Słowacka układanka

Słowacka układanka

Mimo wyraźnego zwycięstwa lewicy sformowanie trwałej koalicji będzie niezwykle trudne

Oszczędnie i z umiarem świętowano w siedzibie lewicowej partii Smer zwycięstwo w wyborach parlamentarnych na Słowacji. Ugrupowanie, na którego czele stoi charyzmatyczny 42-letni prawnik Robert Fico, uzyskało 29,1% głosów i 50 mandatów w 150-osobowym parlamencie. Brak euforii i fajerwerków nie dziwi – mimo wyraźnego zwycięstwa sformowanie trwałej koalicji będzie niezwykle trudne.
Zwycięstwo populistycznej lewicy jest wynikiem znużenia Słowaków rządami dotychczasowej koalicji prawicowo-liberalnej premiera Mikulasza Dzurindy. Premier, starszy od swego adwersarza o dziewięć lat, rządził Słowacją nieprzerwanie dwie kadencje, stając się najdłużej sprawującym urząd szefem rządu w Europie Wschodniej.
Odsunięcie od władzy nacjonalistycznego i eurosceptycznego premiera Vladmira Mecziara w 1998 r. wyprowadziło Słowację z izolacji międzynarodowej i przywróciło krajowi prozachodni, reformatorski kurs. Dzurinda wraz ze swoją partią – Słowacką Unią Demokratyczną i Chrześcijańską – rozpoczął nadrabianie zaległości za pomocą pakietu liberalnych reform rynkowych, ujednolicając system fiskalny i wprowadzając podatek liniowy. Krok ten spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w Europie Zachodniej, co zaowocowało znacznym wzrostem inwestycji zagranicznych. Łącznie kapitał inwestycyjny przekroczył sumę 10 mld dol., dzięki czemu pięciomilionowa Słowacja przegoniła Polskę. Zyskała szczególnie branża motoryzacyjna – swoje fabryki otworzyły m.in. KIA, Citroen i Peugeot.
U schyłku rządów chadeków Słowacja poszczycić się mogła 5,5-procentowym wzrostem gospodarczym. Prognozy na rok 2006 przewidują dalszy wzrost do 6,3%. Wzmocniła się również pozycja międzynarodowa kraju dzięki wstąpieniu do struktur NATO i Unii Europejskiej. Paradoksalnie reformy, dzięki którym partia i jej premier zyskali duże uznanie i popularność w Europie, osłabiły jednocześnie ich pozycję w kraju. Dzurinda nie potrafił przekonać społeczeństwa zaniepokojonego zbyt szybkim tempem zmian do polityki swego rządu. Liberalne reformy nie przyniosły znaczącego spadku bezrobocia, przyczyniły się natomiast do pogłębienia dysproporcji pomiędzy bogatszą zachodnią częścią kraju a biedniejszym wschodem.
Na fali społecznego rozczarowania powstałe w 1999 r. ugrupowanie Roberta Ficy zaczęło uzyskiwać szerokie poparcie. Nazwa partii – Smer (kierunek) – sugerowała wytyczenie nowej koncepcji politycznej, swoistej trzeciej drogi mającej zapewnić Słowakom utrzymanie przywilejów socjalnych i życiową stabilizację. Stojący na jej czele Fico, specjalista od prawa karnego, mający długie doświadczenie parlamentarne, bez chwili wytchnienia krytykował wszystkie posunięcia rządu, nadając tym samym swojej partii rys populistyczny. W miejsce podatku liniowego proponował powrót do systemu progresywnego, chcąc jednocześnie obniżyć VAT na artykuły spożywcze i uderzyć po kieszeni najzamożniejszych wysokim progiem podatkowym. Postulował również powstrzymanie procesu prywatyzacyjnego i uważne prześledzenie jego kulis. Smer zyskał duże poparcie społeczne dzięki radykalizmowi, a jego lider typowany był na kandydata w wyborach prezydenckich w 2004 r. Na drodze do najwyższego urzędu w państwie stanął wówczas… jego młody wiek, jako że konstytucja słowacka wymaga od kandydata przekroczenia 40. roku życia.
Do parlamentu oprócz Smeru dostało się pięć innych ugrupowań. Słowacka Unia Demokratyczna i Chrześcijańska zajęła drugie miejsce, uzyskując 31 mandatów. Biegunowo od siebie odległe partia nacjonalistów i partia mniejszości węgierskiej uzyskały po 20 miejsc, a Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) Vladimira Mecziara i Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny – odpowiednio 15 i 14 mandatów. Oprócz ksenofobicznej Słowackiej Partii Narodowej (SNS), straszącej Słowaków „węgierską piątą kolumną”, pozostałe ugrupowania unikały w czasie kampanii wyborczej radykalnych wypowiedzi, mogących zrazić ewentualnych koalicjantów. Mimo że zmiana ordynacji zniosła ciszę wyborczą, przez co agitatorzy towarzyszyli wyborcom niemal do samych urn, media zgodnie uznały kampanię za nudną i bezbarwną. Sytuacja ta sprawiła, że analitycy dopuszczają sześć różnych wariantów koalicyjnych. Najbardziej prawdopodobne wydaje się utworzenie rządu przez zwycięski Smer oraz Partię Węgierskiej Koalicji i Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny.
Zawiązanie koalicji z nacjonalistami i partią Mecziara znacznie osłabiłoby pozycję międzynarodową Słowacji i z pewnością zaprzepaściłoby część reform. SNS zyskała poparcie wyborców, posługując się nie tylko antywęgierską retoryką, ale także wskazując na zagrożenie ze strony licznej w Słowacji społeczności romskiej. O Romach negatywnie wypowiadał się również Fico, w czym media widzą ewentualną platformę porozumienia się obu ugrupowań. Natomiast izolowanej do tej pory HZDS wyborcza arytmetyka zapewniła pozycję języczka u wagi – jej głosy mogą zadecydować o przyszłości ewentualnej koalicji. Sam Mecziar budzi skrajne reakcje społeczeństwa – od potępienia po uwielbienie. Będąc dla jednych winnym wpędzenia kraju w izolację i zacofanie, a dla drugich ojcem niepodległej Słowacji, pozostaje bez wątpienia najbardziej kontrowersyjnym politykiem. Jego odejście pozwoliłoby HZDS na większą elastyczność, ale były premier stanowczo odrzuca polityczną emeryturę.
Podobnie jak w sąsiednich Czechach pojawia się również pomysł zawiązania wielkiej koalicji i podobnie jak u sąsiada na przeszkodzie stoją znaczne różnice programowe. Wiarygodność lewicy i jej lidera, który zbił kapitał polityczny na krytyce rządów Dzurindy, znacznie spadłaby w oczach wyborców, gdyby utworzył wspólny rząd z partią prawicową.
Po zwycięstwie przyszedł czas na trzeźwą ocenę sytuacji. Mimo sukcesu Smeru i powierzenia Robertowi Ficy misji tworzenia rządu przez prezydenta Ivana Gaszparovicza sytuacja nie jest do końca klarowna. Teoretycznie możliwa jest bowiem koalicja partii Dzurindy z nacjonalistami, zwolennikami Mecziara i chadekami, która uzyskałaby większość 80 mandatów. Zepchnięcie zwycięskiej partii na ławy opozycji nie jest na słowackiej scenie politycznej niczym nowym – w 1998 r. postąpiono tak z mecziarowskim Ruchem na rzecz Demokratycznej Słowacji. Mikulasz Dzurinda rozpoczął już nieformalne negocjacje na temat powstania szerokiej koalicji prawicowej, by bronić swych reform przed zakusami lewicy.
Na ułożenie tej zawiłej politycznej łamigłówki pozostał miesiąc – zgodnie z konstytucją, nowy parlament ma 30 dni na zebranie się, prezydent zaś w tym czasie musi desygnować premiera. Przed słowackimi politykami stoi niezwykle trudne zadanie – sformowanie stabilnego i mającego oparcie w parlamentarnej większości rządu. W porównaniu z poprzednimi wyborami, kiedy to frekwencja sięgnęła 70%, tym razem do urn poszło niespełna 55% uprawnionych do głosowania Słowaków. Jeśli nie uda się powołać gabinetu, rozczarowanie społeczeństwa zwiększy się, a ambitne reformy będą poważnie zagrożone.

Wydanie: 26/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy