Kontynuacja czy nowy początek?

Kontynuacja czy nowy początek?

Po roszadach na szczytach CDU niektórzy twierdzą, że Angela Merkel zapewniła sobie wpływy na lata

Korespondencja z Berlina

7 grudnia chadeccy delegaci wybrali Annegret Kramp-Karrenbauer na nową szefową CDU i tym samym na następczynię Angeli Merkel, która do 2021 r. pozostanie szefową rządu, ale zrezygnowała z kierowania partią. Kramp-Karrenbauer, nazywana przez media AKK, wygrała w drugiej turze z Friedrichem Merzem, który dla prawie połowy delegatów utożsamia „konserwatywne przebudzenie”. Była już sekretarz generalna partii, z CDU związana od 27 lat, jest uważana za osobę namaszczoną przez samą Merkel – m.in. z tego względu przylgnął do niej przydomek „Mini-Merkel”. Objąwszy nową funkcję, 56-letnia przewodnicząca z miejsca próbowała rozwiać wszelkie wątpliwości. „W ostatnich tygodniach czytałam o sobie wiele bzdur, jakobym była kopią kanclerz itd. Jestem osobą ukształtowaną przez zupełnie inne doświadczenia życiowe i polityczne”, przekonywała 1001 członków partii w Hamburgu.

Niezbędnych kwalifikacji trudno jej odmówić. AKK przeszła prawie wszystkie możliwe szczeble kariery politycznej, od działalności w chadeckiej młodzieżówce Junge Union po mandat posłanki do Bundestagu i liczne stanowiska w Kraju Saary. W swoim mateczniku piastowała funkcję m.in. ministra spraw wewnętrznych, edukacji oraz polityki społecznej, od 2011 r. zaś premiera landu.

Kopia Merkel?

W stwierdzeniu, że AKK miała inne doświadczenia niż obecna kanclerz, jest wiele prawdy – dotyczy to choćby życia prywatnego, bo ma dzieci. Pochodzi z jednego z zachodnich krajów związkowych, gdzie dzieciństwo w czasach żelaznej kurtyny wyglądało zupełnie inaczej. Ale podobnie jak Merkel jest racjonalna i zachowuje spokój, nawet gdy emocje partyjnych kolegów sięgają zenitu.

Pod względem marketingu politycznego AKK rzeczywiście nie kojarzy się ze zmianami na czele CDU. A merytorycznie?

Grudniową konwencję partyjną poprzedziły konferencje regionalne, na których wszyscy kandydaci – AKK, Merz oraz Jens Spahn – prezentowali swoje wizje i próbowali odnaleźć klucz do serc członków CDU. Sposób, w jaki AKK dystansowała się od poprzedniczki, mógł rzeczywiście zaskoczyć. Była premier Kraju Saary przedstawiała argumenty, które miały właściwie paść z ust jej konserwatywnych konkurentów. Pod koniec listopada w badeńskim Böblingen przemawiała do 2 tys. chadeków, piętnując „ciężkie lata” Wielkiej Koalicji. Jeszcze przed objęciem nowego urzędu odważyła się zrobić coś, czego szefowa SPD Andrea Nahles nie potrafi do dziś – wystąpić w roli tępicielki ministrów ze swojej partii, którzy zasiadają w rządzie federalnym. Natomiast na konferencji w Lubece oznajmiła: „Musimy wreszcie zacząć poważnie i szczerze dyskutować o sprawach, które do tej chwili zamiatano pod dywan”. Można było odnieść wrażenie, że AKK, wcześniej bezbrzeżnie lojalna wobec Merkel, teraz przestała gryźć się w język – dopiero gdy kanclerz nie mogła już jej wycofać z wyścigu o fotel szefowej CDU.

Zresztą AKK miała zupełnie inny plan. Gdy Merkel w październiku zainicjowała stopniowy odwrót od polityki, jej dzisiejsza następczyni nie kryła zdumienia. Jak wielu innych sądziła, że szefowa CDU pożegna się z tą funkcją w 2021 r. AKK nie zamierzała tak szybko odcinać się od kursu wytyczonego przez obecną kanclerz. Kiedy w lutym 2018 r. Merkel powołała ją na stanowisko sekretarza generalnego CDU, chciała powoli wyostrzać swój profil i czekać cierpliwie na odpowiednią chwilę, aby wychynąć z politycznej kryjówki. Tyle że nagle musiała się przymierzyć do sprintu i wyostrzyć profil w ciągu kilku tygodni. Dopiero wtedy w opinii wielu chadeków wyszło szydło z worka.

Konkurs konserwatystów

Na początku listopadowej kampanii wszyscy się spodziewali, że AKK zacznie powtarzać frazesy pani kanclerz („damy radę”), a jej konkurenci będą walczyć o sympatię konserwatystów. Ale już na pierwszej konferencji regionalnej cała trójka kandydatów licytowała się na kamuflowane atakowanie rządów Merkel. Głównym tematem okazał się kryzys migracyjny. AKK, Merz i Spahn w trakcie namiętnych debat sprawiali wrażenie, jakby chcieli wyrwać partyjną batutę z rąk nie szefowej CDU, lecz znanego z polemicznych salw przewodniczącego CSU Horsta Seehofera. I właśnie w tej kwestii była sekretarz generalna zyskała wśród delegowanych najwięcej uznania. Zwłaszcza że fetowany wcześniej Merz tygodniami miał złą prasę, bo kojarzył się jedynie z grubym portfelem, mniej zaś z programem prawdziwej odnowy. Z kolei AKK nieoczekiwanie przestała się obawiać narzędzi populizmu. O nieuchronności deportacji Syryjczyków, którzy wchodzą w kolizję z prawem, mówiła w tonie znacznie ostrzejszym niż niektórzy liderzy bawarskiej chadecji.

Część komentatorów jest więc przekonana, że AKK i namaszczony na szefa CSU Markus Söder będą stanowić zgrany duet, który w kolejnych latach przeprowadzi długo wyczekiwaną w chadecji woltę, niwecząc rację bytu Alternatywy dla Niemiec (AfD). Zresztą oboje są wolni od odium Wielkiej Koalicji. Tymczasem inni zastanawiają się, czy po ostatnich zjazdach CDU Annegret Kramp-Karrenbauer rzeczywiście przekuje słowa w czyny. Uchodzi za osobę wysoce pragmatyczną i elastyczną i właśnie ta giętkość polityczna sprawiała, że w ostatnich tygodniach tak dobrze wypadała na konferencjach.

Start zapomnianego już prawie Merza zaskoczył ją w podobny sposób jak odwrót Merkel. Szybko jednak się otrząsnęła i skoncentrowała na swoich zdolnościach. Doskonale bowiem wiedziała, że kiedy Merz był politycznie nieobecny i zarabiał miliony w radach nadzorczych wielkich spółek, ona mozolnie budowała pozycję w partii, stawiając czoła wyzwaniom w największym sondażowym kryzysie ugrupowania po 1945 r. Chciała więc udowodnić głównemu konkurentowi, że nie można po latach absencji wyskoczyć jak królik z kapelusza i wygrać. W wywiadzie dla tygodnika „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” opowiadała o swoich zasługach na stanowisku ministra spraw wewnętrznych w Kraju Saary: „O bezpieczeństwie wiele się mówi, ale tylko nieliczni potrafią je też zagwarantować”. Po czym dodała: „Nie jest tak, że zaledwie kilka mocnych słów uwolni wyborców z szańców AfD. Tu trzeba działać!”. Czytelnik od razu wiedział, o kim mówi. Z przebiegu jej kariery w Saarbrücken wyłania się obraz osoby, która działać potrafi. Przy czym gwoli zachowania wpływów AKK umiała także dostosować swoje poglądy do ram określonych przez koalicjanta. W tym kontekście trudno nie doszukiwać się podobieństw do urzędującej kanclerki. Jako premier landu AKK zawsze była asertywna, choć rezygnowała z wygłaszania poglądów uchodzących wcześniej za niezachwiane. Rządziła już z FDP i Zielonymi i stała przez wiele lat na czele czarno-czerwonej koalicji z SPD, czyli Wielkiej Koalicji na lokalnym szczeblu. Zanim wystartowała w wyścigu o fotel szefowej CDU, ani razu nie skrytykowała decyzji rządu federalnego z jesieni 2015 r., kiedy Merkel zawiesiła konwencję dublińską i otworzyła granice dla imigrantów.

Po objęciu urzędu AKK na pewno powtórnie skorzysta ze swojej politycznej giętkości, ale w jakim kierunku to pójdzie? Będzie mrugać na Zielonych, którzy cieszą się ogromnym zaufaniem w centrum sceny politycznej, czy raczej zabezpieczy prawą flankę, eliminując populistów? Umiejętne balansowanie na tej krawędzi zapewniało jej poprzedniczce przez 18 lat sukces, ale teraz paradoksalnie stanowi przyczynę jej schyłku. I właśnie ten pragmatyzm à la Merkel powoduje, że wybór niemal połowy chadeckich delegatów w Hamburgu padł na Merza. 49% powątpiewało, że AKK odnowi partię.

Konflikty w CDU

Nowa przewodnicząca wygrała zatem z niewielką przewagą, a na twarzach niektórych konserwatystów malował się nie tyle zawód, ile szok. Zapiekłość, z jaką przedstawiciele różnych skrzydeł w CDU walczyli o swoich faworytów, dowodzi, że chadecja jest bardzo podzielona. Kilka dni przed grudniową konwencją Wolfgang Schäuble otwarcie nawoływał do poparcia Friedricha Merza, który miałby być „najlepszym rozwiązaniem dla Niemiec”. Z kolei minister gospodarki Peter Altmaier, zaufany Angeli Merkel, w wywiadzie w „Rheinische Post” utrzymywał: „Tylko AKK poprowadzi nas do pewnego zwycięstwa w eurowyborach”. Wieloletni szef Urzędu Kanclerskiego był przekonany, że obeznany w biznesie i gospodarce Merz przesunąłby CDU na prawo, osłabiając liberałów z FDP, naturalnych koalicjantów chadecji, oraz uruchamiając ucieczkę umiarkowanych wyborców do obozu Zielonych. „AKK jest jedyną osobą, która potrafi wygrywać wybory w centrum”, powtarzał Altmaier. Za jej kandydaturą opowiedział się także nieoczekiwanie Norbert Blüm, były minister w rządzie Kohla i jedna z szarych eminencji kojarzonych z obozem konserwatystów. Blüm jest jednak wyznawcą innych wartości niż Merz. „Ludwig Erhard nigdy nie przyjąłby pracy w zarządach lub radach nadzorczych wpływowych firm”, grzmiał. Bardziej pojednawczo zachowywał się Armin Laschet, premier Nadrenii Północnej-Westfalii. „Uważam, że każdy z trojga kandydatów jest potrzebny naszej partii, choć zauważam oczywiście różnice w ich poglądach”, powiedział wiceszef CDU w rozmowie z dziennikiem „Bild”.

Czy AKK pogodzi swoje ugrupowanie? Pierwszą próbą zasypania podziałów było wysunięcie na stanowisko sekretarza generalnego Paula Ziemiaka, który nie ukrywał sympatii dla Merza i Spahna. Dziś urodzony w 1985 r. w Szczecinie polityk jest najmłodszym sekretarzem generalnym w historii CDU i pierwszym politykiem polskiego pochodzenia, który zaszedł tak wysoko w jej strukturach. Warto przypomnieć, że wcześniej tę funkcję pełniły takie chadeckie legendy jak Heiner Geissler, Kurt Biedenkopf, oczywiście Angela Merkel i do niedawna sama AKK. Rodzice Ziemiaka przyjechali do Niemiec, kiedy miał cztery lata, toteż trudno mu zupełnie wymazać polskość z biografii. „Polaków darzę wielką sympatią. Urodziłem się w Polsce i tego nie zapomnę, choć cieszę się, że jestem Niemcem”, tłumaczył na łamach portalu Merkur.de, kiedy w 2017 r. został posłem do Bundestagu. Do niedawna Ziemiak był także szefem chadeckiej Junge Union, największej partyjnej przybudówki w Europie. Należał obok Spahna i innych młodych wilków do najgorliwszych krytyków polityki Merkel. Już od dłuższego czasu uchodził za kandydata na stanowisko sekretarza generalnego CDU, choć sam podkreślał, że nie będzie kandydował w przypadku zwycięstwa AKK. W końcu zmienił zdanie, uzasadniając decyzję chęcią odnowienia partii i nadania jej innego kursu.

Czy nowa szefowa ugłaskała niepokornego młodzieńca podobnie jak niedawno Merkel Spahna, kusząc go awansem w strukturach CDU? „Nie musimy się obawiać wyborów do Parlamentu Europejskiego. Przeciwnie, powinniśmy się na nie cieszyć, ponieważ je wygramy”, twierdził 33-letni polityk tuż przed głosowaniem w Hamburgu. Jedno natomiast jest pewne – nowa przewodnicząca chciała nominacją Ziemiaka uciąć dyskusje na temat podziałów w CDU. „Naszym wspólnym zadaniem jest pracować na rzecz utrzymania jedności partii”, zadeklarowała.

Podziały tymczasem istnieją i tylko nieliczni uważają, że do 2021 r. naprawdę dojdzie w CDU do spektakularnych zmian. „Kobiety mają to w zwyczaju, że raz przytulą, a raz spoliczkują, jeśli uważają to za stosowne. To doskonała strategia, aby utrzymać umiar i pozyskiwać wyborców w centrum”, ironizuje wiceszef FDP Wolfgang Kubicki. I choć trudno się zgodzić z tonem wypowiedzi ostatniego „macho” niemieckiej polityki, w niemieckich mediach widać podobne nastawienie: AKK jako zachodnioniemiecka katoliczka jest może nawet bardziej niż Merkel utożsamiana z korzeniami CDU, lecz będzie musiała się poruszać w ramach wyznaczonych przez poprzedniczkę.

I ostatnie pytanie: czy nowa szefowa ugrupowania, które jednak nadal wygrywa prawie wszystkie wybory, przejmie w 2021 r. stery także w Urzędzie Kanclerskim? Kiedy 18 lat temu zapytano Rolanda Kocha, wpływowego wtedy polityka chadecji i ówczesnego premiera Hesji, czy świeżo upieczona przewodnicząca CDU Angela Merkel może kiedyś zostać szefową rządu, odparł: „Śmiem wątpić”. Dzisiaj Koch jest historią.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 51/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy