Korozja państwa PiS

Korozja państwa PiS

Dotąd PiS wszystko uchodziło bezkarnie. Afera goniła aferę, skandal wybuchał za skandalem, wpadka następowała za wpadką. Na słupki poparcia wciąż nie miało to wpływu, czemu nie mogli się nadziwić socjolodzy i politolodzy. Ale przecież jest granica. Jak to śpiewały dzieci: „Balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę, no i… trach!”.

Społeczeństwo nie reagowało na łamanie konstytucji przez prezydenta i rząd. Nawet na to, że w sprawach konstytucji prezydent jest ewidentnym krzywoprzysięzcą. Wszak nie dość, że ślubował: „Uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom konstytucji”, to jeszcze dobrowolnie dodał: „Tak mi dopomóż Bóg”. Nie reagowało też, gdy prokuratura, łamiąc postanowienia Kodeksu postępowania karnego, odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie wieżowców spółki Srebrna. Pozostawało spokojne, gdy PiS niszczyło Trybunał Konstytucyjny, wzmacniało władzę prokuratora generalnego, upolityczniało Krajową Radę Sądownictwa, obrażało sędziów, ograniczając niezależność sądów i niezawisłość sędziowską. Przełykało porażki polityki zagranicznej, niewiele z nich rozumiejąc. Cieszyło się z antyinteligenckich wypowiedzi prezydenta, ministrów i posłów PiS, przewyższających w chamstwie i głupocie nawet antyinteligenckie wypowiedzi Gomułki. Znosiło cierpliwie obrzydliwą propagandę sączącą się z ekranów telewizorów, produkowaną przez TVP i TVP Info. Zapewne co najmniej częściowo jej wierzyło. Trochę może denerwowały ludzi niebotyczne zarobki blondynek w Narodowym Banku Polskim, wyczyny niejakiego Misiewicza, trochę śmieszyły urojenia Macierewicza. Wszystko to jednak pozostawało bez wpływu na poparcie dla PiS i jego prezydenta.

Pozostawało, ale do czasu. Społeczeństwo zawsze premiuje władzę, która imponuje skutecznością, zdecydowaniem, jednością. A jak jeszcze taka władza, jednolita, zdecydowana i skuteczna, potrafi zagrać na patriotycznej nucie, wmówić chamowi, że w przeciwieństwie do elit jest autentyczny, polski, że przechowuje odwieczne wartości (jakby chamstwo i głupota, ksenofobia i antysemityzm były wartościami), że brak znajomości języków obcych jest cnotą i to raczej obcy powinni uczyć się polskiego… A do tego jak władza sypnie gotówką, da 500+…

Ale afery z Banasiem pokazały, że ta władza nie jest jednolita, żre się między sobą, przestaje być skuteczna. Prokuratura i CBA wkraczają do Banasia, jego rodziny i do Najwyższej Izby Kontroli; w odwecie NIK wkracza do Ministerstwa Sprawiedliwości, prokuratury i do służb specjalnych, a PiS ze swoim „genialnym strategiem” Kaczyńskim jest bezradne. Na to nakłada się porażka na forum europejskim w sprawie „reformy” sądownictwa. Wiara we wszechmoc PiS i jego prezesa słabnie. A jeszcze palec posłanki Lichockiej, pokazany w Sejmie tym, którzy chcieli przekazania 2 mld na onkologię zamiast na TVP. Do tego inflacja, coraz bardziej odczuwalna, coraz bardziej zżerająca 500+.

Wszystko to musi niepokoić kierownictwo PiS z prezesem na czele, odbierać mu pewność, a być może wiarę w zwycięstwo Dudy w majowych wyborach. To uruchamia walki frakcyjne wewnątrz obozu władzy. Jak ktoś słusznie zauważył, buldogi już nie walczą pod dywanem, dawno przeniosły się na dywan. Mamy tu do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym. Walki frakcyjne wewnątrz PiS osłabiają wiarygodność tej partii w elektoracie, a słabnąca wiarygodność ożywia walki wewnątrz partii. Wyraźne słabnięcie prezesa dodatkowo te walki stymuluje. Ziobro kontra Morawiecki, Kamiński kontra Ziobro. Banaś kontra cała reszta… I gdzieś tam na marginesie Gowin, który oficjalnie jest coraz bardziej za, ale wyraźnie coraz mniej się cieszy.

Jakby tego było mało, niefortunna gryząca szefowa kampanii prezydenckiej Dudy nie przysparza mu sympatii, raczej staje się dla niego źródłem kłopotów. I sam prezydent, podlizujący się ludowi w gminach i powiatach, z tym swoim zestawem min heroicznych, które chyba już nieco się opatrzyły i z groźnych stały komiczne, dokonujący coraz zabawniejszych podziałów społeczeństwa (ostatnio, jeśli się nie mylę, na „profesorów i Polaków”), nie jest już tym Andrzejem Dudą, na którego cześć jakaś polonijna śpiewaczka amatorka piszczała: „Andrzej Duda nam się udał”. Młode pokolenie, które na niego głosowało przed pięcioma laty, uwiedzione jego młodością i młodzieńczością, dziś raczej produkuje ośmieszające go memy.

A jeśli jeszcze przed wyborami z jakiegoś pisowskiego lamusa wylezie, schowany tam ostatnio, Macierewicz ze swoimi smoleńskimi urojeniami, spisanymi w formie raportu kierowanej przez niego komisji, będzie to świadczyło, że prezes albo już naprawdę nie panuje nad tym, co w PiS się dzieje, albo przestał wyczuwać nastroje społeczne. Macierewicz jest w stanie podniecić tylko mały rdzeń żelaznego elektoratu PiS, wierzący w smoleński zamach. Odstraszy zaś wszystkich pozostałych. Tymczasem Duda, jeśli chce wygrać wybory, musi zdobyć ponad 50% głosów. Macierewicz ma szanse mu to uniemożliwić. Do roboty, Panie Antoni! Wszystkie trotyle, rozpylony hel, sztuczna mgła, dobijanie tych, którzy przeżyli zamach, raz jeszcze na stół, w konfrontacji z pękającymi parówkami, zgniatanymi puszkami po piwie i ekspertem, co „wykończył caracale”! Prosimy o bis!

PiS koroduje, samo traci wiarę w zwycięstwo, dzieli się na frakcje walczące o wpływy i władzę. Wymarzona sytuacja dla opozycji. Tylko czy potrafi ją wykorzystać?

Wydanie: 10/2020

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy