Kotlety faszerowane stereotypami

Kotlety faszerowane stereotypami

Kulisy polsko-czeskiej bitwy spożywczej

Z tekstu „Polsko-czeska bitwa spożywcza” (PRZEGLĄD nr 15/2014) pośrednio wynika, że kampania wymierzona w polskie artykuły spożywcze wybuchła w Czechach wraz z objęciem władzy przez koalicję „lewicowo-biznesową” Bohuslava Sobotki (ČSSD) i Andreja Babiša (ANO). Nic podobnego.

Czeska kuchnia prawicowa

Systematyczne kształtowanie „właściwych” odruchów zakupowych, czyli bojkotujących polskie towary, trwało już w latach 2010-2013, w czasach rządów prawicowej koalicji ODS Petra Nečasa, TOP 09 Karela Schwarzenberga i Miroslava Kalouska oraz VV Radka Johna. Niemal codziennie na portalach informacyjnych pojawiały się wówczas doniesienia – często na podstawie polskich tabloidów – o zatrważająco niskiej jakości polskiego jedzenia, urągających cywilizowanym normom higienicznym warunkach produkcji, stosowaniu niedozwolonych sterydów i antybiotyków, oszustwach, masowych zatruciach itd.
Symbolem podłej jakości polskiej żywności stała się sól drogowa, rzekomo nagminnie stosowana zamiast kuchennej przez „znanych z kombinatorstwa” Polaków. Dlatego właśnie w maju 2013 r., podczas podróży do Polski, świeżo wybrany prezydent Miloš Zeman pozwolił sobie, sięgając po solniczkę, na niezbyt dyplomatyczne aluzje. Korespondowały one z nastrojami w Czechach, wykreowanymi przez dogorywający już rząd Nečasa. Resortem rolnictwa kierował w tym gabinecie nieudolny, lecz potakujący swoim mentorom z ODS minister Petr Bendl. Ministerstwo to wspólnie z Państwową Inspekcją ds. Rolnictwa i Przemysłu Spożywczego uruchomiło w połowie 2012 r. w internecie projekt „Artykuły żywnościowe pod pręgierzem” (www.potravinynapranyri.cz), w ramach którego prezentowano wyniki kontroli tych produktów. W większości negatywne oceny otrzymywały, a jakże, wyroby polskich firm.

Trucizna przychodzi z Polski

Histeria rozpętała się w związku z aferą metanolową. Od września 2012 r. do stycznia 2013 r. z powodu spożycia zatrutego alkoholu, wytwarzanego pokątnie, choć na ogromną skalę, zmarło w Czechach kilkadziesiąt osób. Czeska telewizja publiczna ilustrowała relacje z zakładów produkcyjnych i firm dystrybucyjnych wyłącznie zdjęciami butelek z polskimi etykietami, a prasa, głównie prawicowa, prześcigała się w tropieniu zagrożenia za polską granicą. Fanatyczni obrońcy czeskiego rynku przetrząsali polskie targowiska, skrupulatnie też odnotowywali, znowu za „Faktem” lub „Super Expressem”, sporadyczne zatrucia skażonym alkoholem. 17 września 2012 r. ogólnokrajowe „Lidové noviny”, nieformalna platforma medialna prawicy, mogły z ulgą ogłosić radosną nowinę: „Trucizna przychodzi z Polski” – w płynie do spryskiwaczy.

Polityka na talerzu

W celu złagodzenia antypolskiej kampanii spożywczej ambasada RP wspólnie z Instytutem Polskim w Pradze przystąpiły w październiku 2012 r. do organizowania Dni Polskiej Gastronomii. Pierwsza edycja promowała Małopolskę, druga – Dolnośląskie. Przedsięwzięcia te miały bardzo dobrą prasę, cieszyły się też powodzeniem wśród publiczności. Można zakładać, że to one m. in. doprowadziły do stępienia ostrza czeskiej retoryki. Łabędzim śpiewem antypolskiej kampanii żywnościowej była „Wielka ankieta »Blesku«: Czeskie gospodynie nie chcą mięsa z Polski!”, uruchomiona przez ten tabloid pod koniec czerwca 2013 r. Skończyło się jednak na pierwszym odcinku.
Ostatnio w czeskich mediach, w tym elektronicznych, żadnych krytycznych opinii o polskiej żywności nie ma. Być może jest to również zasługą zmiany klimatu politycznego, spowodowanej roszadą na najwyższych piętrach władzy państwowej w Czechach. Obecny wicepremier i minister finansów Andrej Babiš, jako szef ANO, partii racjonalistów i pragmatyków, która odebrała i nadal odbiera znaczny odsetek potencjalnych wyborców eurosceptycznej ODS i euroentuzjastycznej TOP 09, postrzegany jest przez czołowych przedstawicieli tych partii jako największe zagrożenie dla ich dalszego istnienia. W tym kontekście relacja z polsko-czeskiej bitwy spożywczej bardziej koresponduje ze stronniczą obroną Karela Schwarzenberga i Miroslava Kalouska z TOP 09 niż z obiektywnym obrazem rzeczywistości. Bo ODS poza praską kawiarnią już się nie liczy.

Autor jest emerytowanym redaktorem naczelnym miesięcznika „Zwrot”, wydawanego przez Zarząd Główny Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Czeskim Cieszynie

Wydanie: 28/2014

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy