Kaczyński jak Żyrinowski

Kaczyński jak Żyrinowski

Za nami święta. Droższe niż w ostatnich latach, bo ceny żywności pogalopowały. Żywność w Polsce drożeje w tempie, od którego kręci się już w głowach nie tylko emerytom. Takich cen nie było od wielu lat, a na dodatek nic nie zapowiada końca tych podwyżek. Szykują się kolejne. W górę pójdą ceny energii elektrycznej i paliwa.
Nie bacząc na to, większość Polaków spędziła święta przy suto zastawionych stołach. A że portfele schudły, a wagi przybyło, to zmartwienie poświąteczne. Zwłaszcza dla tych, którzy skorzystali z wyjątkowo licznych ofert niebywale atrakcyjnych kredytów. Atrakcyjnych, niestety, wyłącznie dla banków.
Strach przed komornikiem czyhającym na tych, którzy nie spłacą przejedzonych kredytów, jest niczym w porównaniu ze strachem Prawa i Sprawiedliwości. Ta formacja, a zwłaszcza jej liderzy, uwielbiają niekończące się zwarcia. Jakby wszyscy mieli wszczepione procesory zaprogramowane na awantury. Jakby członkowie PiS byli rozliczani według zasady: dzień bez awantury to dzień bezpowrotnie zmarnowany. I tak się w tych grach zagalopowali, że jeszcze nie dotarło do nich to, co się stało w październiku ubiegłego roku.
Polacy wyjątkowo długo i cierpliwie, bo całe dwa lata, znosili niekończący się potok oskarżeń i gróźb. I nie po to odesłali PiS na ławkę rezerwowych, by znowu wracać do tej zatęchłej rzeczki. Zwłaszcza że Jarosław Kaczyński po wyborach ciągle strzela sobie w stopę i pokazuje nawet zagorzałym zwolennikom, że najważniejsze pięć minut ma już zdecydowanie za sobą. Co dalej? W tym, co Kaczyński robi, zaczyna coraz bardziej przypominać ekscentrycznego polityka zza wschodniej granicy, Władimira Żyrinowskiego. Skąd to skojarzenie? Gdy w czasie obrad Sejmu Kaczyński podbiegł do mównicy i stanął obok bezradnej posłanki PO Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, brakowało tylko, by chlusnął jej w twarz szklanką wody. Zła passa Jarosława Kaczyńskiego trwa. Awantura, jaką wywołał wokół ratyfikacji traktatu lizbońskiego, jest nie do wygrania przez PiS. Zorientowały się w tym pro-PiS-owskie media i gremialnie nawołują do kompromisu, który ma polegać na tym, że Platforma Obywatelska jednak ustąpi i pozwoli PiS zbudować jakieś alibi dla zdecydowanych przeciwników traktatu.
To jest jednak droga donikąd! Części Polaków nikt i nic do Unii nie przekona. I nie o nich tu chodzi. Jest przecież także sporo ludzi, którzy mają rozmaite wątpliwości wobec traktatu po tej wielkiej kampanii straszenia Unią, jaką przez lata uprawiała prawica. I jeśli szukać jakiegoś pomysłu kompromisowego, to z myślą właśnie o nich. I pewno jakimś pojednawczym gestem skończy się ta awantura, wywołana przez Kaczyńskiego. Musi się skończyć, bo politycy PiS referendum boją się jeszcze bardziej niż Radia Maryja.

Wydanie: 13/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy