Kotłownia – wracamy do tematu

Kotłownia – wracamy do tematu

Po tekście „Kotłownia” opublikowanym w poprzednim numerze „Przeglądu” otrzymaliśmy list, uzupełniający historię działalności WGI. Obrazuje on nastroje, jakie panują wśród osób, które zetknęły się z działalnością WGI.
Oto jego fragmenty.

Wszystko zaczęło się na przełomie 2000 i 2001 r., kiedy to pan Włodzimierz Soporek, główny udziałowiec Polamu Warszawa, spotkał się z panem Neilem Balfourem, biznesmenem z Wielkiej Brytanii, który z miłości do Polski zaczął u nas robić interesy. Razem w 2001 r. zrobili interes pod tytułem „Kupujemy zadłużoną spółkę”. Dług sprawia, że spółka jest tania i możemy ją przejąć za niewielkie pieniądze. Potem tworzymy drugą spółkę, do której przenosimy ze starej wszystko, co jest wartościowe. W starej zostają tylko długi. W ten sposób dwóch panów weszło w posiadanie należących do Polamu placu i budynków w centrum Warszawy o wartości ponad 14 mln zł. Dla siebie pan Włodzimierz Soporek kupił w Rajszewie pod Warszawą klub golfowy.
Już dorosłemu, 26-letniemu synowi założono natomiast spółkę pod nazwą Warszawska Grupa Inwestycyjna SA i nauczono grać na FOREX, czyli kupować i sprzedawać pieniądze. Zarobek jest wtedy, gdy się taniej kupi i drożej sprzeda. Konkurencji praktycznie nie było żadnej, bo w tej samej branży działał jeszcze tylko Dom Maklerski TMS Brokers ze swoim głównym ekonomistą, Markiem Zuberem. (…) Żeby Maćkowi nie było smutno, do tej spółki wzięto na wiceprezesa syna znajomych, 24-letniego Łukasza Kaczora, i wynajęto chłopcom biuro przy placu Bankowym 2 w Warszawie.
(…) Założenia tego interesu były proste. Po pierwsze: jak ludziom się powie, że mogą bez żadnego wysiłku pomnożyć pieniądze, to bez zbędnych pytań przyniosą całe swoje oszczędności. Po drugie: celowano tylko w bogatych i dlatego poprzeczkę ustawiono przy wpisowym na 20 tys. zł. Na początku w WGI na FOREX stopy zwrotu były po kilkadziesiąt procent rocznie. Niektórzy naiwni prosili, żeby wypłacić, i jak dostawali swoje pieniądze, to po tygodniu przynosili i to, co dostali, i całą resztę, którą mieli ulokowaną na innych rachunkach. I szła fama po ludziach – można nieźle zarobić.
A w WGI kilku chłopaków wybranych z ogłoszeń internetowych bawiło się w FOREX i nieważne, czy wygrali, czy przegrali, czy zarobili, czy stracili. Klienci i tak dostawali wyciągi ze swoich kont, że przybyło im kilkadziesiąt procent wpłaconej gotówki. A gdy wykazywano straty na rachunkach klientów, wystarczył telefon do opiekuna rachunku z pretensjami i już w następnym miesiącu pojawiały się zyski rekompensujące z nawiązką poniesione straty (sam tak zrobiłem). (…)

Przygotowania do wielkiej działalności rozpoczęto od początku 2004 r. Trzeba było zrobić taką firmę, aby ludziom szczęki poopadały i raz na zawsze wdeptać w ziemię konkurencję, tj. TMS Brokers.
Musiał to więc być bank lub co najmniej dom maklerski, i to budzący zaufanie. A ponieważ do taty Soporka przyjeżdżali wszyscy możni tego świata, to już wiadomo, z kim tata Soporek mógł rozmawiać na te tematy.
Na początku 2004 r. wynajęto całe 28 piętro w wieżowcu przy Chłodnej 51 w Warszawie. Wystrój pierwsza klasa. Hostessy jak z obrazka. Spokój, powaga, kultura. Aż się chce przynosić tam pieniądze.
Przyszła kolej na radę nadzorczą. Trochę mało poważnie, że rada nadzorcza to tata i mama (zresztą chłopcy już podrośli i nabrali rutyny), więc tatusiowie i mamusie w lipcu 2004 r. wynieśli się z RN. W to miejsce w tym samym czasie zatrudniono pana prof. Tomasza Szapira ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, pana dr. Bohdana Wyżnikiewicza – wybitnego specjalistę od robienia interesów, pana Richarda Mbewe – Afropolaka, który uczył nas w programie TV pana Mosza, jak mamy uzdrawiać i prowadzić polską gospodarkę, chociaż w jego rodzinnej Zambii bida aż piszczy, a rodzinne miasto Ndoli znane jest nie z dynamicznego rozwoju gospodarczego, a tylko z tego, że tam zabito sekretarza generalnego ONZ, Daga Hammarskjolda; zatrudniono też pana mecenasa Zbigniewa Basaka, który miał dbać o porządek w papierach.
Po trzecie znaczące nazwiska. We wrześniu 2004 r. z kapitału WGI SA utworzono WGI Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA, z którym byli związani pani Henryka Bochniarz, kandydat na prezydenta RP, pan prof. Dariusz Rosati, pan prof. Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta Kwaśniewskiego.
Chodziło o to, żeby pokazać, że WGI to firma godna zaufania i powierzenia jej pieniędzy. Panowie i panie konsultanci i handlowcy z WGI zawsze jednym tchem mówili, że to są członkowie ich rady nadzorczej.

Tak przygotowana WGI zaczęła zabiegać o licencję domu maklerskiego. Z tym nie poszło tak łatwo, ale pod koniec kwietnia 2005 r., z dwumiesięcznym opóźnieniem, odbyła się inauguracja. Aby założyć rachunek, trzeba było wpłacić 200 tys. zł, ale i tak kolejka stała jak po papier toaletowy w stanie wojennym. Konta rosną, szuflada pęcznieje, parasol ochronny działa. Czas na finał. Żeby pieniądze wyprowadzić księgowo z WGI Dom Maklerski i uwolnić się już całkowicie od kontroli Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, w marcu 2005 r. założono WGI Consulting Sp. z o.o., której właścicielami zostali oczywiście Soporek i Kaczor. Soporek z Kaczorem jako WGI DM kupują od Soporka i Kaczora jako WGI Consulting fikcyjne obligacje za wszystkie pieniądze wpłacane przez klientów. Ponieważ KPWiG nie może już kontrolować WGI Consulting, to cała kasa wyjeżdża za granicę do Wielkiej Brytanii i USA.
Wszyscy to widzą i łapią się za głowę, że to jest możliwe, KPWiG przesyła pisemka z prośbą o zaprzestanie tego procederu i dywersyfikację lokowania pieniędzy przez WGI DM w WGI Consulting. Bez skutku. Aż stało się nieszczęście. Przyszła jesień i wybory parlamentarne wygrali ci, co nie wiedzą nawet, jak trzymać kij golfowy. Do prezesa Kaczyńskiego strach podchodzić z takimi tematami. Premierem został człowiek, którego nikt nie znał i nie miał do niego dojścia. Zaczęły się kontrole z KPWiG, która dopiero teraz się ocknęła i zobaczyła, że od początku funkcjonowania była w WGI podwójna księgowość, i na początku kwietnia 2006 r. zamknięto ten złodziejski interes. Przekręt kwotowo na miarę PZU i zarzutów dla pana Wieczerzaka, ale o dziwo Komisja Papierów Wartościowych i Giełd złożyła doniesienie do prokuratury okręgowej, a ta uznała, że jak się przekręciło 260 mln zł, to jeszcze nic takiego strasznego, a tacy grzeczni chłopcy jak Łukasz i Maciek na pewno nie będą mataczyć, i kazała im się tylko pokazywać raz na tydzień na komisariacie (dla przypomnienia: za podejrzenie wyłudzenia 8,4 mln zł Roman Kluska poszedł siedzieć od razu i wyszedł dopiero po wpłaceniu wielomilionowej kaucji). I tak to było przez 3,5 miesiąca, aż w końcu CBŚ aresztowało Łukasza S. i Macieja K., ale po przesłuchaniu zwolniło ich z uprzejmą prośbą tylko, aby nie wyjeżdżali na razie z kraju.
Pytań, które stawiają wszyscy, którym ukradziono pieniądze, jest kilka:
1. Czy w końcu ukradziono te pieniądze, których nie mają klienci WGI, czy one są?
2. Jeśli ukradziono, to dlaczego złodzieje chodzą na wolności, a jeśli te pieniądze są, to dlaczego KPWiG blokuje ich wypłatę i robi całą aferę?
3. Jakie osoby stoją za rozgrywką, która jest prowadzona kosztem klientów WGI DM?
Wojtek5

Wydanie: 30/2006

Kategorie: Od czytelników
Tagi: Wojtek5

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy