Gdzie oni mają godność

Gdzie oni mają godność

Może jeszcze tego zbyt wyraźnie nie widać, ale sygnałów, że obóz władzy jest w kryzysie, dostarczają nawet sami rządzący. Rośnie lista wzajemnych pretensji. Posklejane przez Kaczyńskiego grupy już tylko oficjalnie prezentują wspólną linię. Manewr ze zjednoczoną prawicą udał się ponad miarę oczekiwań prezesa. Władzę zdobyto. Ale możliwość jej sprawowania ogranicza stan kadr. Bardzo miernych, jeśli patrzeć na kwalifikacje, ale za to niezwykle pazernych w korzystaniu z przywilejów. Z taką armią nie można za długo pociągnąć. Tylko do czasu, gdy suweren nie przekona się na własnym grzbiecie, że oto znowu został oszukany przez przebierańców. Takich, co obiecali pokorę, pracę i umiar. Tak mówiła premier Szydło w listopadzie 2015 r. A teraz brzmi to jak ponury żart z suwerena, którego oczekiwania i cenę za poparcie wyliczono na 500 zł. PiS wiele mówiło o powstaniu z kolan i polityce godnościowej. Ale co to oznacza?

Dziesiątki, a może setki tysięcy ludzi przeszły tę drogę. Tyle że z kolan wstali głównie ci, którzy wreszcie dorwali się do państwowego cycka. Wstali, bo trudno doić w tak niewygodnej pozycji.

A polityka godnościowa rządzącej prawicy? Najbardziej jej dobrodziejstwa doświadczają osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie koczujący od paru tygodni na korytarzu w Sejmie. A żeby ten absurd był jeszcze większy, to równolegle, pod bardzo silną presją Kościoła i ultraprawicy, Sejm pracuje nad całkowitym zakazem aborcji. Gdzie tu logika? Gdzie rozum? Gdzie elementarna uczciwość? Porzucone przez państwo i Kościół matki mają rodzić za wszelką cenę. A rola tych dwóch podmiotów sprowadza się do wymuszania na kobietach decyzji, za które później państwo i Kościół nie czują się w żaden sposób odpowiedzialne. Kobietom zostaje samotny heroizm i pamięć o hipokryzji oraz bezgranicznej bezczelności polityków prawicy i hierarchów.

Nie chcę tu generalizować, bo i tam są ludzie współczujący rodzinom niepełnosprawnym. Ludzie, którzy wstydzą się tego, co robią władze. Ale taka postawa już nie wystarczy. Bierność to współsprawstwo. Jeśli państwo nie może tym ludziom zapewnić nawet skromnego minimum na życie, trzeba coś zrobić z takim państwem. Za to, co się dzieje w Sejmie, jesteśmy odpowiedzialni również my. Jako wspólnota. Suweren może wszystko. A przynajmniej może tyle, by polityczne łachudry nie trzymały tych ludzi na korytarzu.

Wydanie: 20/2018

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy