Kac w pałacu

Kac w pałacu

Warszawa ma kaca. Gdy to piszę, cierpiący jeszcze nie pokłócili się na fest, do odnotowania są dopiero wstępne utarczki słowne. Główny negocjator umowy o tarczy antyrakietowej powiada, że gdyby Polska wcześniej układ ratyfikowała, to Amerykanie z tarczy by nie śmieli zrezygnować. Drugi twierdzi, że tarczę by zainstalowano, gdyby rząd szybciej negocjował, trzeci z tej samej partii obwinia Radka Sikorskiego niemal o zdradę narodową, ponieważ jego żona Amerykanka głosowała na Baracka Obamę. Na głównego negocjatora w sprawie tarczy wyznaczono dyplomatę, który wyobraża sobie, że polski rząd, gdyby się uparł, to narzuciłby Stanom Zjednoczonym swoją wolę w sprawie globalnej polityki obronnej. Tego, że główny negocjator ma niedobrze w głowie, kręgi rządzące nie zauważyły, bo same tyle rozumieją co on. Niepojęta jest ignorancja tych kręgów w sprawie polityki międzynarodowej. Skąd one czerpią wiadomości o Ameryce? Chyba od polskich dziennikarzy, którzy pisząc na zamówienie, zaczęli w końcu na zamówienie myśleć i na zamówienie postrzegać, nie odróżniając już słów od rzeczy, a tego, co by się chciało, od tego, co jest. Dziennikarz od spraw międzynarodowych potrafi napisać, że wskutek czegoś tam znaczenie Polski w percepcji rządu amerykańskiego „spadło do poziomu Turcji”, a inny pomyleniec zapewnia, że Polska jest najważniejszym po Wielkiej Brytanii sojusznikiem USA w Europie. Jakie jest lekarstwo na tę polską manię wielkości? Żadne informacje i żadne doświadczenia nie skorygują tych iluzji. Jest bardzo ważną rzeczą, aby społeczeństwo zdało sobie sprawę, że krajem rządzą ignoranci pozbawieni woli poznania rzeczywistego stanu rzeczy i tacy sami ignoranci z wielkich mediów informują nas, co się za granicą dzieje.
Nie trzeba długo przebywać w Ameryce ani obracać się w wysokich kręgach Waszyngtonu, żeby zdać sobie sprawę, jak mało uwagi może Amerykanin poświęcić Polsce, Europie Środkowej czy Wschodniej. Nie dlatego, że brakuje mu zainteresowania, bo akurat Amerykanie są bardzo ciekawi świata, lecz dlatego, że przyjmowanie do wiadomości czy postrzeganie ma naturalne ograniczenia. Zainteresowanie, jak sama nazwa wskazuje, idzie za interesem. Ameryka, jakby stworzona do panowania nad światem, ma wiele interesów w różnych miejscach globu, ale akurat obecnie tak się składa, że najmniej ma ich w Europie Środkowej. Polska odegrała swoją rolę i gdy ją grała, to w Waszyngtonie bardzo się nią interesowano. Ale to minęło i polskie interesy, tak pojmowane, jak je partie Kaczyńskiego i Tuska pojmują, byłyby bezcelowym balastem dla każdego mocarstwa, które chciałoby je wziąć na swoją odpowiedzialność. Obecny moment dziejowy stawia przed Polską zadanie poświęcenia się swoim interesom wewnętrznym, pech jednak sprawił, że dostała się pod władzę ludzi, co chcą się bawić w odgrywanie wojny, która dawno minęła, i przygotowywanie się do wojny, która z pewnością nie będzie tak wyglądała, jak oni sobie wyobrażają. To dziwne, ale znakiem wodnym rytuałów, w jakich lubuje się prezydent i od których nie stroni premier, jest wojna. Oficjalna, sztuczna Polska obchodzi rocznicę 17 września 1939 roku z taką intensywnością, że zdaje się jej, iż to rzeczywistość, a nie wspomnienie. Dlatego rząd i kręgi okołoprezydenckie przeżyły wycofanie się USA z budowy tarczy jako drugi, jubileuszowy cios nożem w plecy. Warszawa w nieutulonym żalu: tarcza tak pięknie była już wmontowana w fantomatykę trzeciej wojny światowej!
Kontrast między warszawską żałobą a zachodnioeuropejskim poczuciem ulgi po decyzji prezydenta Baracka Obamy pokazuje, jak słabo Polska jest zintegrowana z Europą.
Żadne argumenty kwestionujące nieszczęsną tarczę do rządu nie docierały. Najwybitniejszego polskiego eksperta profesora Romana Kuźniara usunięto ze stanowiska dyrektora instytutu do spraw międzynarodowych, żeby jego trzeźwy głos był mniej słyszalny.
Nie słuchano także Zbigniewa Brzezińskiego, który skądinąd jest wyrocznią, a który tym razem wzywał do zastanowienia się, pytając: po co Polsce baza antyrakietowa?
Ludzie obiektywnie patrzący na świat przepowiadają, że także inne pewniki polskiej polityki zagranicznej będą po kolei dezawuowane przez bieg zdarzeń, niestety, nie tak korzystnie dla Polski jak przypadek z tarczą.
Kraj, który z powodu swojej biedy, zacofania i niskiej kultury politycznej powinien z całym zaangażowaniem wiązać się z krajami Europy Zachodniej i uczyć się od nich tego, czego nie wie, wyznacza sobie misję na wschodzie, gdzie zgodnie z zasadą, z kim przestajesz, takim się stajesz, może tylko dostosować się do czegoś jeszcze gorszego niż to, co sam reprezentuje.
Ignorancja polskich kręgów rządzących nie jest tylko zwykłym brakiem wiedzy. Ona jest utwierdzana także przez wyznawany lub nieświadomie przyjęty światopogląd. Minister Sikorski przekazał pani Clinton, sekretarzowi stanu USA, skargę na niewłaściwy termin ogłoszenia decyzji o rezygnacji z tarczy.
17 września to przecież 70. rocznica najazdu ZSRR na Polskę. Minister nie chciał zdradzić, co usłyszał od pani Hillary Clinton, trzeba się więc domyślać. Prawdopodobnie powiedziała mu lub powinna była powiedzieć: drogi panie ministrze, nie bądź pan śmieszny, tragiczne dla Polski wydarzenie miało miejsce
17 września 1939 r., a 17 września tego roku nic ciekawego się nie zdarzyło, był to zwykły sobie czwartek. Rocznica nie jest żadnym wydarzeniem, a że wy w Polsce w ciągu roku wyznaczacie sobie kilkanaście czy kilkadziesiąt dni na przeżywanie wzniosłej nienawiści, to wasza sprawa i my tego nie mamy zamiaru przenosić do naszych kalendarzy. My, Amerykanie, rozróżniamy rzeczywistość od symbolicznych fikcji, polityki historycznej nie prowadzimy, a neokonserwatyści, którzy myślą trochę podobnie jak wy i którzy zafundowali wam tę całą historię z niedorzeczną tarczą, dorwali się do władzy na krótko i nie spodziewamy się, aby w przewidywanej przyszłości powtórzyli sukces. Oni także słabo rozróżniali fantomy wytworzone przez ich głowy od obiektywnego stanu rzeczy, a jakie to dało rezultaty w realnej polityce, to możecie sobie obejrzeć w Iraku. Nie radzę wam uprawiać polityki symbolicznej i wypatrywać w kalendarzu dat, które by was chroniły przed nieprzyjemnymi dla was wiadomościami.

Wydanie: 38/2009

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy