Konstytucja kompromisu i wolności

Zapis w moim dzienniku:
„ŚRODA 2 KWIETNIA 1997
W piękny wiosenny dzień, słoneczny i ciepły, za siedemnaście piąta po południu Zgromadzenie Narodowe uchwaliło Konstytucję III Rzeczypospolitej. Mazowiecki miał bardzo dobre przemówienie, najlepsze z przemówień klubowych”.
Minęło 10 lat od tamtego słonecznego i ciepłego dnia wiosennego. Mamy dokładnie taki sam dzień. Ale rocznica uchwalenia tej pierwszej w historii Polski Konstytucji, przyjętej w narodowym referendum, przypada w czasie niedobrym. I dla ustawy zasadniczej, i dla wolności, które dali sobie Polacy, zawierając ich gwarancje właśnie w akcie z 2 kwietnia 1997 roku. Przypomnijmy sytuację sprzed dziesięciu lat. Prezydentem był wówczas wywodzący się z PZPR Aleksander Kwaśniewski. Rządził, podobnego rodowodu, Sojusz Lewicy Demokratycznej, główną siłą opozycji była centrowa Unia Wolności, a prawica tkwiła poza parlamentem wskutek swego rozbicia. Prawdą jest więc, że układ sił politycznych z punktu widzenia wpływu na kształt konstytucji był dla prawicy niekorzystny. Ale to nie jej brak w parlamencie sprawił, że odegrała mniejszą rolę w ukształtowaniu ustroju państwa, niż mogła, bo jest tak samo prawowitym uczestnikiem polityki jak centrum czy lewica. Tak samo też jak Polacy dawniej związani z PZPR i PRL. Sprawiła to jej odmowa dołączenia do grona twórców Konstytucji, jej odmowa uczestnictwa w wypracowywaniu konstytucyjnego kompromisu. Odmowa dyktowana nienawiścią do postkomunistycznej lewicy i do ludzi Okrągłego Stołu z dawnej opozycji, a także pychą i megalomańskim przeświadczeniem, że Polacy to tylko Oni i Polska ma być wedle ich kroju. Ta nienawiść, pycha i megalomania wyraziły się w chamskich i kłamliwych napaściach na przygotowany projekt ustawy zasadniczej i jej twórców. To za sprawą prawicy i niestety także Episkopatu, który wezwał do głosowania w referendum przeciw Konstytucji, jej uchwalenie nie stało się aktem narodowej zgody, bo w referendum przeciw zatwierdzeniu ustawy zasadniczej głosowało 48% tych, co wzięli w nim udział. Konstytucja została jednak zatwierdzona, zyskując pełną legitymację, wszystkie atrybuty prawomocności.
To jest Konstytucja kompromisu tych sił, które chciały do kompromisu przystąpić, które nie rozumiały kompromisu jako kapitulacji innych przed ich punktem widzenia. Nikt nigdy nie twierdził, że jest to dokument piękny literacko, choć ma takie fragmenty, jak na przykład preambułę, ani idealny pod względem rozwiązań ustrojowych. Wiele jest w Konstytucji do poprawienia, ale jednego z jej filarów nie wolno osłabić – tego, który wspiera prawa człowieka i wolności obywatelskie w Polsce. Tego, który chroni przed nadużyciami rządzących wobec obywateli, który gwarantuje skuteczny podział władz i ich wzajemne kontrolowanie się, jeden z najważniejszych mechanizmów, przeciwdziałający powolnemu, pełzającemu, długo niewidocznemu i dlatego bardzo groźnemu wyrastaniu wewnątrz ustroju demokratycznego raka dyktatury. Bo demokracja nie jest na tę uzurpację odporna, a wolność nie zawsze ginie od razu, lecz często także kroczek po kroczku. Tej strony Konstytucji, tu zgadzam się z Aleksandrem Kwaśniewskim, trzeba „bronić, jak niepodległości”. To jest osobisty interes każdego z nas, kto nie chce znowu znaleźć się pod butem opresji państwa.
Trzeba o tym pamiętać szczególnie teraz, kiedy od półtora roku u władzy są wrogowie obecnej ustawy zasadniczej, której to wrogości nigdy nie kryli. Także przy okazji obecnego jubileuszu słyszymy, jak poseł PiS, partii rządzącej, w szczególny sposób, właśnie przez fakt rządzenia, zobowiązanej do szacunku i respektu wobec Konstytucji, nazywa ją arogancko konstytucją państwa przejściowego. To nie jest przypadek, że mnożą się akty prawne przyjmowane przez rządzącą większość, ewidentnie antykonstytucyjne. I większość ta zamiast zejść z drogi antykonstytucyjnego działania, brutalnie atakuje Trybunał Konstytucyjny, który jest dziś najważniejszym bastionem uniemożliwiającym władzy zamianę nienawidzonej przez nią Konstytucji w świstek papieru niewiele różniący się od tego, którym była Konstytucja PRL-owska. Tyle będziemy mieli wolności wobec władzy, ile władzy Konstytucja zachowa nad rządzącymi. Uważam, że to jest najważniejsza rzecz, o której powinniśmy sobie przypomnieć w 10. rocznicę jej uchwalenia. I nie zapomnieć jej nigdy.

Wydanie: 15/2007

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy