Jasna góra!

W telewizjach zachodnich popularne są „Parady kłamców”. Ludzie dla szmalu plotą trzy po trzy, kłamią jak z nut i wygrywają kasę. Natomiast w filmach angielskich, opartych na faktach czy też dokumentalnych, wezwani przed sąd świadkowie, adwokaci, policjanci mówią prawdę. Kłamstwo towarzyskie jest źle widziane, a sądowe karane. Polityk kłamca, oszczerca nie utrzyma się długo. Pokłamać można sobie do woli w telewizyjnym „formacie”, takim jak „Parada kłamców”. U nas to się nie przyjęło, bo widzów nie interesują kłamstwa wymyślone, lecz pasjonują ich „kłamstwa prawdziwe”. Zdaję sobie sprawę, że czknęło mi się polonistycznie: prawdziwe kłamstwo to epitet sprzeczny, czyli oksymoron, taki jak w kolędzie „wzgardzony, okryty chwałą” czy „ma granice nieskończony”.
Za skojarzenia czytelników z aktualną naszą sytuacją w pełni odpowiadam. Okryci chwałą i zaszczytami nagle są wzgardzeni, a granice politycznej głupoty są nieskończone. Tylko mądrość jest skończona, głupota zawsze może być jeszcze głupsza. Przywołam niezmierzoną głupotę PiS, wyrażoną przez jego przedstawicieli w osobach bliźniaków oraz posła Dorna, a dotyczącą wojny wypowiedzianej działkowiczom. To naprawdę nadzwyczajne, żeby rzucić rękawicę i wezwać na udeptaną ziemię cztery miliony wyborców z działek! Trzeba mieć nie po kolei w głowach jednojajowych! Jasne, że musi istnieć prawo wyższej konieczności, jeśli w danym miejscu ma przechodzić obwodnica czy inny twór miejski, wówczas działkowicz obowiązany jest ustąpić dla dobra wspólnego. Stąd jednak daleko do rozwiązywania stowarzyszenia działkowiczów; jak można odbierać ludziom możliwość sadzenia truskawek, siania pietruszki czy innej roszponki bądź endywii, którą owi staruszkowie wraz z wnukami podobno jedzą? Czy mają jak krety zejść do podziemia? Działek tego rodzaju nie miewają ludzie z listy najbogatszych, choć i oni mogą, jak się okazuje, trafić do celi, gdzie marchewka przyniesiona z działki będzie smakować jak za przeproszeniem – tfu! – sushi. Suszi mnie, oj suszi na samą myśl o tym, co by się działo, gdy rządzić krajem zacznie paranoja.
Lewica musi to wykorzystać i stanąć wreszcie w obronie biednych ogrodników amatorów, by obniżyć poparcie PiS. Dorn, który ogłosił, że trzeba skończyć z działkowiczami, zacznie się okrakiem wycofywać. Temat przycichnie, przyschnie, PiS zwali wszystko na lewicę, znajdzie aferzystów wśród hodowców porzeczek, powoła komisję do śledzenia komuchów ukrywających się w altankach. Może zajmie się tym powołana przez Kaczki nowa komisja – rewizor, składająca się z autorytetów. Z programu Najsztuba z Kaczorem wynikało, że autorytetem jest dla niego mamusia, tatuś oraz kot, z którym godzinami rozmawia i na którego wydaje krocie, pewnie dlatego nie zdołał nic zaoszczędzić przy sowitych apanażach poselskich.
Ów kot nadaje się na przewodniczącego komisji pewnie nawet bardziej niż Giertych na członka. Najlepsze określenie na Giertycha wymyślił Kazimierz Kutz, mówiąc, że to koń, który mówi. Giertych szuka haków na Kwaśniewskiego i chce je zdobyć metodą typu: cel uświęca środki. Podobno obiecał Kulczykowi, że za obciążenie prezydenta on, Giertych, łagodnie go potraktuje. Bąbelki buzują w głowie tego lidera. Poznał biznesmena w drzwiach klasztoru jasnogórskiego. Zderzyli się czołowo w przejściu. Jasna góra! Trwało to ledwo chwilę, a jakie skutki uderzenia! To Kulczyk mnie poprosił, rzecze poseł. Było wręcz przeciwnie, twierdzi Kulczyk. Krótka to była rozmówka, jedzono jabłka, mówi Giertych. Jabłko stanęło mu ogryzkiem w gardle jak rajski owoc Adamowi. Myślał biedaczek, że to się nie wyda. Wkładając ciemne okulary, mówił, że nikt go nie pozna! Istny Matrix reaktywacja! Trzy godziny trwał obiad, a świadkiem był jasnogórski zakonnik. Asystował przez cały czas przy rozmowie, mówi Kulczyk. Według Giertycha, był na końcu i na początku. Ojcowie paulini mówią: wała! nikogo od nas tam nie było. Może pod zakonnika podszył się jakiś dziennikarz śledczy i pod habitem trzyma taśmy prawdy?
Siemiątkowski sporządził notatkę ze słów Kulczyka, których on nigdy nie wypowiedział, choć wypowiedział dla „Przekroju”. W gazetach opublikowano treść podsłuchów. Poseł Pęczak żądał firanek do mercedesa łapówki. Dziś twierdzi, że nie dla siebie żądał. Na cholerę mu firanki, jak ma ciemne szyby? U nas w okolicy też pojawiają się limuzyny z ciemnymi szybami, mieszkańcy omijają je z daleka. Naoglądały się chłopaki filmów o mafii, jeszcze chwila, a każdy oprócz biura poselskiego będzie miał swoich żołnierzy. Już dziś trzej prezydenci miast rządzą z celi, i to wcale nie jasnogórskiej. Nie chcą ustąpić, bo przecie „Perszing” czy „Dziad” też swoimi ludźmi rządzili przez komórkę i interes się kręcił. Do czasu. Jednak myśmy ich do Sejmu nie wybierali, dotąd ci panowie nie kandydowali. Choć dziś gdy słucha się taśm prawdy albo czyta podsłuchy, donosy, tajne notatki oraz SMS-y, jakie do siebie wysyłają politycy, nie mamy już pewności, czy członkowie stowarzyszeń pruszkowskich, wołomińskich oraz innych ośmiornic nie zostali wybrani. Niby reprezentacja narodu powinna być pełna, ale żeby do tego stopnia?
Parada kłamców idzie non stop w telewizji oraz gazetach. Wezwani przed komisję kłamią równo, skonfrontowani ze sobą walą kłamstwem między oczy. Wykrywacze kłamstw stoją bezużytecznie, rdzewieją w pakamerach, psychologowie bezradnie rozkładają ręce: ni chu chu, mówią, nie możemy się zorientować, kto wciska kit, a kto prawdę powie. Jasne, proszę państwa, bo u nas nawet notatka służbowa czy taśma prawdy kłamie, sama z siebie, dla zasady, by nie wypaść z układu. Scalonego.

 

Wydanie: 48/2004

Kategorie: Felietony