Maruder Europy

Maruder Europy

Profesor Zdzisław Sadowski, jeden z najwybitniejszych ekonomistów, polityk gospodarczy i humanista, pisze w książce „W poszukiwaniu drogi rozwoju”: „Poza Unia Europejską nie zdołalibyśmy w dzisiejszym świecie skutecznie zwiększać swego potencjału gospodarczego przede wszystkim dlatego, że Polska nie jest jeszcze przygotowana do aktywnego uczestnictwa w obecnych formach światowej konkurencji rynkowej, opartych na wiedzy i wyścigu innowacyjnym. Przemysł polski nie wszedł jeszcze na dobre w nurt postępu technologicznego i organizacyjnego, umożliwiającego nabywanie zdolności do konkurowania przez innowacyjność. Potrzebuje też twórczego wkroczenia do dziedzin, odznaczających się najwyższą dynamiką popytu na rynkach światowych… Z pomocą Unii, w ciągu najbliższych dziesięcioleci kraj powinien dokonać takiego postępu oraz zasadniczych zmian w strukturze gospodarki”. Trudno w tak zwięzłych i spokojnych słowach zawrzeć więcej istotnej i gorzkiej prawdy. W dalszym ciągu lektury znajduję dwie przestrogi, które wydają się w Polsce szczególnie potrzebne. Po pierwsze, nie należy się łudzić, że można dokonać postępu, lekceważąc rzecz tak „prozaiczną” jak przemysł.
„Modernizacja struktury gospodarczej bywa interpretowana jako kierunek na zmniejszenie roli przemysłu w gospodarce. Otóż chcę podkreślić, że we współczesnym rozwoju rola przemysłu wprawdzie maleje relatywnie, jako udział w zatrudnieniu i wytwarzaniu produktu krajowego brutto, ale nie maleje w sensie absolutnym. Przemysł pozostaje kluczową dziedziną gospodarki i życia społecznego”. Zwłaszcza w Polsce trzeba to podkreślać i o tym pamiętać, gdyż w okresie transformacji doszło do zmniejszenia potencjału przemysłowego. Druga przestroga prof. Sadowskiego dotyczy najbardziej nowoczesnego aspektu gospodarki, a mianowicie wykorzystania wiedzy. Do „tworzenia gospodarki opartej na wiedzy” (zawsze była oparta na wiedzy, lecz współcześnie mamy do czynienia z wiedzą naukową, co daje skok jakościowy) Autor zarówno w tej książce, jak w innych publikacjach przywiązuje wielką wagę, świadom jest jednak kosztownych pomyłek, jakie kraje biedne mogą popełnić, modernizując swoją gospodarkę. Nawiązując do tzw. paradoksu Solowa, pisze: „w krajach mniej rozwiniętych obserwuje się zjawisko, iż wprowadzanie elementów nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy kosztuje więcej, niż wynoszą korzyści z tego wprowadzenia”. Prof. Sadowski ma nadzieję, że Polska do tych krajów, którym to grozi, może już nie należy. Zwracam uwagę na to ostrzeżenie, ponieważ w Polsce nawet środowiska ludzi wykształconych mają zwyczaj redukowania złożonych koncepcji do prostych sloganów i kierowania się tymi sloganami przy podejmowaniu dalekosiężnych decyzji. Tak było z „prywatyzacją”, którą uznano za cel sam w sobie i prywatyzowano najpierw przedsiębiorstwa najlepiej prosperujące. Podobnej „sloganizacji” uległy pojęcia „wolnego rynku”, który podobno sam, w pojedynkę „wyznacza kurs waluty”; „interwencjonizmu państwowego”, który jest potępiony na wiarę, że w Ameryce interwencjonizm „jak wiadomo”, jest nie do pomyślenia. Wyobrażam sobie, że również „gospodarka oparta na wiedzy” mogłaby się stać sloganem deprecjonującym produkcję materialną.
Rewolucja przemysłowa i cywilizacyjna, jaką w XIX wieku zapoczątkowali władcy Japonii, od początku polegała na planowym i olbrzymim imporcie wiedzy naukowej. Polski pamiętnikarz, który wówczas (1869 r.) studiował w Paryżu, pisze: „Był to czas, kiedy genialny cesarz japoński (wówczas dziewiętnastoletni) Mutsuhito dokonawszy w swoim kraju rewolucji z góry, wysłał do Europy przeszło tysiąc młodych ludzi, aby się kształcili w wyższych szkołach, prawie w równej mierze francuskich, angielskich, jak i niemieckich (…). I na moich znajomych, i na mnie robili wrażenie, że wcale nas, zachodnich, nie przewyższali zdolnościami, lecz w trudnym do opisania stopniu przewyższali nas pilnością; kiedy która z tych „małpeczek”, jak ich później nazywali Moskale, przyczepiła się do jakiegoś przedmiotu i skoncentrowała na nim wszystkie swoje siły umysłowe, to go wydrąży, wypróżni, sobie przyswoi i przetrawi tak, aby ani cząsteczki niespożytkowanej nie zostawić; nie byłbym zdziwiony, gdyby za kilka pokoleń ten naród nie zyskał prawa zaśpiewania: „Japan, Japan uber alles” z większym powodzeniem niż autorowie tego hymnu”. (Hipolit Korwin Milewski „Siedemdziesiąt lat wspomnień”). Jak widzimy, Polska nigdy nie stanie się „drugą Japonią”. Gospodarka oparta na wiedzy wymaga nie tylko etyki pracy, ale również etyki myślenia.
Wracając do początku: gorzka prawda słów prof. Zdzisława Sadowskiego polega na tym, że Polska jest krajem zacofanym i niezdolnym do udziału w międzynarodowej konkurencji. Impulsy rozwojowe i niezbędne środki przychodzą tylko z Unii Europejskiej. Ta pomoc wystarczy, aby Polska podążała w rozwoju za innymi, ale nie wystarczy, aby podnosiła się w rankingach międzynarodowych. Państwo opanowane przez próżniaczą klasę polityczną, mającą zmistyfikowaną świadomość, demoralizuje ludzi, wpaja w nich uczucia wrogości i zawiści. Czym może zaowocować taki stan umysłowy?

Wydanie: 15/2007

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy