Klauzula sumienia przedsiębiorców

Klauzula sumienia przedsiębiorców

Kolejną grupą zawodową, która ogłosiła, że ich sumienie stoi ponad prawem, są przedsiębiorcy

Przedsiębiorcy są kolejną grupą zawodową, która poprzez swojego reprezentanta, Cezarego Kaźmierczaka, prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, ogłosiła, że ich sumienie stoi ponad prawem stanowionym przez państwo polskie. Kaźmierczak wielokrotnie zapewniał, że będzie łamać prawo, mówiąc to tonem Mahatmy Gandhiego. Zapomniał jednak, że Gandhiemu chodziło nie o stan konta, lecz o wyższe idee. Ostatnio prezes porównał państwo polskie do mafii, a nawet stwierdził, że jest ono od niej gorsze. A to dlatego, że zaczęło w końcu egzekwować prawo. Nie będę hipokrytą i przyznam, że są wypadki, gdy w trosce o własną moralność trzeba złamać prawo. Dlatego jedne klauzule sumienia popieram, drugich nie. Tutaj jednak mamy do czynienia z sytuacją, gdy przedstawiciele przedsiębiorców uważają, że mogą łamać (czy obchodzić) prawo tylko dlatego, że z powodu działań rządu mogłyby zmniejszyć się ich zyski.

Rolnik czy nie rolnik

Robert Gwiazdowski napisał kiedyś na Twitterze o działaniach pewnej firmy. Na mój zarzut, że owa firma kieruje się tylko zyskiem, odpowiedział: „A czym ma się kierować? Stratą?”. Czyli nie istnieją takie kategorie jak uczciwość, interes klienta, etyka, społeczna odpowiedzialność biznesu. Tylko zysk i strata. Zysk jest dobry, a strata zła. Zgodnie z tą logiką, wszelkie działania rządu mające na celu ochronę pracowników czy konsumentów są niemoralne i można je ignorować, ponieważ przyczyniają się do zmniejszenia zysków. Nie wiem, czy w innym kraju dopuszczalne byłoby, by wielkie gazety, portale lub magazyny jawnie pisały o tym, jak obejść (czyli de facto złamać bez konsekwencji) prawo.
Ostatnio czytałem o łatwym sposobie na to, żeby zwykły przedsiębiorca płacił KRUS, a nie ZUS. Wystarczy podobno wykupić udziały w jakimś gospodarstwie rolnym. Jak wiadomo, nikt się nie stanie pisarzem od kupienia praw autorskich, ale jakoś nie przeszkadza niektórym, że można kupić status rolnika. Tylko że za pewien czas, gdy urzędy skarbowe zaczną sypać mandatami, rozlegnie się lament, że przepisy są niejasne, a każdy tylko myśli, jak pognębić przedsiębiorcę. A czy jest coś niejasnego w fakcie, że KRUS jest tylko dla rolników? Czy tak trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, czy się jest rolnikiem, czy nie? Podobne trudności mieli przedsiębiorcy ze zrozumieniem zapisu o tym, że kiedy ktoś codziennie przychodzi do pracy, trzeba mu dać umowę o pracę. I pytanie podstawowe: czy dany pracodawca uważałby tak samo, gdyby umowa o pracę oznaczała mniejsze koszty? Raczej nie. Tak samo nie uważałby się za rolnika, nawet mając udziały w gospodarstwie, gdyby składki do KRUS były wyższe niż do ZUS.

Łzy biznesu przelewają się przez media

Współczuję rządzącym braku szacunku dla prawa w Polsce i mody na jego obchodzenie, bo trzeba opisywać każdy najdrobniejszy szczególik, aby zapobiec jego łamaniu. Cierpią na tym uczciwi, bo muszą potem przeciskać się przez gąszcz przepisów i kontroli. Daniel Passent pisał, że łzy biznesu przelewają się przez media, a przedsiębiorcy są najlepiej reprezentowaną przez rzekomo niezależnych ekspertów grupą społeczną w Polsce. W przeciwieństwie do np. związkowców, których racje się przedstawia, ale zaraz dodaje „spokojny i merytoryczny” komentarz odpowiedniego eksperta. Fakty są takie, że grupie, która zarabia najwięcej, udało się wmówić wszystkim, że jest grupą najmniej uprzywilejowaną. Właściciel jednej z bardziej znanych firm cukierniczych w Polsce potrafi publicznie twierdzić, że on ma gorzej niż pracownicy, bo wolny rynek jest bezwzględny i nie daje okresu wypowiedzenia. Chyba dla owego właściciela aż tak bezwzględny rynek nie jest, jeśli spojrzy się na jego stan posiadania, nie wspominając już, że do tej pory rynek sfinansował mu możliwość tysiąc razy dłuższego okresu wypowiedzenia niż sprzątaczce w jego firmie.
Chciałbym odeprzeć zarzuty, że jestem uprzedzony do przedsiębiorców. Na pewno są wśród nich ludzie uczciwi i racjonalni. Jednak to, co piszę, wynika z obrazu, jaki ma ta grupa społeczna w mediach za sprawą przedstawicieli Lewiatana, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców czy Forum Obywatelskiego Rozwoju, o Centrum im. Adama Smitha nie wspominając. A jest to obraz ludzi bardzo roszczeniowych, najbardziej uprzywilejowanych (mniejsza o to, czy przez państwo, czy wolny rynek), którzy mają tak duży tupet, że wypłakują się w mediach, jak to im jest niedobrze i jak bardzo są uciskani przez państwo, związki zawodowe, roszczeniowych pracowników itd. Do tego na każdym kroku słyszymy, że to oni dźwigają na swoich barkach ciężar całej gospodarki, a przecież to właśnie oni na takiej gospodarce najbardziej korzystają. Bo chyba nie sprzątaczka, którą, obchodząc przepisy, zatrudniają jako podmiot prowadzący własną działalność gospodarczą, nie wypłacając nawet minimalnej pensji. Argument o konieczności utrzymywania całego kraju stosują, aby uzasadnić, dlaczego powinni mieć prawo do wszystkiego. Milczą o tym, że sami też są utrzymywani z pieniędzy swoich klientów oraz dzięki pracy własnych pracowników. Bez nich nic by nie mieli.
Medialni przedstawiciele przedsiębiorców, tacy jak Cezary Kaźmierczak, który z dumą zapowiada, że przedsiębiorcy nie dadzą się zniszczyć państwu i z łatwością obejdą prawo mówiące o tym, żeby wypłacać pracownikom minimalną pensję (do tego tłumacząc to dobrem pracowników), wyrządzają swojej grupie niedźwiedzią przysługę. Bo na promowaniu obchodzenia prawa cierpią uczciwi właściciele firm. Dlatego problem należy rozwiązać politycznie, odgórnie. Trzeba w końcu zmusić wszystkich do przestrzegania prawa, tak aby ci, którzy to robią, nie byli karani za swoją uczciwość poprzez osłabienie swojej konkurencyjności.

Autor jest socjologiem, publicystą magazynu „Liberté!”

Wydanie: 39/2014

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy