łatwa rzecz legitymizacja władzy. Nieważna zgoda narodu, niepotrzebny król pomazaniec boski; aktor wystarczająco sławny może legitymizować albo delegitymizować władzę. Nie musi być nawet sławny, w Polsce ćwierć wieku temu każdy początkujący komediant, chwilowo odmawiając wystąpienia w TV, był przekonany, że odbiera legitymizm panującej władzy. Obywatelowi przydałoby się przynajmniej tyle wiedzy na temat legitymizmu, ile się mieści w słowniku wyrazów obcych.

Bohdan Tomaszewski, wspaniały sprawozdawca sportowy i najprzyjemniej zapamiętany głos PRL-u, nie zgadza się na zrównanie ocen wojskowego zamachu stanu dokonanego przez Piłsudskiego w 1926 roku i stanu wojennego wprowadzonego przez generała Jaruzelskiego. Stanowisko do dyskusji, ale uzasadnienie, jakie Bohdan Tomaszewski daje, gorzej niż wątpliwe. „Otóż Piłsudski (…) zrobił to z własnej woli. A Jaruzelski musiał się konsultować z potężnym sąsiadem. To jest zasadnicza różnica. No i Polska była niepodległa zarówno przed zamachem majowym, jak i po nim, czego o PRL-u nie można powiedzieć” („Gazeta Wyborcza”, 5-6 stycznia). Jaki czyn można łatwiej usprawiedliwić: popełniony z własnej woli czy pod przymusem? Od jakiego rządu można więcej wymagać: niepodległego czy zależnego od potężnego sąsiada?

Proces sądowy, a zwłaszcza śledztwo przeciw wybitnemu kardiochirurgowi mogło się stać polską sprawą Dreyfusa (oficer fałszywie oskarżony nie był poza tym postacią nieposzlakowaną). Głosy Karola Modzelewskiego i Wiktora Osiatyńskiego zabrzmiały jak „Oskarżam” Emila Zoli. Niestety, wrażliwość polskiej opinii publicznej na niesprawiedliwość nie jest duża. Z jednym chlubnym wyjątkiem „Gazety Wyborczej” wielkie media, gazety i telewizje początkowo – a niektóre do końca – stały po stronie oszczerców. Gdy w wyniku procesu drugim oskarżonym okazały się organa śledcze, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaczął się bronić metodą histerycznego ataku na sędziego. Centralnym punktem całego procesu zrobił porównanie przez sędziego konwejera zastosowanego przez CBA do podobnej metody stosowanej w czasach stalinowskich. Nie muszę przypominać, sprawa jest świeża i jeszcze nieskończona. Żeby zrobić większe wrażenie, przywołał pamięć swojego dziadka, który był torturowany w czasach stalinowskich. Byłego ministra sprawiedliwości w uciszaniu zbyt skrupulatnego sędziego wsparł obecny minister sprawiedliwości. On też miał dziadka i ten dziadek czy inny przodek też był torturowany. Obaj ci ministrowie uważają, że metoda śledcza, polegająca na wielogodzinnym nocnym przesłuchaniu, stosowana w państwie demokratycznym nie ma prawa przypominać podobnej metody stosowanej w czasach stalinowskich.
Obecny minister sprawiedliwości dawał już nieraz dowody, że nie zawsze potrafi ocenić pod względem sprawiedliwości sytuacje konkretne. (Przypomina się zachęcanie do lustracji w środowisku katolickim).
Podobnie jak Zbigniew Ziobro wyciąga z przeszłości rodziny bolesne zdarzenia, aby pokazać, że jest emocjonalnie zainteresowany sprawą. Powstaje tylko pytanie, czy osoba emocjonalnie zainteresowana jest zdolna do obiektywnej oceny faktu. Gdy istnieje domniemanie, że sędzia w sprawie będącej przedmiotem procesu może być zainteresowany choćby tylko emocjonalnie, obrona wnosi o wycofanie go ze składu sędziowskiego. Nie wiem, skąd się w Polsce wzięło niemal powszechne przekonanie, że człowiek, który więcej wycierpiał, jest bardziej wiarygodny jako świadek lub sędzia. Owszem, jest bardziej wiarygodny, ale tylko w sprawie swego własnego, konkretnego cierpienia, mającego miejsce i datę.

Czytam, że SLD poprze uchwałę Sejmu potępiającą akcję „Wisła”. Tej partii już nikt i nic nie pomoże. Popierała i nadal popiera wszystkie uchwały podważające prawowitość Polski Ludowej.

Wydanie: 3/2013

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy