Immunitetowe zbójnictwo

Zapiski Polityczne

16 maja 2002 r.

Rozbójnik to bardzo stary zawód i bywało, że szanowany w pewnych kręgach, gdy im służył pomocą lub wyzwalał spod panowania jakiegoś okrutnika. Mieliśmy zbója Madeja, niewątpliwym szlachetnym zbójcą był nasz Janosik. Bajki wielu narodów roją się od zbójców, czasem nawet szlachetnych, choć zły zbój bardziej porusza wyobraźnię. Nie piszę jednak traktatu o zbójnictwie i zbójnikowaniu, lecz o politycznych problemach współczesnej Polski, gdzie właśnie pojawił się całkiem nowy rodzaj zbójectwa.
Zbójców można także wyróżniać w zależności od narzędzi zbójeckich, jakimi się posługują. Tradycyjnie używali maczugi i tak bywają często przedstawiani, z tęgą lachą w kształcie wydłużonej gruszki nabitej kolcami. Miewali także zbójnicy broń palną, krótką i długą, miewali noże, miecze, szable i dzidy. Szymon Kobyliński – nieodżałowany znawca wszelkich narzędzi niosących śmierć – potrafiłby bez przerywania sjesty wyliczyć setki narzędzi potrzebnych do uprawiania tego dość różnie ocenianego zawodu.
Ostatnimi laty pojawiła się nowa odmiana zbójeckiej konfraterni. Zbójcy uzbrojeni w immunitet parlamentarny albo też chronieni przez osoby posiadające taki immunitet lub wielką władzę. Ten ostatni rodzaj zbójowania można było obserwować jeszcze przed ostatnimi wyborami w Gospodarstwie Pomocniczym Kancelarii Premiera. Szaleli tam młodzi ludzie z jakiejś Ligi, usiłujący rozgrabić dobrze dawniej zagospodarowany majątek kancelarii, co im się częściowo udało, a prócz samej grabieży dopuszczali się bezprawnych ataków na związki zawodowe i wyprawiali inne figle, częściowo aż do dzisiaj bezkarne. W tym wypadku narzędziem zbójowania było poparcie polityków AWS.
Polak jednakże wiele potrafi i oto mamy nową odmianę zbójnikowania. Tym razem broń służąca do uprawiania tego niegodziwego zawodu ma naturę bardziej intelektualno-polityczną niż – tak jak dawniej – ściśle techniczną. Raz po raz pojawia się na naszej scenie politycznej wataha czy może banda, choć to słowo wydaje się zbyt natrętnie surowe, więc zostańmy przy watasze osobników uzbrojonych w immunitet. Tylko w immunitet i aż w immunitet.
Mając takie zabezpieczenie, wolno właściwie wszystko. Wolno obrażać ludzi z innych ugrupowań politycznych, czego szczytem były polemiki wokół konstytucji RP z roku 1997, ale i teraz nacjonaliści, zwani dla zachowania pozorów eurosceptykami, rzucają na zwolenników wejścia Polski do Unii Europejskiej całe tony gromów, zniewag, oplugawień i co tam jeszcze potrafią wymyślić, a potrafią wiele i mocno. Mówią to wszystko na ogół w Sejmie RP, a więc pod ochroną świętego immunitetu.
Zupełnie niemożliwe do usłyszenia wydawały się dawniej oskarżenia kolegów polityków, za które Andrzeja Leppera pozbawiono stanowiska wicemarszałka. Niewiele to pomogło. Ludzie Samoobrony są gotowi w każdej chwili wyskoczyć jak diabeł z pudełka z podobnymi inwektywami adresowanymi jako propaganda polityczna do kręgów osób skrzywdzonych i poniżonych transformacją ustrojową, do ludzi łatwej wiary nieumiejących sobie wyobrazić, że Samoobrona u władzy to dopiero byłoby piekło na ziemi.
Okazało się jednak, że ciskanie obelg w stronę przeciwników politycznych nie zaspokaja ambicji lepperowców.
Uzbrojeni w immunitety napadają nagle, ni z tego, ni z owego, na gmach Ministerstwa Rolnictwa, wyłamują drzwi, tłuką szyby, krótko mówiąc, chuliganią w pełnym wymiarze w poczuciu bezkarności i zapowiadają, że podobne ataki i napady na gmachy publiczne będą powtarzać częściej.
Wydawało mi się, że w naszym prawie istnieją stosowne sankcje za tak zwane groźby karalne, ale jak widać, immunitety chronią także i przed takim zagrożeniem. Innym paradoksem i dowodem na potęgę immunitetu jest smutny fakt, iż zaszczytną funkcję wiceprzewodniczącej Komisji Sprawiedliwości pełni osoba ścigana za czyn kryminalny, na dodatek uchylająca się systematycznie od stawania przed sądem na jego wezwanie.
Co najgorsze w tej całej ponurej sprawie zbójectwa immunitetowego, władze rządowe i parlamentarne, a także sądownicze, prokuratorskie i policyjne są całkowicie bezradne. Na tę bezradność władzy, wobec jawnych przestępstw ma niewątpliwie wpływ przeszłość polityczna obecnego obozu władzy, którego wielu przedstawicieli było silnie powiązanych z totalitarnym układem politycznym. Owo „obciążenie” rodzi lęk i nie jest to całkiem irracjonalne. Wystarczy posłuchać, jak obelgami posługiwały się posłanki, renegatki z Unii Wolności atakujące ministra Łpińskiego za mądrą reformę służby zdrowia. Każde silniejsze postępowanie obecnej władzy powoduje natychmiast oskarżenie powrotu byłej komuny do dawnych metod sprawowania władzy. Są to oczywiście podłe zagrania, lecz w polityce podłość należy do normalnego arsenału walki. Jakież podłe były oskarżenia kierowane przeciw nowej konstytucji. Czy osłabiły pozycję polityczną Mariana Krzaklewskigo w jego walce o władzę dla pogrobowców „Solidarności”? Nic podobnego. Wygrali i przez wiele lat grabili państwo bez cienia wstydu i do dzisiaj bez śladu odpowiedzialności za wyrządzone Polsce szkody. Dlatego do hasła IX Kongresu Unii Pracy, jaki ostatnio się odbył, wpisałem słowa: „Rozliczmy krzywdy wyrządzone Polsce”. Niestety, nie zaufano mojemu doświadczeniu językowemu i tekst nieco zmieniono, ale treść wezwania została ta sama. Wszelkie przestępstwa należy rozliczać i karać, nawet jeśli dopuszczają się ich zbójnicy zbrojni w immunitety.

 

Wydanie: 20/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy