Kiepsko być prezydentem

Kiepsko być prezydentem

Z Wiktorem Osiatyńskim grałem w tenisa w 1985 r. na Uniwersytecie Columbia. Kort nędzny, asfaltowy, wiele takich było wtedy w Stanach. A obok szumiał Nowy Jork. Osiatyński zemdlał nagle w czasie gry, tłumaczył, że oducza się palić papierosy. Wybitny konstytucjonalista, zmagający się z nałogiem, autor książek ważnych dla alkoholików, takich jak „Rehab”, a to przecież choroba narodowa. Jego poruszający wykład „Gdy demokracja przegrywa z symbolami” został przedrukowany przez „Gazetę Wyborczą”. Wnikliwa analiza dramatu demokracji w Polsce i w całym kręgu naszej cywilizacji. Pisze: „Liberalne elity zrezygnowały z tworzenia wspólnoty i zapomniały o ludzkiej potrzebie godności, rozumianej inaczej niż wzrost gospodarczy czy udział w wyborach. I tak otworzyły drogę do nacjonalizmu”. Wiktor, niestety, jest bardzo ciężko chory, niknie w oczach, ale rośnie w mojej pamięci.
*
Stały kontakt telefoniczny z J., który umiera na raka – z jasnym umysłem i bez trwogi, ale z wielkim żalem, że sprawi ból swojemu dziecku. Robi w myślach rachunek sumienia, bez pomocy żadnej religii. Od dawna mnie porusza, że ateiści umierają często odważniej od religijnych. Może dlatego, że wizja życia pozagrobowego jest o wiele bardziej przerażająca niż doskonalenie higienicznej nicości. Telefon komórkowy pozwala teraz być do końca z odchodzącymi, nawet jeśli są bardzo od nas daleko. A ja nie mogę potem wyrzucać z pamięci komórki numerów tych, którzy odeszli.
*
Stajemy się zgorzkniali. Dlatego coraz częściej słychać po liberalnej stronie głosy, że Polacy mają to, na co zasłużyli. Że tacy właśnie jesteśmy, wszystko inne to były złudzenia. Nie zgadzam się. Polacy nie zasłużyli na to, co się dzieje. Za wiele tu było tragedii i cierpienia, też z powodu fatalnego położenia geopolitycznego. Za wiele walki o wolność i demokrację, zbyt liczne z tego powodu ofiary. A Solidarność to był jednak wspaniały ruch. Tylko że zalety w pewnych warunkach stają się wadami. Niezależność szlachty, jej duma, niezwykła w ówczesnym świecie forma demokracji, wybór króla – to wszystko nagle zaczęło wieść Rzeczpospolitą do katastrofy. I ten okrutny los polskiego chłopa, któremu zgniła dusza od podłego życia. A teraz wszyscy są jak szlachta, także chłopi, takie mają ambicje, bo to był wzorzec. I nikt nie chce być gorszy, a gorszych u nas nadal wielu. To dramat współczesnego liberalnego świata, że stał się egalitarny, o czym marzyli nie tylko socjaliści. Ludzie nieświadomi, mroczni, też idioci, nagle zyskali głos i wyszli z ukrycia. To widać jak na dłoni również w Stanach. W latach 30. niemieckie społeczeństwo nie było tak złe, jakim się stało przez szaleństwo jednego człowieka. U nas to naprawdę mogło potoczyć się inaczej. Gdyby Lech Kaczyński nie zginął, przegrałby wybory prezydenckie. Gdyby Tusk był bardziej przewidujący i powalczył o wizję dla Polski… Ale był zajęty walką o utrzymanie stanu rzeczy. Nieszczęścia, które dotyczą narodów, podobnie jak te ludzkie, w dalszej perspektywie często prowadzą do tego, co dobre, i na odwrót. Ale mamy tylko jedno życie.
*
Lubię oglądać Misiewicza z Macierewiczem, kiedy są razem. Gruby i chudy. Głowa Misiewicza to gruszka, głowa Macierewicza ogórek, który się przeleżał. Cudowny temat dla Haška. Nikt nie opisał równie zabawnie i celnie jak on idiotyzmu armii. Czytam tę książkę co jakiś czas, bo to niezawodna odtrutka na smutek. Fascynujące, że potworna i groteskowa biurokracja zmurszałej monarchii stworzyła dwie skrajnie odmienne wizje literackie, dwa światy, Kafki i Haška. Stykają się plecami, a jednak mają odmienne oblicza. Świat Kafki jest tak straszny, że śmieszy, Haszka tak śmieszny, że straszny.
*
Niestety, są instytucje, gdzie zaczyna dominować strach, by nie podpaść PiS. Naiwnością byłoby sądzić, że będzie inaczej, ale to przygnębiające. Chociaż skala tego na razie jest mała, zaskakująco mała. Dosyć już w przeszłości nawdychałem się ludzkiego konformizmu. Na razie trwa i uwyraźnia się podział na dwa światy. W mediach coraz łatwiej mi poznać po jednym zdaniu, czy radio jest reżimowe. Tak kiedyś było tylko z Radiem Maryja. Skala celebrowania „żołnierzy wyklętych” zmienia się w ponurą groteskę. Docierają do mnie wiadomości, że podział Polski schodzi coraz niżej. Rodzice opowiadają mi, że tworzą się podziały w klasach, już IV czy V szkoły podstawowej. „Nie zaproszę Konrada na swoje urodziny, bo on pisowiec”. Proszę, jak Kaczyński i Duda pojednali Polaków. Aż serce rośnie.
*
– Kim, tata, chciałeś być – pyta mnie mój sześciolatek – jak miałeś sześć lat? Odpowiadam szczerze: – Sportowcem lub prezydentem. Franio na to: – O, prezydentem to kiepsko. – Dlaczego? – Bo ma wypadki.
Nawet do świadomości dzieci przenika katastroficzna wizja polskiej władzy.

Wydanie: 10/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy