Zakalec i znaki zapytania

Zakalec i znaki zapytania

Przez chwilę słyszymy wspólny i rozumny głos polskich polityków na temat Ukrainy. Nie kłócą się, jaka ulga. Uświadamia nam to, jak chory jest stan rzeczy na naszej scenie politycznej, jak toksyczna jest wojna wszystkich ze wszystkimi o wszystko.
Józef Piłsudski, Jerzy Giedroyc, z żyjących Władysław Bartoszewski – oto wielkie postacie wyznawców „ideologii” zdrowego rozsądku. Przy otwartej głowie i tolerancji wszyscy jednak na naszą narodową prawicę reagowali alergicznie. Pamiętam rozmowy z Jerzym Giedroyciem w Maisons-Laffitte. Redaktor zawsze opanowany, zapalał gniewem oczy, kiedy mówiliśmy o polskiej endecji i neoendecji. Zgadzał się, że w tej formacji duchowej jest jakiś szczególny zakalec umysłowy.
W dużej sali kina Atlanitc, która się okazała za mała, obchodzone były 92. urodziny Władysława Bartoszewskiego. Jubilat w genialnej formie, tryskał energią i humorem. Nie jestem skłonny do łatwych uniesień, ale wzruszyłem się. Kto miał we współczesnej Polsce równie piękną i mocną biografię? Ma taką jasność umysłu, tak wiele poczucia humoru i pozytywnej energii. Dlatego Bartoszewski naszej prawicy jest tak nienawistny. Znajomy, który dostał się w krąg religii smoleńskiej, raczył mi powiedzieć: „Jaka szkoda, że stracił szansę, aby umrzeć jako porządny człowiek”. Jego koledzy mówią mocniej. Jest w Polsce niestety długa tradycja opluskwiania swoich największych.
Robię przegląd naszej prasy narodowo-prawicowej, od brukowców jak „Gazeta Polska Codziennie” do „wSieci” i „Do Rzeczy”. Język tej prasy można określić jednym celnym słowem – złorzeczenie. Taki zawsze jest język nienawiści.
Płodny autor „wSieci” Krzysztof Feusette z młodzieńczym rewolucyjnym zapałem pisze: „Wystarczyło, by jeden rozleniwiony prawiczek, a może nierozprawiczony leniuszek, jakiś świniopas od Palikota wymyślił sobie na Wiejskiej seks z kozą, a już z radosną odpowiedzią na jego dylematy oralne pędzi nie tylko straszny dziadunio na cztery litery, ale także ciało naukowe, wydawałoby się kiedyś – poważne”. I tak dalej w tym stylu…
Maciej Pawlicki, producent filmowy, znany z tego, że produkował Pospieszalskiego, umieszcza we „wSieci” raport, jak giną wszyscy, którzy „coś wiedzieli o katastrofie smoleńskiej”. Już 20 zostało zlikwidowanych, a będzie więcej, trwa właśnie polowanie na ostatniego świadka, a mieszkańcy „Priwislanskiego Kraju zamykają okiennice (…), zupełnie zobojętniali nie chcą wiedzieć, nie chcą się wstydzić swojego strachu. Świadomość upodlenia zagłuszają rechotem”. Pawlicki także Leppera wciąga w ów śmiertelny krąg. „Rzekome samobójstwo Leppera”. Wierzę, że Pawlicki wierzy w morderczy krąg, tyle w nim ognia. Nie wierzę, że wierzą bracia Karnowscy, kierujący pismem. „Naród smoleński” musi być jednak czymś karmiony, moralne wzmożenie nie może przygasać.
Trochę oszołomiony lekturami staram się zachować rozum i myśleć politycznie. To oznacza, że jeśli PiS przejmie władzę, trzeba będzie ujawnić i skazać ludzi, którzy dokonali zamachu na samolot prezydencki i mordowali świadków. Ilu ludzi przyjdzie wziąć na tortury, przecież inaczej nie da się poświadczyć fikcji? Stalin mógł sobie na coś takiego pozwolić, prezesowi nie starczy narzędzi ani serca. Dlatego nie boję się, tylko rechocę i pukam się w czoło.
Sporo w tych pismach polskiego humoru, który jest rozpaczliwie smutny. Najbardziej zasmuca Jan Pietrzak. Drugi humorysta, Marcin Wolski, w poważnym tekście pisze o premierze: „Donaldino całkowicie utracił kontakt z rzeczywistością”. Wolski nie utracił.
Oblicza Wildsteina dawno nie widziałem, nowe zdjęcia mówią, że zmienił się nie do poznania, rysy z trudem rzeźbione w polnym kamieniu. Jego felieton w „Do Rzeczy” nosi tytuł: „Kim pan jest, panie Żakowski?” (wystarczy zamienić na Zambrowskiego i już jesteśmy w domu, w roku ‘68). Cytuję: „Trzeba więc postawić pytanie: Czy działalność Żakowskiego i jego trzody opłacana jest z pieniędzy przemytników broni? Nie chciałbym niczego podobnego sugerować. Być może istnieją inne uzasadnienia kampanii oszczerstw wymierzonych w Macierewicza i jego współpracowników oraz nieustających manipulacji dotyczących likwidacji WSI? Ja ich nie znajduję. No, poza jednym. Żakowski i jego trzoda to moskiewscy agenci. Nie chciałbym niczego podobnego powiedzieć, gdyż – być może – istnieją odmienne sposoby wytłumaczenia zachowania jego i jego trzody. Ja ich w każdym razie nie dostrzegam”.
Dowcipy rysunkowe, tytuły, język tych pism – do złudzenia przypomina to prasę z czasów zniewolenia umysłu. Czyli w demokracji też można samego siebie zniewolić.
Zanim na salę wjechał wielki tort, zapytano Bartoszewskiego, czy dotykają go ataki prawicy. Odpowiedział: „A jeśli pan jedzie tramwajem i pijany pana obrzyga, to pan się czuje obrażony, pan się czuje moralnie dotknięty?”.
Tak, to tylko problem higieny. Dlatego po tych lekturach piję mleko na odtrutkę i rad jestem, że, dbając o zdrowie, następną prasówkę zrobię sobie dopiero za pół roku.

Wydanie: 9/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 10 marca, 2014, 17:25

    Gazety i portale pisowskich zawistnych i zakompleksionych nienawistników, nazywających siebie niepokornymi, budzą też, poza czarnosecinnymi „mediami” z lat 50. i 60. tamtego wieku, skojarzenie z niemieckim der Stürmerem.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy