Konserwatorze Brabander, daj pożyć zabytkom

Konserwatorze Brabander, daj pożyć zabytkom

Kontrowersyjne decyzje, wycinka, samowole

Zgoda na rozbiórkę rembertowskiej willi to niejedyna kontrowersyjna decyzja Piotra Brabandera, który stanowisko stołecznego konserwatora zabytków piastuje od kwietnia 2012 r. Wcześniej był zastępcą warszawskiej konserwator Ewy Nekandy-Trepki. Przez ponad dwa lata urzędowania swoimi postanowieniami zdążył narobić sobie wrogów w środowiskach zajmujących się ochroną warszawskich zabytków. Jego najzajadlejsi krytycy nazywają go nawet barbarzyńcą i niszczycielem dziedzictwa.

To właśnie Brabander, jeszcze jako zastępca Ewy Nekandy-Trepki, podpisał zgodę na budowę słynnego już biurowca na Podwalu nieopodal kolumny Zygmunta. Inwestycja realizowana przez rodzinę Marcinkowskich, znanych warszawskich handlarzy roszczeniami reprywatyzacyjnymi, była szeroko komentowana i oprotestowywana. Eksperci zwracali uwagę, że budynek jest zbyt duży i może konkurować z przestrzenią Starówki. Sprawa zrobiła się głośna także dlatego, że konserwatorzy nie skonsultowali decyzji z UNESCO. Powinni to zrobić, ponieważ całe Stare Miasto od 1980 r. znajduje się na Liście światowego dziedzictwa. Przez moment pojawiło się niebezpieczeństwo, że z powodu inwestycji Starówka zostanie z listy wykreślona. Ostatecznie do tego nie doszło, mimo że przysłany do Warszawy ekspert UNESCO bardzo krytycznie wyraził się o budowie biurowca. Stanowisko straciła natomiast Ewa Nekanda-Trepka, której miejsce zajął jej zastępca.

W styczniu 2013 r. stołeczny konserwator zabytków wydał kolejną kontrowersyjną decyzję. W ramach rewitalizacji Ogrodu Krasińskich zezwolił na wycięcie jednej trzeciej całego drzewostanu. Takie przerzedzenie parku spowodowało protesty okolicznych mieszkańców. Sprawa stała się na tyle głośna, że dotarła do generalnego konserwatora zabytków, który zlecił kontrolę. W jej wnioskach stwierdzono, że nie wiadomo, jakie przesłanki stały za wycinką drzew. Co więcej, zaznaczono, że prowadzone prace nie były w żaden sposób kontrolowane przez warszawskiego konserwatora.

W 2011 r. w Warszawie doszło do poważnej w skutkach samowoli budowlanej. Deweloper wyburzył przeszło stuletni budynek koszar Pułku Huzarów Grodzieńskich nieopodal Łazienek Królewskich. Wówczas w obronie budynku w roli zastępcy Nekandy-Trepki występował Brabander. Dwa lata później w podobny sposób samowolnie rozebrano wpisaną do rejestru zabytków kamienicę z 1905 r. przy ul. Zajęczej 4 na Powiślu. Firma Frank Rupplin, która od 2012 r. była właścicielem budynku, w czasie długiego sierpniowego weekendu zrównała zabytek z ziemią. Stołeczny konserwator mógł się tego spodziewać, ponieważ wcześniej inwestor występował o zezwolenie na rozbiórkę ze względu na fatalny stan budynku, ale nie wyciągnął, widać, żadnych wniosków z wyburzenia koszar.

Miłośnicy stołecznych zabytków i architektury przekonują jednak, że wszystkie dyskusyjne decyzje i zaniechania Piotra Brabandera to nic w porównaniu z zielonym światłem, które dał w grudniu zeszłego roku budowie wielkiego, bo siedmiokondygnacyjnego obiektu na skarpie warszawskiej, która jest obszarem wpisanym do rejestru zabytków, w dodatku chronionym jako pomnik historii. Wyższe Metropolitalne Seminarium Duchowne w nowym gmachu planuje umieścić bibliotekę, halę sportową i komercyjne biura.

– Nie jestem przeciwny budowaniu tu biblioteki. W miejscu planowanej inwestycji znajduje się teraz bezwartościowa zabudowa gospodarcza, stoją garaże. Można je wyrzucić i odtworzyć zieleń, ale jeśli seminarium potrzebuje biblioteki, to czemu nie? Taki obiekt mógłby dobrze się wpisać w otoczenie – tłumaczył Piotr Brabander.

Innego zdania jest Jerzy S. Majewski, jeden z czołowych varsavianistów. W komentarzu do sprawy, który został opublikowany na łamach „Gazety Stołecznej” napisał m.in.: „Rozumiem, że potrzebuje ono (Wyższe Seminarium Duchowne – przyp. red.) siedziby dla biblioteki i chce się rozbudować. Jednak w żadnym wypadku nie wolno pozwolić na to, by stało się to kosztem zabytkowej panoramy i fragmentu ogrodu, który kilka lat temu został zresztą starannie odrestaurowany. Planowany budynek, na budowę którego w przedstawionym kształcie wstępną zgodę wyraził stołeczny konserwator zabytków, nie tylko zniszczy fragment chronionego widoku skarpy, ale też może się stać tragicznym precedensem, który pociągnie dalszą dewastację tego, co stanowi o wyjątkowym charakterze Warszawy”.

Niestety, „tragicznym precedensem” przestaje być proces znikania zabytkowych budynków. Najczęściej przegrywają z łakomstwem deweloperów i zasadami rynku nieruchomości. Po co restaurować zabytek, skoro w tej samej atrakcyjnej lokalizacji można postawić biurowiec lub apartamentowiec? Dlatego stołeczny konserwator zabytków powinien stać na straży obiektów, które jakimś cudem przetrwały II wojnę światową. Niestety, na razie tak się nie dzieje.

Foto: Wikipedia

Strony: 1 2 3

Wydanie: 7/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy