Zabrać im tę wojnę

Zabrać im tę wojnę

Los często wiedzie żołnierzy tam, gdzie nikt ich nie chce widzieć. Tyle że nie jest to ślepy przypadek lub ruletka. Bo ten parszywy los to brutalna polityka i bezwzględne interesy państw, którym chodzi o surowce, dostęp do rynku, bazy i wpływ na miejscową władzę. Robi się więc wszystko, by to osiągnąć. A mówi o walce z terroryzmem, obronie demokracji i walce o prawa człowieka. I próbuje się te wartości wprowadzać w życie za pomocą bagnetów. Tak jakby największa nawet armia mogła rozwiązać problemy polityczne. Historia nie zna takich przypadków. Także ta najnowsza, czego dowodem jest sytuacja w Iraku, w którym z Amerykanami czy bez nich toczy się wojna domowa. Czy w Afganistanie, gdzie wojska NATO od 10 lat biją się w wojnie nie do wygrania. Zrobiono z Afganistanu gigantyczny poligon dla najnowszego sprzętu wojskowego i miejsce bojowego wyszkolenia żołnierzy. I pomyśleć, że wszystko dzieje się w XXI wieku, po najtragiczniejszych doświadczeniach dwóch wojen światowych. I że biorą w tym udział polscy żołnierze. A nasi politycy, jak chociażby były minister obrony Bogdan Klich, robią z tego cnotę i wystarczający powód, by na tę wojnę wysyłać kolejne oddziały. Klich uważa, że w sprawie wycofania polskich wojsk niczego nie możemy i nie powinniśmy przyspieszać. A na pytanie, co zostawimy w Afganistanie, mówi, że to już nie nasza sprawa. Nie ma sensu tego komentować. Bo czyż trzeba lepszego dowodu na hipokryzję i brak odpowiedzialności? Kto dał takim ludziom prawo do podejmowania decyzji o życiu i śmierci rodaków?

Piszę o tym dlatego, że ledwie dwa tygodnie mijają od śmierci kolejnych polskich żołnierzy w Afganistanie. Pięciu z nich wróciło na święta do Polski w trumnach. Krótka żałoba, standardowe ubolewania i cisza. Życie trwa dalej. Bezsensowna wojna też.
A opowieści o nowoczesnym sprzęcie, w jaki wyposażeni są nasi żołnierze, to zwykły pic. Obecnej zmianie brakuje praktycznie wszystkiego. Niesprawny sprzęt, lawina przewinień dyscyplinarnych i marne morale żołnierzy to obraz zupełnie inny od tego, który widać na filmach z pokazowych inspekcji. Nawet kamizelki ochronne są dla oficjeli znacznie lepsze niż te żołnierskie. I na to poszło w 2010 roku ponad 1,3 mld zł, a w ubiegłym pewnie więcej. A ile przez 10 lat? Takie koszty ponosi kraj, którego nie stać na zaspokojenie elementarnych potrzeb społecznych.
Decyzja o tym, co dalej, jest w rękach rządu i Sejmu. I to niestety źle wróży. Mieliśmy wracać w 2012 roku. Takie były uroczyste zapewnienia. Teraz mówi się o 2014 roku. O czym świadczy ta zmienność poglądów polityków? Znają przecież wydatki, czytają raporty i biorą udział w pogrzebach. Jeśli chcą, a nie mogą, to co ich ogranicza? Albo kto? Sami Amerykanie nie wierzą przecież, że ta wojna jest do wygrania. Dla polskich polityków najważniejsze jest pokazanie, że jesteśmy najwierniejszym sojusznikiem USA. Tak jakby najwierniejszy miał oznaczać najważniejszy czy najpoważniej traktowany. Na to, jak wiadomo, nie możemy liczyć. Leczenie kompleksów udziałem w wojnie jest w najlepszym razie głupotą, a w najgorszym przestępstwem.

Wydanie: 1/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. Daniel S. Zbytek
    Daniel S. Zbytek 3 stycznia, 2012, 01:57

    Ma Pan racje, ale dlaczego w Polsce nie ma jakiegokolwiek sensownego ruchu antywojennego, chocby na skale amerykanska (jak Ron Paul, przeboj Partii Republikanskich w prawyborach). Skad sie bierze taka totalna obojetnosc spoleczna? Jesli Pan pamieta, to kedys o tym pisalem powolujac sie na Gelnera. Z powazaniem.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy