Kazimierz Brandys – tragiczny prześmiewca

Miała to być “patarafka” o tym, co napisał Tadeusz Zieliński w ostatnich tomach wydanych przez prof. Piskozuba. Ale tymczasem zmarł Kazimierz Brandys i narobił kłopotu. Przez całe życie były z nim kłopoty, zawsze o coś walczył, zawsze się zmieniał, kogoś oburzał, rywalizował. Do tego to poczucie aktualności, czasem kontrowersyjne (co ja mówię: zawsze kontrowersyjne), oburzające kogoś to Żydów, to nacjonalistów, to partię, to Kościół. Cała literatura PRL kręciła się koło Brandysa był z pewnością jednym z głównych i najbardziej dyskutowanych twórców ostatniego 50-lecia. Ktoś go nawet nazwał jedynym zawodowym pisarzem Polski. No to już z pewnością przesada, ale rzeczywiście pisał tak wiele i regularnie, że mógł się z książek utrzymać. Urodził się w 1916 r., był o cztery lata młodszym bratem Mariana, eseisty, i szwagrem Haliny Mikołajskiej. Teraz z tej rodziny został tylko Andrzej Zaniewski, poeta i prozaik ale i to dziesiąta woda po kisielu.

Brandys już przed wojną był ni to aktorem, ni to krytykiem teatralnym, ale sławę Zyskał dopiero później. W 1946 r. ukazały się jego dwie powieści „Drewniany koń” i „Miasto niepokonane”. “Koń” pozostał osobliwością, ale bardzo znamienną. Jest to niby-okupacyjne, ale w istocie ponadczasowe, tak jak „Jezioro Bodeńskie” Dygata. Został ogromnie wówczas na czasie podjęty lemat „Rozrachunków inteligenckich”, a te obrachunki miały trwać w twórczości Brandysa aż do samej śmierci. Trudno tu szczegółowo wchodzić w meritum Sprawy, ale inteligencja była dla Brandysa ową „źrenicą oka”, niekiedy zresztą nieco przymgloną. Można rzec, że był inteligentem nałogowym. Narrator „Konia” przypomina sławnego Obłomowa jest całkowicie bierny. Zresztą i tak wszystko rozstrzyga się poza nim. Człowiek? Mieszczanin? Inteligent? jest tylko łupinką miotaną przez fale. I tak już pozostanie w twórczości Brandysa na zawsze. Łącznie z niemałą przymieszką groteski. Podobny narrator opisuje dzieje Warszawy w „Mieście niepokonanym”. ale jest to książka patetyczna i tragiczna, wznawiana i na swój sposób prawie nieśmiertelna.

W latach socrealizmu Brandys zyskuje wielką sławę, pisząc cykl „Między wojnami”, z tomu na tom gorszy i wręcz karykaturalny, poświęcony dziejom rodziny Szarlejów. Szczególnie tom czwarty ”Człowiek nie umiera” jest już w całości domeną mimowolnego humoru. Podobnie arcysłynni „Obywatele”, z których pokpiwano już w 1954 r. Trzeba jednak przyznać, że właśnie Brandys jako jeden z pierwszych poddał socrealizm krytyce w opowiadaniu kiedyś bardzo słynnym „Obrona Grenady”. Brandys owych lat ma ambicje polityczne i jest zaszyfrowany w Putramenta ”Pól wieku” jako Tertulian.

Po 1956 r. powstają książki i opowiadania tak liczne, że nie sposób przytoczyć ich wszystkich. Wielką sławę zyskała ”Matka Królów”, szczególnie dzięki filmowi Zaorskiego, podobnie jak „Jak być kochaną”. Opowiadaniu opartym na prawdziwym wydarzeniu aktorka przechowuje Żyda, następnie zostaje osądzona, skazana przez sędziów, którzy o tym nie wiedzą, zrehabilitowana właściwie przypadkowo, a następnie zyskuje wielką sławę i miłość słuchaczy, występując w serialu radiowym. Kto chce, niech zgaduje, o kogo chodzi.

Podobnie jak i cały cykl ”Wspomnień z teraźniejszości”, z którego nie można nie wspomnieć ”Listów do pani Z.”, ”Dżokera”, „Sposobu bycia” i „Bardzo starych oboje”. W formie pośredniej między esejem, felietonem a prozą powieściową powstają kolejne portrety, głównie przedstawicieli inteligencji to liryczne, to sarkastyczne, a na ogół łączące jedno z drugim, bo wszystko okazuje się względne. Ważną kategorią jest nieustanna teatralizacja życia, w dobrym i złym sensie. To uczulenie Brandysa na teatr, w znaczeniu tak dosłownym, jak i przenośnym, obejmuje całą jego twórczość.

Na początku lat 70. ukazuje się „Mała księga” zawierająca wspomnienia 2 łódzkiego dzieciństwa, a w roku 1972 sławne ‚Wariacje pocztowe”; jest to powieść w listach, niewątpliwie jedna z najlepszych jego książek. Są to stylizowane ”listy kolejnych pokoleń polskich intelektualistów, od XVIII w. poczynając. Gdy się ukazały, wybuchła straszliwa awantura, zarzucano autorowi kalanie przeszłości, ale gwoździem do trumny było to, że Brandys do genealogii inteligencji polskiej włączył i Żydów. Cała książka składa się z okropności, z ludożerstwem włącznie, i szyderstw, ale jest znakomita. Potem przyszedł wieloznaczny „Pomysł”, niemal mistyczny i ”Nierzeczywistość” w dwóch częściach, z których jedna rozwinęła się w osobną powieść ”Rondo”.

W latach 70. Kazimierz Brandys (zresztą i Marian też) już nie jest ukochanym i stawianym za wzór dzieckiem Polski Ludowej. Drukuje w „Samizdatach”, a w ogóle wyjeżdża z Polski. Tu, w Paryżu, powstają sławne „Miesiące”, rodzaj kontynuacji „Listów do pani Z.”, czy też w ogóle skłonności dziennikowo-eseistycznych, właściwie wszechobecnych w jego twórczości. Można rzec, że Brandys przeszedł w ten sposób wszystkie etapy rozwoju literatury polskiej i zawsze znajdował się w czołówce iw nurcie głównym. Był przewrotnym piewcą inteligencji polskiej, którą niezależnie od szyderstw konstytuuje, wedle niego, pamięć przeszłości i wrażliwość moralna. Można rzec, że jego przygoda duchowa symbolizuje samą Polskę i to w jej najlepszej, najrozumniejszej i najbardziej wrażliwej części. Może dlatego jest i liryczna, i sarkastyczne, i – smutna.

 

Wydanie: 12/2000 2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy