Zaplątani w słowa

Zaplątani w słowa

BEZ UPRZEDZEŃ 

Jednocześnie z odsłanianiem masakr Żydów w miasteczkach diecezji łomżyńskiej w 1941 r. trwa demaskowanie działaczy politycznych, którzy wypowiadali się w 1968 r. przeciw “syjonizmowi”. Stanisław Ciosek został obwiniony za współautorstwo oświadczenia potępiającego “światowe siły syjonizmu i imperializmu”. Tak się przejął tym zarzutem, że od razu, a nawet z pewnym wyprzedzeniem “oddał się do dyspozycji prezydenta”. Ciosek był jednym z tych, którzy spartaczyli Okrągły Stół (a zapewniał w telewizji, że mają wszystko przygotowane “od strony politycznej i teoretycznej”) i doprowadzili do sromotnego przegrania wyborów 4 czerwca 1989 r. Dziś, gdy Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller i inni odrobili z nawiązką to, co wówczas zostało spieprzone, można Cioskowi darować błędy sprzed dziesięciolecia. Nie było wzoru, jak należy likwidować realny socjalizm. Trudniej, jak się okazuje, przynajmniej jemu samemu, rozgrzeszyć się z paru pustych zdań, jakie, ważąc słowa i dozując je po aptekarsku, umieścił z pomocą kolegów w oświadczeniu, które w całości nie miało ani sensu, ani skutków. Należy on do tej formacji postpezetpeerowskiej, która w reakcji na dowolną wypowiedź przeciwników, wygłaszaną agresywnie i z intencją obwiniania, natychmiast się tłumaczy i przeprasza.
Mając w 1968 roku na swoim koncie partyjnym naganę z ostrzeżeniem za wcześniejsze sprawki, zaledwie jedną nogą byłem w partii, ale temu, co się działo, przyglądałem się z uwagą. Nie mogę się zgodzić z tymi, którzy dziś twierdzą, że wówczas “cały aparat partyjny brał udział w kampanii” antysemickiej.
Komitet Uczelniany Uniwersytetu Jagiellońskiego na swoim terenie do takiej kampanii nie dopuścił. Chyba nie działał wbrew Komitetowi Wojewódzkiemu. Amatorzy czystek byli bardzo nieliczni i przez komitet poskramiani. Żaden profesor z Uniwersytetu nie został usunięty. Aparat partyjny w całej Polsce był podzielony, “antysyjoniści” byli frakcją aktywną, głośną, ale tylko frakcją. Ówczesne oświadczenia z użyciem słów “syjonizm i imperializm” trzeba umieć czytać, rzeczywistą treścią tych oświadczeń był niejednokrotnie sprzeciw wobec kampanii antysemickiej. Partia była przez cały poprzedni okres edukowana w duchu internacjonalizmu, nie pozostało to bez śladu. Kto wie, czy nie dla większości aktywu partyjnego antysemityzm Mieczysława Moczara, starego komunisty, był raczej czymś pikantnym niż poważnym. Kto, jak kto, ale działacze ZSP z pewnością nie byli “do głębi oburzeni” nagonką “światowych sił syjonizmu i imperializmu przeciwko naszej Ojczyźnie”. To pokolenie działaczy młodzieżowych w całym swoim życiu nie doświadczyło żadnego “dogłębnego oburzenia”, dzięki czemu ci ludzie są na ogół tacy konwiwialni, łatwi we współżyciu i gotowi do zgody. Nie oni wymyślili “antysyjonizm”, nie oni byli jego siłą napędową. Przewodzili kampanii ludzie innego autoramentu i prawdą jest, że stworzyli atmosferę trudną do wytrzymania. Życzyłem sobie wówczas być Żydem, żeby wyjechać z Polski. Ale żaden cytat z tamtej epoki nie przypomina mi tej atmosfery tak dobrze jak kampania dekomunizacyjna ostatniego dziesięciolecia.
Różne okresy historyczne mają właściwe sobie konwencje retoryczne, mniej lub więcej odciągające język od dosłowności, od rzeczywistości. Na podstawie dzisiejszego języka polityków prawicy za trzydzieści lat będzie się wydawało, że oni chcieli zrobić rzeź swoich przeciwników. Czegoż można się spodziewać, gdy się słyszy o “nieukaranych zbrodniarzach”? Za trzydzieści lat ktoś będzie musiał tłumaczyć, że chodziło jedynie o wygranie wyborów.
Do czego może prowadzić powierzchowna lektura tekstu politycznego, w roku 1968 doświadczył Andrzej Werblan. Jego zwracający wówczas uwagę artykuł w “Miesięczniku Literackim” został przez wielu odczytany jako wyraz przyłączenia się autora do frakcji “antysyjonistycznej”. W rzeczywistości zaś Andrzej Werblan przeprowadził przebiegły wywód prowadzący do wniosku, że cały ten “antysyjonizm” jest problemem urojonym, politycznie bez znaczenia i najwyższy już czas przejść do spraw dla partii żywotnych. Ci, do których artykuł był adresowany, chyba dobrze wszystko zrozumieli, a przy okazji i moja postronna osoba domyśliła się, o co Werblanowi chodzi.

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy